Wywiady, nie rozmówki #1: Piotr Świerczewski
Z restauracji Mi Piace w Warszawie, witają Państwa Marek Bielecki i Damian Olejniczak. Pierwszym gościem cyklu wywiadów, a nie rozmówek portalu Centrum jest Piotr Świerczewski. Piłkarz bardzo waleczny, zadziorny, chwilami łobuzerski na boisku. Srebrny medalista igrzysk olimpijskich z reprezentacją Polski w Barcelonie z 1992 roku.
(Marek)-Zmierzając na wywiad z Panem, mijałem ulicę Kowalczyka i tak sobie pomyślałem: o proszę Wojtek Kowalczyk już ma swoją ulicę za życia, a kiedy twoja ulica, Panie Piotrze?
-Moja ulica już była dawno, jeszcze się nie urodziłem, a już była! (śmiech)
(Marek)-A tak już na poważnie, później sprawdziliśmy i to niestety nie była ulica Wojciecha Kowalczyka.
-Świerczewskiego też nigdy nie było napisane, czy to Karola, czy Piotra, więc każdy potem myślał, że to coś ode mnie. Ale ze względu na zmiany ustrojowe, bardzo dużo ulic, które były kiedyś Świerczewskiego, zostało wycofanych, zamienionych na inne.
(Marek)-Kontynuując historyczne anegdoty, We wstępie do książki „Jak goliłem frajerów” Janusza Wójcika, czyli Pana jednego z pierwszych trenerów. W bądź co bądź takiej skandalizującej książce była opisana we wstępie sytuacja, że w przerwie meczu finałowego igrzysk olimpijskich w Barcelonie, kiedy to Janusz Wójcik w swoim stylu motywuje do dalszej gry, stawienia czoła Hiszpanom i według Wójcika Pan miał powiedzieć cytuję: „Trenerze, może Przy…któremuś?” Trener miał odpowiedzieć: „Czy ciebie popie…. Zaraz któremuś pójdzie jucha z nosa i będzie zaraz afera.” Czy to prawda, czy może trener Wójcik miał tendencję do koloryzowania?
-Teraz nie wiem, kto tu koloryzuje, czy dziennikarz? Czy trener? (śmiech)
-Po pierwsze, to ja nie grałem w tym meczu. Tylko w przerwie byłem w szatni, bo byłem rezerwowym i wszedłem w drugiej połowie. Więc nie wiadomo, kto tutaj koloryzuje, tej książki tak naprawdę nie czytałem. Bardziej myślę, że to po to, żeby się fajnie sprzedawała. Często są takie artykuły które mają się świetnie sprzedawać. To trzeba dodać jakiejś pikanterii.
-Sam się zastanawiam, czy byłem wtedy w szatni czy na rozgrzewce.
-Ale nie wpuścił mnie bezpośrednio w przerwie, więc na ławce mógłbym przy…jedynie drugiemu na ławce (śmiech).
-Śmieszne są takie historie
(Marek)-Czyli nie potwierdzamy tej anegdoty czytelnikom?
-Raczej zaprzeczamy.
(Damian)-Ja się tak zastanawiam, Panie Piotrze, bo zaczęliśmy dziś od tego charakteru na boisku, i tych wszystkich anegdot. Chciałbym się przez ten pryzmat odnieść do dzisiejszych czasów. Czy zgodziłby się Pan, że dzisiejszym kadrowiczom brakuje charakteru, waleczności. Chodzi mi po głowie ostatnia wypowiedź Romana Koseckiego dla Cafe Futbol w słynnych słowach skwitował nastawienie zwłaszcza do pojedynków jeden na jednego „trzeba było jechać, jechać atakować i” i tak dalej…
-Ja się nie zgodzę, ponieważ zmieniły się warunki sędziowania. Te warunki, jak oglądałem mecze, powiedzmy jeszcze przed moją przygodą z piłką i jak sam już grałem w latach 90 i dwutysięcznych. Te warunki się niesamowicie zmieniły. Ja pamiętam na samym początku, kiedy biegło się i waliło łokciem i to nie było żadnych przewinień. Dzisiaj takie rzeczy to są przewinienia, a co więcej sędzia może sięgnąć po pomoc w postaci Varu, który zaraz podpowie, co rzeczywiście było. A jeszcze wcześniej, jak oglądałem mecz Brazylia-Argentyna, gdzie grał Maradona i wielu innych wspaniałych piłkarzy, to tam się tak orali. Tam były wślizgi, na pograniczu dwóch nóg w kolana i oni się przewracali, wstawali nie było tyle symulowania z jednej strony, z drugiej piłkarze grali bardzo brutalnie jak na dzisiejsze czasy. Wtedy mówiło się ostro, teraz powiedzielibyśmy brutalnie. I te czasy jak Włochy grały z Argentyną i faulowali tego Maradonę. Te mecze starsze, to była rzeź. Później sędziowie zaczęli bardziej respektować przepisy. Ja byłem na przełomie wieku, gdzie te przepisy bardzo ewoluowały. I zaczęły być brane pod uwagę powtórki. Teraz w ogóle nie można tak grać. Piłka dąży do takiego systemu lub stylu gry jaki jest w koszykówce. Zbiera się 5 przewinień, są rzuty osobiste. 5 fauli i schodzisz z parkietu. Nawet style taktyczne zaczynają przypominać styl z koszykówki, gdzie właściwie o środek boiska się nie walczy. Walczy się o odbiór na połowie przeciwnika tym pressinigem albo jeżeli już środek boiska odpuszczamy i bronimy pod własną bramką. Piłka bardzo się zmieniła, kiedyś grało się na całym boisku. Nie wiem co będzie za kolejne dwadzieścia lat, może wejdą jakieś jeszcze nowe przepisy. Być może rzeczywiście pójdzie to w stronę koszykówki i ktoś kto sfauluje 5 razy schodzi z boiska.
(Damian)- Kontynuując ten wątek. Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że ta waleczność idzie w innym kierunku, objawia się w innych aspektach aniżeli kiedyś?
– Nie potrafimy rozdzielić pojęcia agresywna gra, twarda szybka agresywna gra, od tego jak ktoś gra brutalnie i fauluje. Na przykład bardzo fajnie patrzy się na Barcelonę.
(Damian)- Wysoki pressing Barcelony tak?
-Właśnie tak, wysokim pressingiem, agresywnie doskakują, odbierają piłkę. I to się nazywa właściwy wysoki agresywny pressing, co nie znaczy, że grają brutalnie. Chcą odzyskać piłkę. Oczywiście przerwanie akcji małym faulem, to też jest część gry. Podałem przykład Barcelony, chociaż nie muszę być jej fanem, ale oni mi imponują, właśnie taką grą. Bardzo wysoki pressing. Agresywna próba odbioru piłki. Ewentualnie przerywają akcję taktycznym faulem w środku pola i ustawiają się do obrony bardziej na swojej połowie. Co pokazała chociażby w meczu z Benficą, gdzie chcieli im za wszelką cenę wcisnąć gola, a Barcelona na koniec i tak ich skarciła szybką kontrą.
(Damian)-Czy w takim razie może to wynikać również ze zmiany pokoleniowej. Dzisiejsi piłkarze są inaczej przygotowywani i ta waleczność przekłada się bardziej na to, że ja jako młody piłkarz walczę w konkretnej strefie boiska i wywiązuje się z założeń taktycznych, a nie pokazuje w pojedynczych zagraniach moją agresywność względem rywala?
-Wiadomo, że można. Jakby to powiedzieć, łatwiej byłoby mi wam to narysować. Można stworzyć taką sytuację, że będziemy w przewadze na boisku. Wystarczy, że cała moja drużyna skoncentruje się na przesunięciu na połowę przeciwnika i jeszcze zepchniemy ich powiedzmy do rogu. Wtedy moja jedenastka będzie w rogu i piłka będzie w tym rogu. A przeciwnik będzie rozłożony po boisku. Więc w tym momencie przykładowo będziemy 10 na 7. Wtedy jest nam łatwiej odebrać piłkę. Co innego, jeśli uda się przerzucić przeciwnikowi piłkę na drugą stronę. Wtedy musimy wrócić za linią piłki. Odpowiedź nieco taktyczna, ale mam nadzieję, że zrozumieliście co miałem na myśli. Właśnie na przykładzie Barcelony, która dąży, żeby w pewnych fragmentach gry tak właśnie okazywać tą agresywność taktyczną i mieć przewagę na boisku. Chociaż w danym momencie nie posiadamy piłki mamy przewagę liczebną przesuwając zawodników do strefy tam, gdzie jest piłka.
(Marek)- A czym to się różni od sposobu gry reprezentacji polski czy to na igrzyskach olimpijskich czy później w pierwszej reprezentacji u Janusza Wójcika? Gdzie również jak ogląda się te mecze można zauważyć, że gra jest pressingiem i bardzo agresywna.
– To było co innego.
(Marek)- Dlaczego? proszę objaśnić to czytelnikom.
-Różnica jest taka, że wtedy graliśmy 10 na 10 i nie przesuwaliśmy się aż tak. Przykładowo prawy pomocnik, biegł do prawego pomocnika. Mimo, że piłka była z drugiej strony, tak zwane krycie jeden na jednego na całym boisku. My jako Polska wygrywaliśmy fizycznością. Wbrew pozorom byliśmy świetnie przygotowani fizycznie. Przygotowani byliśmy bardzo dobrze do tej olimpiady i my w tych pojedynkach jeden na jeden wygrywaliśmy. Nie było tej taktyki, ale było wykorzystanie siły i przygotowania fizycznego, szybkościowego. I jeśli można nazwać to taktyką to ona się sprawdzała. Graliśmy jeden na jeden na całym boisku. Jak się przeciwnik skoncentrował w jakiejś części boiska, to my też byliśmy w tej części. Jak przeciwnik grał szerzej to my również. Dlaczego tak robiliśmy? Bo graliśmy jeden na jeden. W myśl powiedzenia „jak on idzie do toalety, to ty też masz z nim iść do toalety”. (śmiech).
(Damian)-To zapytam tak, czy przez pryzmat tego jak wygląda dzisiejsza piłka, zwłaszcza reprezentacyjna. Dałoby radę przełożyć coś takiego dzisiaj na boisko?
– To na pewno nie, bo to jest stary system.
(Marek)- Powiedzmy z Wójcika na Probierza, puśćmy troszkę piłkarskiej fantazji.
– Teoretycznie można by ustawić drużynę jeden na jednego, ale trzeba by mieć drużynę silną fizycznie. Ponieważ w tym układzie każdy z nas bez wyjątku musi wygrać swój pojedynek. Tylko pamiętajmy, że indywidualności, takie jak na przykład Messi, który wygrywa ten pojedynek jeden na jeden on już całkowicie robi przewagę. Już wtedy nie ma asekuracji.
(Marek)- No ale umówmy się w meczu przeciwko Litwie czy Malcie reprezentacja Wójcika zmiażdżyłaby rywali byłoby jakieś 5-0 lub wynik w tym stylu.
– Szczerze to się nie zgadzam. Bo dzisiaj ludzie, którzy są ekspertami to mówią tak: Bo my, jak żeśmy grali, to taka Malta to kto to jest. No tak, ale ja pamiętam taki mecz jak chłopaki grali z San Marino i wygrali 1-0 i Jasiu Furtok strzelił bramkę ręką. I jak sobie przypomnę to w San Marino grali sami amatorzy. Dosłownie… Pracownicy pizzerii, pracownik poczty i tak dalej. Wygraliśmy 1-0 wtedy się narzekało a dzisiaj ci ludzie co grali w tamtym meczu narzekają, że styl gry z Maltą nam się nie podoba. A ja wam przypomnę, że tutaj nie byli amatorzy. W Malcie jest piłkarz, który gra w Rennes. Czyli w dobrej drużynie Francuskiej. A kto u nas gra w dobrej drużynie francuskiej? Także nie są to amatorzy. Ci eksperci co mówią, że my to żeśmy grali, to bzdury opowiadają. Bo oni grali gorzej niż Polska grała z Maltą. Natomiast ciężko mi to porównywać. Minęło około 30 lat. Taktyka się zmieniła, styl życia się zmienił. My w tamtych czasach mieliśmy bardzo trudne warunki treningowe. Biegało się po górach. Dziś w nawet w Polsce nikt nie biega po górach. Dziś po prostu wszyscy jeżdżą na obóz przygotowawczy do Turcji, może na Maltę lub Cypr. Kiedyś to się biegało po górach i byliśmy jak konie. Też było więcej kontuzji. Pamiętajmy, że wielu utalentowanych piłkarzy musiało skończyć grę, bo nie wytrzymywali takiego obciążenia.
(Damian)- A jakby się Pan osobiście odnalazł w dzisiejszych realiach piłki. Granie w kadrze, system, mentalność?
– Nie wiem, mógłbym sobie zadać to pytanie. No ja byłem piłkarzem dosyć wszechstronnym. Umiałem bronić, umiałem atakować, strzelać, bić się, rozgrywać. Tak teraz sobie myślę, że jak ktoś umie wszystko to nie umie nic. Więc może i w ogóle bym się nie odnalazł na takim poziomie, mimo tego co sam grałem?
(Marek)- A kto oprócz Wójcika. Pana ukształtował w młodości. W taki sposób, żeby być właśnie takim walecznym, takim wszechstronnym. Począwszy od Dunajca, czy potem w GKS Katowice.
– Jak tak się cofnę pamięcią, to miałem trenera w Dunajcu Nowy Sącz. Się nazywał Zbigniew Droszcz. Pod okiem tego faceta, naprawdę ciężko trenowaliśmy. To była taka stara szkoła.
(Marek)- Niech zgadnę, biegaliście po górach?
– Może nie po górach, ale na przykład po boisku z człowiekiem na plecach, jednocześnie grając w piłkę. Jakie silne nogi trzeba było mieć co? Oczywiście wagi były dobrane mniej więcej te same, ale mimo wszystko to i tak było bardzo ciężkie. Dzisiaj piłka nożna i przygotowania w porównaniu, są bardzo lekkie. Jak ja dziś widzę, jak piłkarze biegają i sprawdzają kwas mlekowy…nie biegajcie za szybko…
(Damian)- Wszyscy z pulsometrem…
– Tak wszyscy z pulsometrem… a tam, wtedy? Wtedy wyznacznikiem maksymalnym było to, że się ktoś porzygał, albo zemdlał. To były wyznaczniki maksymalnego zmęczenia. A nie, że pulsometr pokazuje, że już jest czegoś za dużo.
(Marek)- A oprócz wspomnianego trenera z Nowego Sącza, jeszcze ktoś, może z Katowic?
– W Katowicach trenerem był Żmuda, ale nie ten Żmuda grający w reprezentacji. To też trener, który mnie prowadził. Prowadził mnie również Orest Lenczyk.
(Marek)- No to tacy też twardziele trenerzy.
– No tam mieliśmy na przykład na treningu grę piłką lekarską, albo przerzuty z tymi takimi chłopkami dla judoków. To były bardzo ciężkie treningi. Dziś nie ma takich. Oczywiście dla mnie tego typu treningi zmieniły się we Francji. Nagle we Francji jest obóz i już nie mam gór. Jest obóz przygotowawczy i wszystko robimy na boisku. Biegamy na boisku, gramy piłką, biegamy z piłką. Dlatego być może wyszkolenie techniczne tych zawodników powiedzmy południa, czyli Francji, Hiszpanii, Portugalii jest dużo większe niż Niemiec a nie wspominam nawet o Szwecji czy o nas. Niemcy natomiast mówią, że są silniejsi fizycznie.
(Marek)- W Niemczech chyba takim wspominanym trenerem od najtwardszych treningów był Felix Magath.
– Tak zgadza się, wszyscy mówią, że u Magatha to nie było wiesz ściemy, trzeba było zapier…
(Marek)- Zmieniając nieco temat i zbliżając się powoli do końca, chciałbym zadać jeszcze kilka pytań o Pana preferencje. Zacznijmy od Pana top 6, powiedzmy 3 zagranicznych i 3 polskich idoli piłkarskich z młodości z lat 90.
– Na pewno Diego Maradona, Enzo Francescoli i Enzo Scifo. Wymieniłem trzech pomocników…
(Marek)-Rozumiem, że to nie przypadek? (śmiech)
– Zdecydowanie nie. Argentyńczyk, Urugwajczyk i Belg. Nie przypadek. Wszyscy byli fenomenalni. Potrafili rozgrywać, grać indywidualnie. Mieli wizje gry, naprawdę świetni.
(Marek)- A z Polskich?
– Z polskich? Ja tak mało pamiętam, ale Andrzej Buncol. Jak patrzyłem w reprezentacji. Jaki to był wszechstronny zawodnik. Niby niski, niby niepozorny, ale był bardzo pracujący, rozgrywający. Widziałem też Andrzeja Szarmacha, który strzela gole. Kiedyś Guy Roux, słynny trener Auxerre w rozmowie zapytałem go, żeby wymienił najlepszego polskiego napastnika, a on powiedział, że najlepszego jakiego miał to Andrzej Szarmach. Słynny diabeł, który strzelał gole niemożliwe. Z tych co sam widziałem to jeszcze Boniek był fenomenalny, też zawodnik bardzo wszechstronny.
(Marek)- a co powie Pan o trenerach w takiej samej konfiguracji. 3 polskich, 3 zagranicznych?
– Z polskich to bym wymienił Wójcika za jego charyzmę, może mniejsze umiejętności taktyczne, ale ca ciężką pracę. Wymienię również Engela, który po wielu latach awansował z naszą reprezentacją na mundial i wymienię Czesia Michniewicza, który ze mną też pracował. Jeszcze wymienię Macieja Skorżę, który też jest bardzo poukładanym trenerem. Mógłbym wymienić innych, ale wolę skupić się na tych z którymi pracowałem chociażby w reprezentacji. No Maciej Skorża nie pracował w reprezentacji, ale wydaje mi się, że należałoby mu się to.
(Marek)-A gdyby miał Pan powiedzieć, kto najlepiej nadawałby się na selekcjonera naszej reprezentacji, który rządziłby twardą ręką?
– Ja bym widział jako trenera Macieja Skorżę.
(Marek)- Jest charyzmatyczny?
– Może nie jest do końca charyzmatyczny, ale on zawsze ma pomysł. On umie przekazać. To jest bardzo ważna umiejętność, jak przekazać zadania zawodnikom. Potrafi rozpracować analitycznie przeciwnika. Jest to trener, który zdobył kilka razy mistrzostwo polski. Ze mną też, jakiś puchar polski wygraliśmy razem. W Japonii zdobył puchar Azji. Szkoda takiego trenera, żeby pracował, okej za duże pieniądze, ale, ale szkoda, żeby nie skorzystać z jego umiejętności i wiedzy i by nie poprowadził reprezentacji Polski.
(Damian)- Będąc przy temacie Reprezentacji, pada nazwisko Jana Urbana, jako ewentualnym kandydacie na zastępstwo Michała Probierza. Co pan o tym sądzi?
– Mógłbym się z tym zgodzić, ale ja teraz mówię tylko o ludziach, z którymi sam pracowałem. Nigdy nie widziałem na treningu Jasia Urbana. Jak nie widziałem go w treningu, to nie wiem jaki on ma warsztat trenerski. Być może tak i nie przekreślam tej kandydatury i myślę, że to jest dobry kandydat na te stanowisko. Natomiast nie chcę się wypowiadać o kimś kogo nie widziałem w treningu. Ja Jasia znam, to jest świetny człowiek, prze uśmiechnięty facet z dużym doświadczaniem piłkarskim i na pewno ma swój sztab bardzo analityczny i dobry, ale nie widziałem go w praktyce, więc nie chcę o tym mówić.
(Marek)- W takim razie ostatnie pytanie. Rzucam 4 nazwiska a Pana proszę o krótkie wspomnienie tych osób w kilku zdaniach. Zaczniemy od Pawła Zarzecznego.
– Głupio się mówi o nieżyjących…
(Marek)- Czasami trzeba… wspomina się ich przecież.
– Określiłbym to tak. Dziennikarz dawnych czasów. Dzisiejszy poziom dziennikarza jest bardziej analityczny, bardziej merytoryczny aniżeli takie pisanie, bo chcę się wyżyć na kimś nie?
(Marek)- A Janusz Atlas?
– Cały czas o tych nie żyjących mówisz…
(Marek)- Tak, ale to postacie bez wątpienia uznane w środowisku.
– Nie pamiętam dokładnie wydaje się w stylu podobny do Pawła Zarzecznego, jednak taki mniej dokuczliwy. Bardziej merytoryczny.
(Marek)- Wojciech Kowalczyk i na przykład słynna scena, ćwierćfinał Pucharu Zdobywców Pucharów 91 rok i komentarz „niesamowity jest ten Kowalczyk”
– Mogę powiedzieć, że Kowal to mógł być napastnik na miarę gry w Barcelonie. Troszkę wychowani byliśmy źle. Nie czuliśmy takiej odpowiedzialności. Nie byliśmy takimi profesjonalistami, nie byliśmy wyedukowani co możemy przez tą piłkę osiągnąć. Dla mnie Wojtek, gdyby to wszystko wiedział, to byłby napastnik, nie taki może środkowy, ale taki napastnik numer 2 zaraz po Lewandowskim. To był naprawdę top napastnik światowego formatu. Niestety jego wiedza, profesjonalizm…, ale to też wnikało, że my żyliśmy w innych czasach. Przysłowie „nie pijesz nie grasz” to nie było przysłowie, to była prawda. Nie piłeś, nie jesteś z grupą, to znaczy, że my cię nie chcemy i odjeżdżasz na bok.
(Marek)- Piotr Reiss, czyli temat Lecha Poznań, jak grałeś…
– No „Reksio” to bardzo fajny człowiek. To inny napastnik. Może nie tak utalentowany jak Kowal czy Robert Lewandowski, ale też chłopak, który potrafił lewą, prawą nogą zakręcić. Miał bardzo fajny zamach i wszyscy lecieli na ten zamach. Miał przytomność umysłu, że czasem nie trzeba strzelać silnie tylko można małym szczurkiem gdzieś tam przy słupeczku wcisnąć tą bramkę. Taki boiskowy spryciarz.
(Marek)-I ostatnie nazwisko twój kolega Radosław Majdan.
– No to już piąte…(śmiech).
(Marek)- Tak, ale będziemy z nim rozmawiać w maju, więc pomyślałem, że jeszcze zapytam o opinię o koledze. Może to będzie trochę nieobiektywne, ale zaryzykuje
– O umiejętnościach trudno mi jest powiedzieć, bo ja raczej staram się nigdy nie oceniać umiejętności bramkarzy. To jest dla mnie inna dyscyplina. W moim przekonaniu jest bardzo dobrym bramkarzem, grającym świetnie na linii. Może na przedpolu trochę gorszym. Szybki, nogami też dobrze sobie radził. Jego rola w reprezentacji Polski nie była przypadkowa, bo ja Radka znam od u16, no to dziś to będzie trzydzieści kilka lat jak się znamy i graliśmy razem ud u16 do u20. Nie był ze mną na olimpiadzie, ale był w szerokiej kadrze na ten turniej. Później graliśmy razem w pierwszej reprezentacji. Byliśmy razem w Grodzisku Wielkopolskim i tej Polonii Warszawa, która się połączyła. Mieszkamy obok siebie. Ten czas połączył nas przyjacielsko i wspaniale, bo to jest fajny człowiek. Bardzo sympatyczny, uśmiechnięty. Na Radka można zawsze liczyć. Jeszcze co do umiejętności. Na pewno bardzo dobry bramkarz. Nie wiem czy pokroju Jurka Dudka, czy …
(Marek)- Może Adama Matyska?
-Tak, ale na pewno ma swoje inne cechy mocne. Wiadomo, że Adam Matysek we wzroście nie wiem 195? Będzie lepszy na przedpolu, bo on praktycznie nie musi wyskakiwać. Radek niższy, ale lepszy w bramce, no ciężko jest naprawdę porównać. Inne cechy ma lepsze, a inne gorsze. Natomiast jako człowiek można z czystym sumieniem powiedzieć, że to świetny przyjaciel i na pewno ci co go znają to nikt złego słowa na niego nie powie, ale tak jak wspomniałem dla mnie bramkarze to inna dyscyplina więc nie chcę się jakoś szczegółowo wypowiadać. Bramkarz to są inne treningi. Wiadomo ilu nas kochających piłkę to wszyscy jesteśmy fachowcami i każdy może powiedzieć co sądzi.
(Damian)- Kończąc rozmowę. W końcu wszyscy jesteśmy selekcjonerami. (śmiech). Dziękujemy za niezwykle ciekawy wywiad.

Fot. archiwum prywatne;
data: marzec 2025
Rozmawiali: Marek Bielecki i Damian Olejniczak