Trzecia droga pilnie poszukiwana!
W ostatnich dniach zakończył swoją egzystencję projekt pod nazwą “Trzeciej Drogi”. Dlaczego tak często centrowość musi wyrażać się w miałkości i pustosłowiu?
Trzecia Droga PSL-u i Polski 2050 szybko okazała się drogą Tuska. Był to jednocześnie jeden z gwoździ do trumny tego projektu. Z zasady mniejsi koalicjanci PiS i PO borykali się z problemem spadającego poparcia, ale w sytuacji, gdy zlewali się ze swoimi większymi partnerami, to tym bardziej. Choć mam wrażenie, że politycy byłej już Trzeciej Drogi zdają się nadal nie rozumieć, dlaczego ludzie już nie chcą na nich głosować.
Kiedy w 2023 startowałem w wyborach do Sejmu z list Bezpartyjnych Samorządowców, na plakatach napisałem sobie “Czas na lepszą drogę”. Było to wieloznaczne hasło, bo z jednej strony odnosiło się do od lat oczekiwanego remontu jednej z dróg powiatowych w mojej okolicy (nadal czekamy), a z drugiej do krążącej opinii, że BS mają “zatopić” Trzecią Drogę. Wówczas jednak efekt świeżości Hołowni i szeroka ekspozycja medialna TD, przy nikłej ekspozycji BS, sprawiła, że zatopionym okazał się komitet, z którego list startowałem.
Nie jest jednak dla mnie wielkim zaskoczeniem, że Trzecia Droga szybko okazała się po prostu którąś z kolei dróg prowadzących do Tuska. W dobrze rozwiniętym społeczeństwie obywatelskim, uważnie obserwującym rzeczywistość polityczną, taki projekt nie miałby w ogóle nigdy racji bytu, bo ludzie od początku uznaliby go za niewiarygodny. W sytuacji, gdy my, Polacy, często nie pamiętamy na końcu kampanii wyborczej tego, co działo się na jej początku, jesteśmy trochę skazani na ciągłe nabieranie się na tego typu projekty i rozczarowanie po jakimś czasie.
Problemem Trzeciej Drogi nie było tylko to, że koniec końców okazała się jedną z dróg Tuska, co najwyżej epizodycznie i przede wszystkim słownie, a mniej w działaniach przejawiającą swoją niezależność. Problemem było też to, co charakteryzuje znaczną część polskiej klasy politycznej. Miałkość, uciekanie od mierzenia się z trudnymi problemami i pustosłowie. Szymon Hołownia do dziś próbuje grzać narrację adekwatną dla kandydata pozaparlamentarnej opozycji, na którą pozował jakiś czas temu, a nie lidera jednej z partii współtworzących obóz rządzący. Tyle, że to, co było nawet dość skuteczne w 2020 czy 2023 roku, jest już mocno nieskuteczne w 2025.
Można by docenić, że mimo wszelkich wad, Trzecia Droga, a szczególnie PSL, pełni w rządzie Donalda Tuska rolę konserwatywnej kotwicy. Problem w tym, że PSL zawsze wygodnie rozsiada się na miejscu kotwicy, a rejteruje z roli steru. Konserwatyzm PSL przejawia się w tym, że formacja ta jest mniej chętna do popierania najbardziej skrajnych lewicowych wymysłów. Jednak konserwatyzm czy centrowość nie powinien przejawiać się jedynie w działaniach defensywnych.
Ta ułomność PSL była dobrze widoczna już w czasie, gdy w latach 2015-23 była w opozycji do rządów PiS i wasali. Zamiast wykorzystać to, że w zakresie centrowej i prawicowej opozycyjności wobec PiS było dużo wolnego miejsca, w które nikt za bardzo nie wchodził, może z wyjątkiem Konfederacji, ale ona robiła to przede wszystkim w zakresie gospodarczym i covidowym, pozostawiając nadal sporo miejsca w zakresie konserwatywnej narracji. To owocowało tym, że PiS mógł bez większych protestów blokować takie projekty, jak złożony przez ówczesną Suwerenną Polskę dotyczący wspierania hospicjów perinatalnych, zainicjowany przez Prawicę Marka Jurka projekt ustawy w ochronie dzieci poczętych metodą in vitro (czyli broniący ich prawa do urodzenia się), czy nie realizować własnych, szczególnie popieranych przez konserwatystów postulatów, jak zapowiedź premier Szydło z 2016 roku o kampanii społeczno-marketingowej na rzecz pro-life.
PSL i Polska 2050 nie potrafią do dziś wyjść za bardzo z centrolewicowej bańki, z jej zakresu tematycznego, więc naturalną konsekwencją tego jest spadek poparcia dla PSL i Polski 2050. W swojej bańce są bowiem niewystarczająco radykalni czy wyraziści, a dla centroprawicowej bańki są niewystarczająco wiarygodni i nie podnoszą spraw, które dla tego elektoratu mogłyby być atrakcyjne.
Nadal na polskiej scenie politycznej pozostaje wolne miejsce na centrowe środowisko, które centrowość nie definiowałoby jako miałkość, pustosłowie, hipokryzję i uciekanie od trudnych problemów, a raczej jako propaństwowość, dostrzeganie dobrych rozwiązań z obu stron politycznej barykady, przedstawianie innowacyjnych, czy po prostu zamilczanych przez innych, a ciekawych rozwiązań, nieuciekanie od trudnych tematów. Jako prawicowiec niekoniecznie wyczekuję akurat na centrową siłę, ale zdaję sobie sprawę, że przy katastrofalnej zapaści polskiej klasy politycznej każda nowa, podwyższająca poziom siła polityczna, niezależnie od zabarwienia ideowego, byłaby korzystną dla Polski inicjatywą.
Paweł Kubala