Wywiady, nie rozmówki #2: Tomasz Jarzębowski
Witamy serdecznie z kawiarni Grycan Café w centrum handlowym Promenada w Warszawie.
Drugim gościem wywiadów, a nie rozmówek portalu Centrum jest Tomasz Jarzębowski. Jeden z ulubieńców trenera Oresta Lenczyka w Bełchatowie, ale również wychowanek Legii Warszawa. Witają Państwa Damian Olejniczak i Marek Bielecki.
(Marek)- Według naszych źródeł jest Pan wnukiem Kazimierza Jarzębowskiego, przedwojennego piłkarza Skry Warszawa. Rozumiem, że można powiedzieć piłkarskie tradycje z pokolenia na pokolenie tak?
-Zgadza się, dziadek grał w Skrze Warszawa. Chociaż tata nie odziedziczył po nim żadnego dużego talentu piłkarskiego. Coś tam potrafił. Pamiętam uczył mnie oczywiście na podwórku kopać piłkę na Ostrobramskiej. Pamiętam powiedzmy, że cisnął mnie o grę lewą nogą, co odzwierciedlam teraz na swoim synu Piotrku, gdzie męczę go o grę tą lewą nogą. Także no tata coś tam potrafił, ale nie poszedł w ślady dziadka. Może ja te geny odziedziczyłem po dziadku. Zobaczymy też czy będzie kontynuował mój syn.
(Marek)- A jaką miał Pan relację z dziadkiem?
-Z dziadkiem miałem bardzo fajną relacje. Dziadek jak mógł to żył tą moją karierą czy na początku przygodą, jak się rozwijałem w juniorach. Mój świętej pamięci wujek chrzestny, też był zaangażowany, robił notatki. Zbierał wycinki z gazet, bo wtedy to się robiło wycinki z gazet, nie było Internetu, nie było tylu zdjęć, ewentualnie coś się zrobiło aparatem i dziadek w tym uczestniczył oczywiście na tyle ile mógł, bo był już starszy. Bardziej to uwidaczniali niż mój tata. On miał troszkę problem z alkoholem, troszkę…no duży miał problem z alkoholem. Może i cieszył się, że ja gram, że jestem w tej piłce, zaszedłem tak daleko, ale nigdy mi tego nie pokazał. Niestety co innego było dla niego ważniejsze. Świadczy o tym fakt, że ani razu nie był na moim meczu. Trochę smutne, ale z drugiej strony jak miał przyjść i pijany zrobić mi wstyd to wolałem, żeby mimo wszystko nie przychodził.
(Marek)- Rozumiemy. A może jakaś anegdota z przedwojennej gry w piłkę od dziadka? Może coś opowiadał?
-Nie.… nie opowiadał, nie był wylewny.
(Damian)- A bywał na Pana meczach?
-Z tego co pamiętam to bardziej na drugiej drużynie. To gdzieś tam wtedy bywał na jakimś meczu. Ale pamiętam, że to chyba nie była moja pierwsza bramka, ale pierwszy mecz od pierwszej minuty z Ruchem Radzionków strzeliłem z głowy bramkę na Łazienkowskiej i wtedy zadedykowałem tą bramkę dziadkowi.
(Damian)- Fantastyczna sprawa! A nawiązując do tych naszych polskich boisk. Który moment kariery wspomina Pan najlepiej? Może debiut jako wychowanek? Może słynny sezon 2001/2002 mistrzostwo i puchar ligi?
-Już… Od początku. Tymi latami będę opowiadał. Na pewno pamiętam debiut jak dzisiaj. No myślę, że każdy za dzieciaka kopiąc piłkę, marzy o jakimś zespole, który jest ze znanego miasta, a ja akurat byłem od małego kibicem, tata mi zaszczepił Legię Warszawa. Kibicowałem, chodziłem na mecze, później grałem w tej Legii i Agrykoli. No i moim marzeniem było zadebiutować na Łazienkowskiej. I ten debiut mój przypadł na mecz ze Stomilem Olsztyn, ale w Olsztynie.
(Marek)- który to był rok?
-To był kwiecień 1998. Pamiętam ostatnio wspominałem na stypie u trenera Lucjana Brychczego, że debiutowałem dla niego. Wspominałem, że właśnie wtedy trener Brychczy mnie wpuścił, bo wtedy zwolnili trenera Jabłońskiego i trener Lucjan Brychczy prowadził bodajże nasz zespół przez dwa mecze i dał mi zadebiutować, chyba 15-20 minut, ale dla mnie to było mega przeżycie.
(Marek)- Zwłaszcza debiut u takiej legendy!
-Tak, że w pierwszej Legii zadebiutowałem, chociaż te parę minut. Później to się różnie toczyło. Trochę byłem w drugiej drużynie, tak pół na pół. Potem przyszedł Darek Kubicki i tam wtedy to troszkę nas budował tych młodych, trenujących, że jak będziemy dobrze trenować to będziemy grać w pierwszym zespole. Fajne to było podbudowanie dla nas młodych. Natomiast w pierwszej przygodzie trenera Kubickiego za dużo nie grałem w pierwszym zespole. Później poszedłem do wojska i byłem miesiąc we wojsku. Też mi troszkę czasu uciekło. Następnie przyszedł trener Smuda. Przepraszam był jeszcze trener Białas, trener Kopacz świętej pamięci i tam za dużo nie pograłem. Głównie druga drużyna. No i przyszedł słynny moment, kiedy to trener Smuda ściągnął piłkarzy jak Tomasz Łapiński, Marek Citko czy Paweł Wojtala. Byłem w drugiej drużynie, a i Rafał Siadaczka. Stało się natomiast tak, że kontuzje połapali i było trzeba sięgnąć po kogoś z drugiej drużyny. No i też ostatnio się dowiedziałem i to na urodzinach 90 Lucjana Brychczego, ówczesny prezes Marek Pietruszka mi powiedział Tomek. Przyszedł wtedy do mnie Tomek Łapiński i powiedział, że taki zawodnik jest w drugiej drużynie i już mówię, dlaczego, bo Tomek Łapiński bał się latać, nie poleciał na obóz.
(Marek)- Tak…słyszeliśmy o tych anegdotach
-Nie poleciał i pojechał z nami drugą drużyną do Międzyzdrojów na obóz. Dzięki temu widział mnie w akcji na co dzień i właśnie ostatnio się dowiedziałem, dlaczego trener Smuda zaprosił mnie na mecz z Górnikiem Łęczna na sparing. Po latach się dowiedziałem, że Tomek Łapiński szepnął o mnie dobre słowo. I od tego czasu oczywiście sam musiałem pokazać swoją wartość, bo u Smudy młodzi nie mieli łatwo, ale wszystko gdzieś pokazałem, jeśli chodzi o charakter i umiejętności. No i poszło. Strzeliłem jedną bramkę, drugą fajnie grałem i wiem, że u trenera Smudy miałem dobrą prasę. Polubił mnie i dawał mi więcej grać. Ze cztery lata temu jak byłem w sztabie trenera Gołębiewskiego, wtedy co nam tak nie szło w Legii ogólnie.
(Marek)- to za Michniewicza było tak?
–Tak. I na Cracovii graliśmy i spotkałem się z trenerem Smudą i wspominaliśmy te czasy. Jak trener musiał mnie cisnąć no a trener, do mnie-ale zobacz jaki charakter pokazałeś! Teraz to tego niema! Jak trener Smuda zawsze opowiadał. (śmiech).
-W każdym razie no coś w tym było. Czasami przesadzał.
(Marek)- Słyną z przekleństw prawda? Taka stara szkoła.
-Jak ja patrzę z teraz z perspektywy jak była prowadzona młodzież, no to teraz to byśmy się nie odnaleźli. Jakby reagowali jak w tamtych czasach. Teraz czasem trzeba ich pogłaskać, czasem powiedzieć dobre słowo. Fakt czasami trener Smuda przesadzał i takie dobre słowo też bym dobrze odebrał. W każdym razie no taki charakter trzeba było pokazać.
(Marek)- A proszę mi powiedzieć. Tak na chwilę odejdziemy od tych Pana wspomnień. Tak od siebie wtrącę. Ostatnio rozmawialiśmy z Piotrem Świerczewskim, rozmawialiśmy też o starych czasach. Chodzi mi o taką właśnie starą szkołę, on najbardziej tak wykazywał sentyment do Janusza Wójcika.
-Też krótka piłka tam była z tego co słyszałem. Nie miałem okazji spotkać się z Panem Wójcikiem, ale słyszałem.
(Marek)- i a propos tej zmiany pokoleniowej, że dzisiaj chcą, żeby tylko tak głaskać, a kiedyś taka twarda szkoła. Myśli Pan, że na przykład taki Janusz Wójcik by się odnalazł w dzisiejszych realiach? Czy te „golenie frajerów” by przeszło?
– Myślę, że nie. Czasy się zmieniły. Trener Smuda na koniec, też już doświadczał, chociaż może trochę złagodniał na koniec. Jednak myślę, że to by nie przeszło mamy inne czasy, inne pokolenie.
(Marek)- A czemu? Co musiało się zmienić, że inne pokolenie piłkarzy nam rośnie?
-Myślę, że ludzie się zmienili ogólnie. Kiedyś też część kolegów była wrażliwa i nie poradzili sobie z pewnymi rzeczami. Wychodzę z założenia, że są zawodnicy, których trzeba pogłaskać, a są tacy którym trzeba podkręcić śrubę, ale odpowiednio. No, ale to wiesz jak w wojsku kiedyś, krótka piłka i tyle. Albo miałeś charakter i piąłeś się to góry, albo odpadałeś. Tak to było w tamtych czasach. Teraz też mi się wydaje wychowanie się zmieniło. Smartfony, telefony inne bodźce są dla dzieci. My wtedy nic nie mieliśmy. Co najwyżej na podwórku wymyślaliśmy zabawy. Bardziej sami się wychowywaliśmy. Charakter łapałeś na ulicy. A w szkole to już w ogóle, bałeś się tych nauczycieli.
-A wracając do tej mojej kariery. To później w tym wspomnianym sezonie 2001/2002 to dla mnie taki słodko gorzki sezon był. Na jesieni miałem uraz. Przez to nie zagrałem z Valencią. Na jesieni grałem raczej w podstawowej jedenastce, jak byłem zdrowy, a później te kolano mi się tak paprało i na wiosnę nie zagrałem żadnego meczu. Ciężki to był okres. Pamiętam słowa doktora Machowskiego, że nie wiadomo czy w ogóle będę jeszcze grał w piłkę. Finalnie z kontuzją świętowałem te mistrzostwo.
(Marek)- Sezon 2001/2002 to chyba sezon, w którym zadebiutował również w Legii Warszawa Artur Boruc?
–Tak chyba w tym sezonie. Dokładnie nie pamiętam, ale chyba z Pogonią zadebiutował. Pamiętam jak w rezerwach był, ja wtedy grałem. Nie wiem czy nie zawalił nam z dwóch czy trzech bramek (śmiech). Mówię co to za bramkarz?
(Marek)- A jak go właśnie Pan wspomina?
–Nie no, ale już na poważnie, to Artur pewny siebie. Duże umiejętności i się później obronił. Tak wracając do tych debiutów w drugiej drużynie, no to ja też zawaliłem tam ze dwie bramki, 4-1 przegraliśmy czy jakoś tak. Więc początki bywają ciężkie. Ostatnio odgrzebaliśmy z Adamem Dawidziukiem, co pełni rolę kustosza w Legii. Ogarnia te archiwa i są tam te wycinki. Tu gdzieś wszedłem w 98, tu gdzieś zszedłem. To nie było tak, że od razu z juniorów wszedłem do drugiej drużyny, tylko musiałem swoje dostać.
-No i jeszcze taka ciekawostka. W juniorach nie wszedłem od razu do Legii z Agrykoli, tylko byłem na obozie z Gwardią Warszawa. Nie istniejąca już, ale wtedy to była druga liga, zaplecze. Wtedy jednak chyba przez jakieś zapisy nie wyszło czy coś, bo wtedy Trener Kraska chyba mnie tutaj chciał i był za mną. Dzięki niemu też pograłem. Wracając jeszcze do relacji trener-zawodnik. Gdyby tak było, że jeden, drugi mecz zawalam i już dziękuję jestem w odstawce, to pójdziesz gdzieś tam i pewnie bym tak zaginął, gdzieś w jakiejś 3 lidze. Natomiast trener znał i widział mój potencjał. Graliśmy sparingi Agrykolą juniorzy, z druga drużyną i wiedział. Sam grał w Legii, że stać mnie na więcej. Dał mi szansę, pociągnął mnie dalej i dzięki temu też później do pierwszej drużyny trafiłem. Za to jestem mu bardzo wdzięczny. To też trzeba trafić na odpowiedniego trenera.
(Marek)- Dobrze, a idąc przez kolejne lata?
– Jak się już wyleczyłem, to przyszły fajne lata 2003/2004, gdzie naprawdę fajna drużyna była. Dobrze graliśmy, ale niestety była Wisła Kraków…Naszpikowana gwiazdami polskimi i nie tylko, bo przecież jeszcze między innymi Kalu Uche. I niestety nie zdołaliśmy zdobyć mistrzostwa polski. Do meczu z nimi wszystko wygrywaliśmy.
(Marek)-A jak pan wspomina te starcia z tą super Wisłą?
-Trudne mecze, bardzo duża jakość zawodników. Pamiętam Tomka Frankowskiego. Ja grałem w trójce obrońców wtedy. To był zawodnik, którego się mówiło, a łatwo się kryje. Nic bardziej mylnego. Nagle się znalazł, dostał piłkę i bramka. Chwila nieuwagi i było po wszystkim. Maciej Żurawski też, klasa sama w sobie. Też ten Kalu Uche piekielnie niebezpieczny, ciężki do przykrycia, motorycznie dobrze przygotowany. Kamil Kosowski, Mirek Szymkowiak, no można by wymieniać długo. W pucharze ligi ich pokonaliśmy chyba 4-1. W kolejnych latach też trafiłem do reprezentacji Polski. Paweł Janas mnie powołał, ale zaraz znowu kontuzja więzadeł krzyżowych i rok nie grałem w piłkę i tu się zaczęły moje problemy. Jedno kolano, później drugie. Może nie do końca z mojej winy, tylko przez to jak byłem prowadzony po kontuzji. Medycyna nie była na takim poziomie, jak jest teraz. Po zerwaniu drugich krzyżowych pojechałem do Szczecina na rehabilitacje. Legia nie była do końca zadowolona, ale postawiłem wszystko na jednej szali. Najpierw na operację do Freiburga, potem do Szczecina i ja jeszcze wam pokaże i będę grał w piłkę pomyślałem.
-I nadszedł czas Bełchatowa. Było ciężko, bo rok nie grałem. Jak wróciłem do Legii to trenerem był Dariusz Wdowczyk i szczerze mi powiedział, że nie będę grał, że mogę grać w rezerwach. Powiedział: Idź odbuduj się gdzieś. Na początku byłem zły, bo chciałem w Legii rywalizować, ale tak widocznie musiało być. Podaliśmy sobie ręce i w roku 2005 nie wiedziałem na czym stoję. Po latach się dowiedziałem, że mój agent nie miał nic dla mnie, ale pojechał do Bełchatowa negocjować kontrakty Radka Matusiaka, Łukasza Garguły. Tam też duże zmiany w połowie rundy były. Przyszedł też trener Lenczyk. Przy okazji rzucił moje nazwisko.
(Marek)-Tak się jeszcze wtrącę, ponieważ a propos silnych, trenerskich charakterów, to grał pan również pod okiem Dragomira Okuki, jak Pan to wspomina?
-Też silna ręka. Jeńców nie brał. Tam po urazie jak wracałeś, to biegałeś w „okole”, jak on to mówił. „w okolo, około”. Dużo biegania było. Jednak trzeba przyznać, że tym wygraliśmy mistrzostwo. Pierwsze połowy, jeśli chodzi o motoryczność to byliśmy słabsi, ale byliśmy bardzo wybiegani, wytrzymali. My ich zabiegaliśmy. Potrafiliśmy zabiegać każdą drużynę od 60 minuty.
(Marek)-A co się stało Pana zdaniem, że Okuka przestał być trenerem Legii?
–Nie wiem… chyba trafiliśmy dołek po tym mistrzowskim sezonie. 4-5 porażek Legii nie do przyjęcia. Nie wiem jakie były kulisy musiałbym się Darka Kubickiego spytać.
(Marek)- Okuka był porównywany, jeśli chodzi o okresy przygotowawcze, do Cherchesova.
-Nie wiem, nie wypowiem się, ponieważ nie znam warsztatu trenera Cherchesova. Ja wtedy grałem jeszcze w Wigrach chyba. Byłem poza Warszawą.
(Marek)- W takim razie wróćmy do Bełchatowa.
-Polecił mnie Radek Osuch. Przyjeżdżam w styczniu i każdy mnie przestrzegał przed trenerem Lenczykiem, żebym pierwszy nie wyciągał ręki. Trener wychodził z założenia, że starszy pierwszy się wita. Inna szkoła. Wchodzę do gabinetu no i czekam…W końcu trener Lenczyk wystawia rękę przywitaliśmy się i trener do mnie: „Tomek ja ciebie pamiętam, jak mi strzeliłeś na Wiśle Kraków bramkę…” Ja wtedy pierwszy raz na lewej obronie grałem. Trener Smuda mnie wrzucił, ja nie wiedziałem jak tam się gra. Nie dostałem żadnych wytycznych, tak jak teraz masz wszystko rozpisane. Sam musiałem sobie poradzić (Śmiech). Trener Lenczyk to pamiętał, przypomniał i mówi: „Ja cię chcę! Tylko niech trener Wielkoszyński niech cię zbada, czy jesteś zdolny do gry i cię biorę”. Było dużo pracy. W odpowiedni krok, jeździłem do trenera na Śląsk, on mnie nagrywał, jak biegam, no dużo pracy było, żeby wrócić. Jeszcze dodatkowo, teraz to się z tego śmieje, ale wtedy mi do śmiechu nie było, bo na obozie jeszcze plecy mi walnęły. U trenera Lenczyka było sporo ćwiczeń, gryfy itp. Ciało dostało inny bodziec i plecy strzeliły. Potem na obozie na Cyprze się tydzień z tym bujałem. Potem sparing z Wisłą no i pierwszy mecz z Legią… i trener mówi w samolocie: „Tomek ja cię nie biorę na Wisłę, na Legię też… w kwietniu cię wpuszczę na boisko.” A to był luty 2006 czy jakoś tak…Byłem trochę podłamany, ale faktycznie motorycznie słabo wyglądałem. Później to zaprocentowało, że trener tak postąpił. Wiadomo ja na ambicji chciałem grać. Wziąłem się za treningi motoryczne, biegowe i to mi wiele dało. Tak jak trener powiedział, tak zrobił w kwietniu mnie wpuścił. Trochę to trwało, ale ustabilizowałem formę i do końca sezonu trochę pograłem.
(Marek)- I wreszcie przyszedł słynny sezon wicemistrzowski!
-Tak, dokładnie. Tutaj już zacząłem grać. Większość spotkań w pierwszym składzie, tylko był jeden szkopuł. Trener Lenczyk mnie zmieniał w każdym meczu. Czy była 60 minuta czy 45 minut. Czy grałem lepiej, czy gorzej to mnie zmieniał. W końcu frustracja we mnie wybuchła. Trener nie był wylewny, nie chciał mi powiedzieć, dlaczego. Wtedy trener Zuch asystent i on mi tłumaczył; „Zdejmuje cię, bo dużo nie grałeś i to robi dla twojego zdrowia”. Nie do końca się z tym zgadzałem, ambicja mną kierowała. Z perspektywy lat jednak musze przyznać, że to było dobre rozwiązanie. Może jakbym od razu wskoczył do tego kotła to mogłoby mi się coś stać. A tak to trzy lata praktycznie bez kontuzji przegrałem w Bełchatowie. Mało kto był odważny przeciwstawić się trenerowi Lenczykowi, ale ja powiedziałem mu parę słów. Z tego co doszły mnie słuchy, chciał mnie potem odsunąć od drużyny, od kolegów słyszałem, że trener Wielkoszyński się za mną wstawił i później byliśmy super zespołem.
(Damian)- Czyli można podsumować tak: Trener Okuka, trener Smuda, trener Lenczyk. Dobrze się pan odnajdywał pod ręką takich twardych specjalistów?
-Hmm… Czy dobrze… Wtedy to bym powiedział, że no to byli trenerze z którymi nie miałem łatwo z nimi, musiałem swoje wywalczyć. Myślę, że inny charakter by pękł przy tych trenerach.
(Damian)-Właśnie do tego zmierzałem. Tutaj jednak trzeba było wykazać się charakterem i też myślę, że te relacje Pana w jakiś sposób budowały jako piłkarza, prawda?
-Na pewno i ta przeszłość też teraz mi dużo daje, jak sam jestem trenerem młodych chłopców. Dały inne spojrzenie na pewne rzeczy. Jeszcze miałem trenera Janasa, który mnie powoływał do kadry. Akurat z trenerem Janasem miałem bardzo fajne relacje. Tutaj można powiedzieć, że miałem tak zwany luz. Wiedziałem, że będę grał, miałem taką pewność od trenera Janasa. Był za mną. Do olimpijskiej kadry mnie powoływał, później do pierwszej. To był trener, z którym miałem łatwe relacje, z pozostałymi było różnie, ale to tak jak powiedzieliśmy budowało to mój charakter.
(Damian)- Panie Tomaszu to tak spinając klamrą, pewnie godzinami moglibyśmy rozmawiać o tej bogatej karierze. Chciałem się zapytać o Wigry rok 2016 i ten słynny półfinał pucharu Polski…i ogólnie o tą sensacyjną drogę tego klubu w tych rozgrywkach
– No niestety nie było mi dane w nim zagrać. Ostatni mecz jaki zagrałem to był ćwierćfinał 2016 z GKS Jastrzębie rewanż i później był półfinał z Arką. Już nie grałem. Wdrażałem się już powoli w akademię Legii.
(Damian)- Czyli rozumiem, że to było dla Pana satysfakcjonujące zwieńczenie kariery?
-Powiem tak. To co było w tych mniejszych klubach, to byłem tam częścią czegoś, o czym się pisało, jeśli chodzi o te kluby i coś osiągnęły i się o tym pamięta. Nawet dla Bełchatowa, to jestem przekonany, że wicemistrzostwo się nie powtórzy. Więc tu mam taką satysfakcję, że gdzie nie byłem, to coś tam się zdobyło i pozostawiłem po sobie jakąś część. Były jakieś fajny wyniki czy w lidze, czy w pucharach. Wigry nawet na wiosnę grały w barażach o ekstraklasę, więc to było coś. Powiem jeszcze ciekawostkę jak trafiłem do zespołu Wigry.
(Marek)- Który to był rok?
-2014 jakoś tak. Pojechałem do Dźwirzyna. Tam moja żona prowadziła ośrodek. Tak sobie siedzę, nie wiem co będę robił. Dzwoni Jacek Zieliński. Był chyba wtedy trenerem kadry u20. Dzwoni i pyta się czy mam jakiś zawodników do polecenia do kadry z Arki (z okresu, kiedy tam grałem) do u20. Ja mówię: Jacek, nie jestem już w Arce. Kontrakt mi się skończył. Oczywiście podałem mu jakieś nazwiska, ale też pytam. Słyszałem, że ty w Wigrach jesteś prezesem? On mówi, że dyrektorem sportowym. Mówię to pogadaj tam, może bym przyszedł do was pograć. No i porozmawiał. Na początku było sceptycznie, że starszy zawodnik po perypetiach. Finalnie pojechałem, pograłem. Poznałem fajnych ludzi, naprawdę przyjazna atmosfera.
-Jeszcze chciałem tak wrócić. Jak pojechałem do Bełchatowa, to ja pierwszy raz wyjechałem poza Warszawę. Tak co cały czas Legia, Legia. Tak jechałem przez ten Bełchatów i mówię kurczę jak ja się tu odnajdę, jak ja po swojej dzielnicy dłużej jeżdżę niż po Bełchatowie (śmiech). Na szczęście super ludzie. Do tej pory mam kontakt.
(Marek)- A z kim ma Pan do dziś najlepsze relacje z tej ekipy z Bełchatowa?
-Z tej ekipy to Darek Pietrasiak na pewno. Może nie na co dzień, ale kontakt jest. Moja żona jest z Ostrowca, Darek też z okolic, więc czasami jak jadę do teściowej, to się widujemy. Z Łukaszem Gargułą ostatnio się widzieliśmy na turnieju. Janusz Dziedzic też jestem z nim w kontakcie. Paweł Strąk był też ostatnio powiedzmy na stażu, gościnnie w akademii, więc też się widzieliśmy. Z Mariuszem Ujkiem się widuję. W Sulejówku prowadzi indywidulane treningi. Prowadzi CTI.
(Marek)- Jeśli chodzi o GKS i jego wicemistrzostwo, to przede wszystkim było dzieło świętej pamięci Oresta Lenczyka. Oddajemy mu hołd. Jakim motywatorem był? Za co go Pan najbardziej cenił, a czego mu brakowało? W końcu każdy ma jakieś zalety i wady.
-Trener Lenczyk był na pewno specyficznym człowiekiem. Za czasów Bełchatowa było masę anegdot. Nie wiem, czy oglądaliście film „Siedem dni do mistrzostwa”?
(Marek, Damian) -Tak! Właśnie o tym mamy następne pytanie! (śmiech)
-O widzicie! No to jak mówię trener był specyficzny. Na pewno mega inteligentny. Wiadomo przeżył trochę. W 70,80 latach zaczął być trenerem. Doświadczył mnóstwo rzeczy i masę charakterów przerobił. Miał specyficzny warsztat. Bazował na przygotowaniu z trenerem Wielkoszyńskim. Bazował na sile. Czasami już nam się nudziły te treningi na matach, jak mieliśmy. Siłowania, zapasy. Latem w spale, też na Sali trenowaliśmy. Taktyki, tak szczerze za bardzo nie umiał przekazać, jak mamy grać, jak byśmy chcieli grać. Dochodziło do sytuacji, że trener mówił, żebyśmy czekali na przeciwnika, a my się czuliśmy mocni i sami szliśmy wysoko. Brakowało przygotowania taktycznego. Czasami za mało treningów stricte piłkarskich. Lubił przekombinować w treningu. Jednak na pewno czuło się respekt przed nim. Mało kto miał odwagę się mu postawić. Miał z pewnością dobrą intuicję, takie piłkarskie przeczucia. Na przykład gramy sparing. Nie cieszcie się, bo zaraz stracimy bramkę no i mijał moment i tak było. Wpadał na dziwne pomysły. Graliśmy mecz z Koroną Kielce wystawił nagle na bokach pomocy, prawych obrońców. Finalnie graliśmy siedmioma obrońcami. Mnie z Pawłem Strąkiem posadził wtedy na ławce. Pamiętam, jak przed Wisłą, gdzie wygraliśmy na Wiśle 4-2, to mieliśmy taki mikro cykl, że tam z raz na boisko wyszliśmy, tak to cały czas na hali trenowaliśmy.
(Marek)- A sam film „Siedem Dni do mistrzostwa”. Jakie miał Pan odczucia? Tam ukazana jest ta dramaturgia, jak z kolejnym meczem zmniejszają się szansę na mistrzostwo, mimo, że sezon był kapitalny.
-Przeważyła ta końcówka. Porażka z Koroną, gdzie był przekombinowany skład. Potem porażka u siebie z Wisłą. Dla mnie trener Lenczyk przegrał to wyborami personalnymi.
(Marek)- A kto był ulubieńcem Trenera Lenczyka w Bełchatowie?
-Wydaje mi się, że Łukasz Garguła, Radek Matusiak, może Mariusz Ujek. Pawła Strąka chyba też lubił. To byli pupile, którzy praktycznie wszystko grali.
-Tak mi się przypomniało, bo trener Lenczyk miał takie specyficzne, inteligentne spostrzeżenia. Już wam mówię o co chodzi. Mecz w pucharze polski z Górnikiem Polkowice. Ci co więcej grali byli na ławce. Skład był mocno pomieszany. Wszedłem w drugiej połowie, strzeliłem bramkę. Był remis, fajnie mi się grało no i nagle karny. Podchodzę do niego no i pudło i odpadliśmy. Trener po meczu woła mnie w autokarze i mówi tak: „Wpuściłem cię, to miałem nos w miodzie, a później w gównie” …Dziękuję i tyle w temacie. (śmiech). No i teraz sami sobie odpowiedzcie, jak to było inteligentne w swojej prostocie, (śmiech). Trener Lenczyk się w rozmowie z zawodnikami nie rozwodził. Krótko i na temat.
(Damian)- Świetne anegdoty! Teraz natomiast chcielibyśmy przeskoczyć płynnie w drugą część tego wywiadu i na tyle ile to możliwe płynnie przejść do dzisiejszych czasów. Utrzymując tą filmową nomenklaturę, można byłoby o dzisiejszej sytuacji Legii Warszawa też nakręcić niezły dreszczowiec, zgodzi się Pan z takim stwierdzeniem? Po Pierwsze Michał Żewłakow wraca na stanowisko dyrektora, ciągłe kontrowersje, kto tak naprawdę odpowiada za ostatnie transfery. Czy trener, czy dyrekcja. Jest bardzo dużo zamieszania wokół tego. Co Pan o tym sądzi?
-Sam nie wiem. Odciąłem się od tego. Jak skończyłem pracować w skautingu. Zająłem się chłopcami w akademii. Już ponad dwa lata. Jedynie co rozmawiam z kolegami, którzy tam pracują, ale tak jak mówię nie do końca jestem w środku. Wiem, kto odpowiadał za transfery, jak ja byłem bliżej zespołu. Teraz nie wiem jak to się odbywało, ale co do zmiany na stanowisku, to wydaje mi się, że jest to dobra zmiana. Michał jak dostanie dużo wolnej ręki i będzie decydował, to zrobi dobrą robotę. Ma znajomości, jest szanowany w środowisku piłkarskim nie tylko polskim. Losował grupy Ligi Konferencji, a przypadkowego tam nie zapraszają. Ma fajne spostrzeżenia. Jego młody jest w akademii. Czasami rozmawialiśmy na meczach o młodym. Ja też Kubę rok temu indywidualnie prowadziłem, na indywidualnych treningach. Myślę, że Michał by się nie zgodził na powrót, jakby nie dostał trochę tej wolnej ręki. A co przyszłość pokażę zobaczymy.
(Marek)- Ale Feio, do odstrzału prawda?
– Ciężko mi powiedzieć. Gonzalo, to z tego co słyszę głosy z szatni czy z Motoru, gdzie był, czy tutaj, to fajną robotę robi. Zawodnicy są za nim. Na zewnątrz są różne sytuacje, czasami się zagotuje, ale fajną robotę robi, jest wręcz pracoholikiem. W dzisiejszych czasach, to trzeba być. Jak trener Papszun, u którego przecież Feio był asystentem.
(Damian)- To z kolei ja chciałem jeszcze doprecyzować informacje. Pan pracował w Legii Warszawa jako taka osoba odpowiadająca za obserwację wypożyczonych zawodników? Jest to prawdziwa informacja?
– Nie. Tak miało być na początku, ale do tego niedoszło. Dementuję tą informację. Była taka propozycja, ale do tego niedoszło. A właśnie wracając do tej mojej pracy. Poszedłem do Bogusia Leśnodorskiego. Wcześniej już pisałem maila, że już skończyłem grać. Tomek Kiełbowicz, był za mną w tej kwestii. Powiedział prezesowi, że ja bym chciał do pracy przyjść. Finalnie wchodzę do gabinetu i Boguś mówi. Tomku chcesz być trenerem? Mówię, że chcę, chcę się wdrażać itp. No ale chcesz czy nie? Pyta. Też coś w skautingu chce. No dobra to jesteś! (śmiech). Krótko i na temat. Inny człowiek niż Darek Mioduski, inne charaktery.
-Także przechodziłem wtedy przez 3 miesiące akademii. Poszczególne roczniki w akademii. Przyglądałem się. Później miesiąc pojeździłem na skauting. Fajnie, że miałem możliwość zdecydowania czy tu, czy tam. Robiłem też UEFA B między czasie w Olsztynie. Ostatecznie poszedłem pod skauting pierwszego zespołu. Bodajże do 2022 byłem przy pierwszym zespole.
(Damian)- Ja tak analizuję, zaczepiam ten temat, ponieważ ciekawi mnie ta obecna sytuacja i też jestem ciekaw co Pan osobiście o tym sądzi, a mianowicie chodzi mi o problem z wychowankami. Do ostatniej kolejki (stan na 11.04.2025) Legia była na ostatnim miejscu minut młodzieżowców w ekstraklasie. Jak Pan sądzi, gdzie tu jest problem? Czy leci z nami pilot, że tak powiem…
-Ciężko mi się obecnie ustosunkować. Różne głosy mnie dochodziły a propos akademii. Ja byłem skupiony na skautingu, oglądać tych zawodników do pierwszej drużyny. Czasami tych młodych oglądałem. Ja uważam, że Marek Śledź, jeśli chodzi o akademię, robi dobrą robotę. Jest jakaś ciągłość. Fajnie, że przedłużył, na te trzy lata, bo te częste zmiany dyrektorów nie są dobre. Każdy ma swoją wizję, a mi się wydaje, że musi być jakaś ciągłość. Jest wszystko przygotowane, na najbliższe 3 lata. Dyrektor nam wszystko przedstawił, wie jak to ma wyglądać. Widać też po wynikach młodzieżówek, że jesteśmy wysoko. Druga drużyna ma duże szanse na awans. Dużo jest młodzieży, wchodzą roczniki 2007/2008. Fajnie się zapowiada też rocznik 2009/2010. Więc zaczyna coś się pozytywnego dziać, moim zdaniem na plus, bo jestem w środku i widzę tych chłopców. Jest oczywiście dużo pracy. Między innymi ja, Darek Kubicki czy Tomek Sokołowski też pracują w indywidualnych treningach z zawodnikami. Ja odpowiadam za środkowych pomocników, więc sam widzę, że jest dużo pracy indywidualnej. Jednak to owocuje. Czy Szczepaniak, czy Pascal Mozie czy Urbański, chociaż Urban przyszedł z Wisły i tak całkowicie przez nasza Akademię nie przeszedł. Ziółek, też tam był chyba rok w akademii. Podsumowując moim zdaniem chociażby Szczepaniak, czy Mozie są następni w kolejce. Tylko co jest problemem? Postawienie na nich. Tak jak w pewnym momencie zrobił Lech Poznań. Nie grał o mistrzostwo. Postawił przykładowo na Modera, Kamińskiego itp. I to zaowocowało później transferami. Grają w pierwszej reprezentacji. Mi się wydaje, że tu jest troszkę problem. Dodatkowo jeszcze jedna rzecz. Wypożyczanie zawodników. Lech też świetnie zarządzał tym tematem i do tej pory tak robi. Oni ogrywają się na szczeblach pucharu polski czy pierwszej ligi, drugiej ligi. Dobrym przykładem jest Kozubal. Ogrywają się, zmierzyli się już z inną szatnią z realiami boiska, to już jest gra o coś, o awanse, spadki itp. Moim zdaniem, jak zawodnik przez pół roku nie wskoczy do pierwszej drużyny, to on musi być wypożyczony. Okej można grać w drugiej drużynie, ale to jest to samo środowisko. Tak to wchodzisz w seniorską piłkę i masz próbę charakteru.
-I tak za trenera Feio, więcej chłopców trenuje z pierwszą drużyną. Na obóz to z 10 pojechało. To na pewno jest na plus. To jest też kwestia trenera i prezesa, dyrektora. Żeby nie zamykać się na tą młodzież. Przykładowo trener Kosta Runjaić chciał mieć gotowy projekt. Gotowych zawodników i nie do końca tych młodych wprowadzać.
(Marek)- Tak już zbliżając się powoli do końca tego obszernego i jakże ciekawego wywiadu. Teraz seria takich krótkich pytań. Na początek, jak Pan jeszcze grał w piłkę to top 3 piłkarzy ekstraklasy. Kogo by Pan wymienił?
–To może pozycjami, będzie mi łatwiej, ponieważ było sporo takich zawodników top. Obrońca- Jacek Zieliński, Środek pomocy- Roger, napastnik- Maciej Żurawski.
(Marek)- A top 3 trenerów? Których wymieniłby Pan jako najlepszych?
-Mogę wymienić tylko tych, z którymi sam współpracowałem. Myślę, że Paweł Janas, ciężki wybór…Orest Lenczyk mimo różnych sytuacji, Jan Urban i może Darek Kubicki. Bywało różnie, ale niech będzie.
(Damian)- Na koniec jeszcze prosimy o chwilę skupienia, ponieważ przed nami seria pytań na zasadzie Tak czy Nie. Tak zwana krótka piłka. Szybkie pytania, szybkie odpowiedzi. Pierwsze, czy Michał Probierz powinien pozostać selekcjonerem?
-Tak.
(Marek)- Czy świętej pamięci Leo Beenhakker, był najlepszym trenerem reprezentacji Polski ostatniego ćwierćwiecza?
-A można pominąć? (śmiech). No dobra… Nie.
(Damian)- Czy Legia wygra Puchar Polski?
-Tak.
(Marek)- Czy Boruc i Josue to byli dwaj najbardziej charakterni piłkarze ostatniego ćwierćwiecza?
-Tak.
(Damian)- No Dobrze Panie Tomaszu z mojej strony to wszystko, bardzo dziękuję za konkretne odpowiedzi, konstruktywne analizy i ciekawe anegdoty. Marku ty jeszcze miałeś na koniec takie pytanie powiedzmy post scriptum (śmiech).
(Marek)- A tak, tak! Chciałem zapytać o pewną sytuację. Pan wspominał o trenerze Marku Gołębiewskim, jak był ten kryzys po odejściu Michniewicza. Była taka sytuacja, że kibice, a raczej kibole Legii zatrzymali autokar i tam oberwało się piłkarzom. Wszyscy dostali?
-Nie, chyba nie. Ja tam z przodu siedziałem. Weszli przez pierwsze drzwi. Nie wiem też skąd mieli zgodę na otworzeni drzwi czy kierowca się przestraszył, czy Marek dał zgodę? Kibice walili w drzwi, w autokar, więc może się przestraszył. Jak już weszli, to wiadomo padły wyzwiska itp. Byłem potem zdziwiony, że Luki dostał (myślę, że przypadkowo), jeszcze Emreli i jeszcze ktoś. Artur Boruc siedział na końcu pamiętam, ale wiadomo jego nie ruszyli.
(Marek)- Natomiast Luquinhas wrócił do Legii, mimo że dostał wtedy.
-No tak, przecież przez przypadek. Nie winny tego wszystkiego był przecież.
(Marek)- Emreli natomiast się obraził i zażądał rekompensaty.
– Tak coś było, była taka sytuacja. Nie pamiętam dokładnie jak to się skończyło, ale tak potem siedzieliśmy w szatni, to Emreli był najbardziej zdegustowany. Mówił, że on w Legii już więcej nie zagra.
(Marek)- I dotrzymał słowa…
– Tak, taki specyficzny był. Duże dziecko. Umiejętności duże, ale czasami jakby na 100 procent pewnych rzeczy nie robił. Taki trochę obrażony, że nie gra, że to, że tamto.
(Marek)- Większe, niż Josue?
-Nie. Inny typ zawodnika. Bardziej taki mobilny, szybki, dynamiczny z ciągiem do przodu. Josue, gdyby był bardziej mobilny, motorycznie lepszy, to był został i grał w Porto albo gdzieś w tym kierunku. A on też troszkę taki leniuszek mi się wydaje. Jego mentalność, którą miał wielką, ale gdyby chciał więcej pracować, zwłaszcza w młodości, to zaszedłby moim zdaniem wyżej. Grałby w lidze mistrzów chociażby w tym Porto. Ja go pamiętam z szatni i nie jest łatwym zawodnikiem do prowadzenia. Ma swoje zdanie, pewny siebie, pewny swoich umiejętności. My też wiedzieliśmy jaki to jest rodzaj zawodnika, jaki jest, ale też, ile może nam dać. Sam go obserwowałem.
(Damian)- z drugiej strony też nie oszukujmy się. Żeby dźwignąć ciężar gry w takim klubie, jak Legia Warszawa, to trzeba się wykazać nie lada charakterem.
-Jasne, podstawa. Ilu zawodników sobie tu nie poradziło. Pierwszy przykład jaki mi się przypomniał, jeszcze jak ja byłem to Mariusz Śrutwa. W szatni nie miał łatwo, po przyjściu. W Ruchu był najlepszy, był królem strzelców, a tutaj był jednym z wielu. Ostatecznie nie odnalazł się. Fajny, inteligentny facet, ale nie poradził sobie.
(Marek, Damian) – Dziękujemy Panie Tomaszu za wyczerpujący i pełen piłkarskich anegdot wywiad.
-Dzięki Panowie.

Fot. archiwum prywatne;
data: 11.04.2025
Rozmawiali: Marek Bielecki i Damian Olejniczak