Czarne Pantery pożarły Trefliki w derbach Pomorza
Koszykarskie derby Pomorza znów dla Energii Czarnych. Słupszczanie okazali się lepsi w starciu z Treflem Sopot, pokonując gospodarzy 84:80.
Wynik wskazuje na bardzo wyrównany spotkanie, jednak od 6 minuty pierwszej kwarty goście wyszli na prowadzenie i przez prawie trzy i pół kwarty nie oddawali pola rywalom. Dzięki dużej aktywności i skuteczności Anthonyego Goodsa oraz Chavaughna Lewisa, Energa Czarni konsekwentnie powiększali swoją przewagę od połowy pierwszej kwarty. Goście od początku mogli liczyć na wsparcie z trybun, gdzie do Ergo Areny przybyło więcej kibiców przyjezdnych. Sytuacja byłą o tyle dziwna, że z trybun za ławką rezerwowych Czarnych dobiegało krzyki „Gramy u siebie”. Handicap w postaci fanów oraz znakomitej gry dwójki amerykańskich graczy w czarnych strojach, pozwoliły „Czarnym Panterom” zbudować pewną przewagę nad rywalami. Włodarze Trefla tuż przed meczem pożegnali dotychczasowego trenera Zorana Martica, a jego miejsce do końca sezonu zajmie dotychczasowy asystent Słoweńca – Marcin Kloziński. Na stanowisko asystenta awansował były koszykarz Trefla i Czarnych – Krzysztof Roszyk. Sopocianie nie potrafili jednak wykorzystać atutu „własnej hali” i efektu „świeżej miotły”. Dwójce Lewis-Goods próbował dorównać duet Dylewicz- Ireland. Cała czwórka odnotowała ponad 20 punktów. Pierwszą kwartę gospodarze przegrali 18-27, z czego Goods zdobył 9 punktów, zaś Lewis i Kravish po 6. Druga kwarta była bardziej wyrównana, jednak i te 10 minut wygrali podopieczni Robertsa Stelmahersa 24:20. Dobra gra Irelanda i rzuty z półdystansu pozwalały gospodarzom utrzymać się w grze. 26 – letni Amerykanin raz po raz penetrował kosz rywali, celnie rzucając i asystując. Szesnasto punktową punktową udało się zmniejszyć do -13 pkt. Trzecia kwarta to istna jazda roller coasterem w wykonaniu przyjezdnych. Sporo strat, słaba skuteczność i proste indywidualne błędy w kozłowaniu, pozwolił gospodarzom zmniejszyć stratę do czterech punktów. Tę odsłonę wygrali w końcu gospodarze 20:16. Jak trwoga to do …. Lewisa i Goodsa. Pierwszy z nich przy stanie 56-52 popisał się serią 6 punktów, powiększając i zachowując pewne prowadzenie. Koszykarskie przysłowie mówi „kto wygra trzecia kwartę, wygra cały mecz”. I…. blisko było, by tak się stało! Po 6 minutach czwartej kwarty, Trefl doszedł do rywala, a celny rzut za 3 pkt. 37- letniego Filipa Dylewicza wlał nadzieję w sercach kibiców sopockiego klubu. Trefl dzięki znakomitemu rzutowi Dylewicza odrobił straty i na 4 minuty do końca na tablicy wyników widniał wynik 70-70. W tym momencie niegasnący do 36 minuty doping przyjezdnych na chwilę ucichł, a na Ergo Arenie zaczęli rządzić fani Trefla. Na 2:01 do końca spotkania gospodarze wyszli na punktowe prowadzenie 78-77. Spiker i hala Ergo Arena na nowo zaczęła tętnić życiem, a koszykarze Trefla zaczęli wierzyć w zwycięstwo, które pozwoliłoby zrównać się bilansem z Energą. Po 24 spotkaniach gospodarze mieli bilans 13-12, a goście 14-11. Czarni plasowali się w tabeli na 7 pozycji, zaś Trefl na 12. Do ostatnich sekund mecz wydawał się skończyć na ostatnim rzucie. Kto trafi, ten wygra. I tak spotkani by się potoczyło, gdyby nie faul tego, który dotąd wraz z Irelandem stawiał czoło gościom. Filip Dylewicz faulował Grzegorza Surmacza i Czarni mieli szansę na akcję 2+1. Celny rzut Surmacza oznaczał wyjściem na 4 punktowe prowadzenie na 12 sekund przed końcem. To oznaczało już tylko matematyczne szanse gospodarzy. Na 8 sekund przed końcem Ireland spudłował i nie trafił swojej trzeciej „trójki” i fala radości wybuchła na sektorach gości. Czarni wygrali i umocnili Siena 7 pozycji.
Mimo popełnienia większej ilości zdobytych punktów po błędach (19:13 na korzyść Sopotu), to Słupszczanie dzięki konsekwentnej grze odnieśli zwycięstwo. To trzecia pod rząd wygrana po horrorze, a czwarty mecz na granicy. W 24 kolejce dzięki celnemu rzutowi za 3 pkt. Goodsa, Energa pokonali we własnej hali toruński Cukier 81-79. Dwie kolejki wcześniej w meczu wyjazdowym z Rosą, podopieczni Stelmahersa na sześć sekund przed końcem popisali się celnym rzutem za dwa (Lewis rzucał), zamykając spotkanie. W 22 kolejce więcej szczęścia miał Stelmet. Mistrzowie Polski dzięki celnym rzutom wolnym Łukasza Koszarka pokonali „Czarne Pantery” 81-79. Koszykarze Czarnych w ostatnich spotkaniach przyzwyczaili swoich fanów do nerwowych końcówek i w Sopocie nie zawiedli. Liczą się kolejne 2 punkty i umocnienie się na 7 miejscu, gwarantującym grę w play offach.
Na trybunach w Ergo Arenie można było spotkań byłego już prezesa czarnych Andrzeja Twardowskiego, który dopingował swój były już zespół jak to miał w zwyczaju, gdy pełnił funkcję prezesa klubu. Kluczowym aspektem dającym dużą przewagę nad przeciwnikiem okazały się punkty zmienników. Gracze rezerwowi z Sopotu zdobyli tylko 16 punkty, zaś gości aż 32. Mocniejsza ławka pozwoliła odnieść zwycięstwo Enerdze, którzy w swoich szeregach mają takich graczy jak Łukasz Seweryn, Dallin Bachynski czy rozpoczynający mecz na ławce Anthony Goods. Amerykanin jest swoistym talizmanem dla Czarnych. Od jego przybycia zespół rozegrał 10 meczów, z czego zwycięsko wychodzili z ośmiu. Jedynie przegrali w meczach wyjazdowych nieznacznie z mistrzem Polski Stelmetem oraz Anwilem, z którym w poprzednim sezonie wygrali rywalizacje o brązowy medal. Wracając do Goodsa to Amerykanin pojawił się w Słupsku pod koniec stycznia, mając w zamierzeniu zastąpić wyrzucony z zespołu dotąd filar ekipy ze Słupska- Jerela Blassingamea. Anthony jest młodszy od swojego poprzednika o 6 lat, jego gra nie jest tak efektowna, ale równie efektywna, a nawet bardziej. Średnio Jerel zdobywał dla Słupszczan 14,9 pkt. na mecz, przy 13,7 Goodsa. Lepszą średnią punktów Anthony może pochwalić się w rzutach za trzy punkty. Po dziesięciu spotkaniach może pochwalić się 36 %, zaś Blassingame notował 31 %. Goodsa majak na razie lepszą średnią z rzutów wolnych, gdzie zdobywa 78.4 % ze wszystkich rzutów, przy 75,6 % Jerela. Anthony będzie zawsze porównywany do swojego rodaka, ponieważ Jerel był ikoną i legendą koszykówki w Słupsku. To on prowadził klub do ostatnich dwóch brązowych medali, to on grał w koszulce Energii przez 4 sezony. Po kolejnych nieudanych próbach zastąpienia na pozycji nr 1, tym razem wydaje się, że Czarni trafili na koszykarza z krwi i kości. Wcześniej na pozycji rozgrywającego z miernym skutkiem występowali w tym sezonie Stanley Burrell i Kevin Anderson.