ŚWIAT

Beata Bocheńska z Włoch: Imigranci w Rzymie

Wygląda na to, że kwestia imigrantów, zarówno tych legalnych, jak i nielegalnych, jest we Włoszech bardzo złożona i nie da się jej opisać w kilku zdaniach.

Problem istnieje od wielu lat, ale od czasu zmian politycznych, jakie miały miejsce przede wszystkim w Północnej Afryce, stale nasila się. Włochy są geograficznie najbliżej Afryki, i razem z Grecją i Hiszpanią stanowią cel wędrówek ludzi w poszukiwaniu lepszego życia. A właściwie nie tyle są celem, co drogą albo, jak ktoś woli, stacją przesiadkową w podróży na północ Europy. Nawet, jeśli przybysze trafiają gdzieś na południe Włoch, nie zatrzymują się tam na długo. Jest tu o wiele biedniej niż na północy, więc przemieszczają się tam, gdzie mogą liczyć na łatwe pieniądze.

W ciągu ostatnich kilku lat liczba imigrantów w Rzymie zauważalnie wzrosła. Stolica wydaje się być dla wielu z nich przystankiem w drodze do północnych Włoch i dalej do innych krajów Europy. Szacuje się, że w samym Rzymie jest ponad 9000 imigrantów. Większość z nich mieszka na przedmieściach i w okolicznych miejscowościach. Ci, którym organizacje społeczne i socjalne nie udzielają pomocy, zajmują pustostany, szczególnie w biedniejszych dzielnicach, ale też w okolicach dworców kolejowych. Można sobie wyobrazić, jakie panują tam warunki, a często trudno ich stamtąd usunąć. Takie okolice nie należą do przyjaznych i poruszanie się tam nie jest bezpieczne. Głośno było w sierpniu tego roku o sprawie, kiedy policja użyła siły, żeby usunąć nielegalnych mieszkańców z pustostanu w centrum Rzymu przy dworcu Termini. Kamienica o powierzchni 32 tys. m kw. była zajmowana przez ok. 600 osób od 2013 roku. W 2015 roku sąd postanowił o przejęciu pustostanu przez miasto, ponieważ m.in. brak jakichkolwiek zabezpieczeń przeciwpożarowych stanowił poważne zagrożenie dla okolicy. Część mieszkańców, głównie starsi, chorzy, małoletni otrzymali pomoc organizacji humanitarnych. Reszta odmówiła przeniesienia do tymczasowego lokum i agresją zareagowała na akcję miasta.

Nietrudno sobie wyobrazić, że miejsca takie są wylęgarnią przestępczości. Poza uchodźcami, którzy szukają schronienia i usiłują z pomocą innych przeżyć, są tam i handlarze ludźmi, i dilerzy narkotyków, i złodzieje…jak zawsze w takich sytuacjach pojawia się odwieczny dylemat: z jednej strony pomagać potrzebującym, z drugiej – walczyć z przestępczością. Ten dylemat jest we włoskim społeczeństwie bardzo wyraźny, ale szala przechyla się systematycznie na stronę niechęci, albo wręcz wrogości wobec nielegalnych przybyszów z zewnątrz. Powodów znalazłoby się zapewne wiele, ale najważniejsze to poczucie bezpieczeństwa i rynek pracy .

Co do bezpieczeństwa…temat należałoby chyba podzielić na takie „zwykłe”, codzienne oraz to związane z zagrożeniem terrorystycznym.

Ponieważ od zamachów w Paryżu w listopadzie 2015 roku cały czas utrzymywany jest wysoki stopień zagrożenia terrorystycznego, w wielu miejscach m.in. Rzymu, zwłaszcza najbardziej uczęszczanych, poza policją stacjonują patrole wojskowe i nikogo ten widok nie dziwi. Nawiasem mówiąc, służbom porządkowym w tym mieście należy się uznanie. Przy tłumie bezustannie przemieszczających się we wszystkich kierunkach turystów i pielgrzymów trzeba naprawdę mieć oczy dokoła głowy.

Państwo Watykan stanowi odrębną, wydzieloną i również dobrze pilnowaną część aglomeracji. W zasadzie ogólnodostępny jest tylko plac Świętego Piotra (ale i tam, i w okolicy wiele jest patroli policji i wojska, innych służb porządkowych, również nieumundurowanych), wejście do Bazyliki czy muzeów oznacza konieczność poddania się kontroli.

Tzw. historyczne centrum Rzymu wydaje się być względnie bezpieczne, bo i jest mocno nadzorowane. O ile pominąć drobnych złodziejaszków i kieszonkowców, którzy są wszędzie na świecie tam, gdzie duże skupiska ludzi, szczególnie zajętych rozglądaniem się i podziwianiem okolicy a nie pilnowaniem własnych bagaży. Parioli, Prati, Coppedè to najbardziej chyba prestiżowe i zamożne dzielnice miasta. Pełno tutaj ambasad, rezydencji, kamienic i apartamentów zamieszkanych przez bogatych ludzi. Jest raczej spokojnie, ale i tutaj czasem pojawiają się „podejrzane typy”.

Natomiast przedmieścia to zupełnie inny świat. Stali mieszkańcy Rzymu twierdzą, że ogólnie sytuacja się bardzo pogorszyła w ostatnich latach. Za najbardziej niebezpieczne i nieprzyjazne do zamieszkania uważają m.in. San Basilio, Corviale i Centocelle, położone w pobliżu obwodnicy miasta oraz okolice dworców kolejowych Termini, Tiburtina, Ostiense. Napady, rozboje, kradzieże, wandalizm…

Na stałe mieszka we Włoszech wielu obcokrajowców. Statystyki podają, że obecnie jest to ponad 5 mln osób, czyli 8,3% populacji. Ponad połowę z nich stanowią Europejczycy (m.in. z Rumunii, Albanii, Ukrainy, Mołdawii, Polski). Przybysze z Afryki (gł. Maroko, Egipt, Senegal, Tunezja, Nigeria i in.) i Azji (z Chin, Filipin, Indii, Bangladeszu, Pakistanu i in.) to łącznie ponad 40% ogólnej liczby obcokrajowców. Znakomita większość z nich mieszka w regionach północnych i środkowych Włoch.

Włosi mają dosyć wysoki stopień bezrobocia, utrzymuje się na poziomie 11%, przy czym bezrobocie młodych to ponad 34%. Jest tu sporo imigracji zarobkowej i mającej pozwolenie na pobyt i pracę. Obcokrajowcy pracują w przemyśle, handlu i usługach, jako pomoc domowa albo opiekunowie ludzi starszych, czyli tam, gdzie nie jest wymagane specjalistyczne wykształcenie. Ale jest też ogromna liczba tych, którzy nie pracują, mało tego, nie mają żadnego wykształcenia, ani nie potrafią nic robić, ale też nie chcą uczyć, żeby potem pracować. To ludzie o mentalności całkowicie innej od zachodnioeuropejskiej, pochodzą głównie z krajów afrykańskich, ale także z Bałkanów. Są i już. Dostają pomoc socjalną, jakieś posiłki darmowe, żebrzą na ulicach, pod sklepami, zaczepiają na ulicy, wyciągając czapkę albo rękę po datki. Po co się wysilić? Wielu zajmuje się ulicznym handlem podróbkami towarów i jest to oczywiście sprawnie zorganizowana działalność. Tu jest cały rok mnóstwo turystów, więc zarobek jest łatwy. Bawią się w berka z policją i tyle. I żeby było jasne: to nie są biedne dzieci i stare kobiety albo kaleki….to często zdrowo wyglądający młodzi mężczyźni, nieźle ubrani i bynajmniej nie głodni. Naprawdę stosunkowo rzadko widać młode kobiety z malutkimi dziećmi, które proszą o pieniądze np. w podmiejskiej kolejce.

Trudno się dziwić, że Włosi, którzy sami też kiedyś emigrowali w poszukiwaniu pracy, podobnie jak np. Polacy czy Irlandczycy, akceptują tzw. imigrację zarobkową. Natomiast nie chcą się zgadzać na utrzymywanie darmozjadów i przestępców. Wydają się być narodem wielokulturowym i tolerancyjnym, ale… W dzienniku „La stampa” z września br. przedstawiono rezultaty badania nt. tolerancji, przeprowadzonego przez międzynarodową grupę badawczą IPSOS i uniwersytety w Mediolanie, Rzymie, Genui i Pizie. Wynika z nich, że w ostatnich 10 latach tolerancja wobec imigrantów we Włoszech spada (a ogólna sytuacja kraju pogarsza się wg aż 73 % ankietowanych). Wg 35%  badanych, jest to trzeci w kolejności, po kłopotach politycznych i gospodarczych, problem kraju. 42% Włochów uważa, że uchodźców jest w kraju zbyt wiele, a jedynie 5% widzi w nich źródło wsparcia dla gospodarki. Z tym wiąże się także spadek zaufania Włochów do instytucje UE w tym zakresie. Coraz więcej uważa, że należy przyjmować wyłącznie uchodźców, a nie imigrantów ekonomicznych. Przykładów podobnych badań i publikacji jest więcej.

W odniesieniu do imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu coraz częściej słyszy się też głos, że zjawisko, z którym mamy do czynienia, to przemyślana, dobrze zaplanowana i konsekwentna islamizacja Europy. Jest to sponsorowany i kierowany przez kogoś proceder, a opowieści o biednych uchodźcach, płynących na pontonach i tratwach przez Morze Śródziemne w obawie przed wojną czy prześladowaniem to bajki dla bardzo naiwnych. Niektórzy mówią, że mafie wożą ludzi okrętami przez morze, przesadzając ich na mniejsze łodzie już w pobliżu wód terytorialnych UE. Tam zostawiają ich, a wtedy Straż Przybrzeżna musi się nimi zająć. Wielu obawia się, że islamscy imigranci, szczególnie tam, gdzie będzie ich duże nagromadzenie, będą narzucali swoje zwyczaje, religię itd. Oponenci, chyba jednak będący w mniejszości, wskazują na przykłady innych kulturowo czy też religijnie społeczności, które już od dawna we Włoszech funkcjonują bez większych problemów. Debata trwa. Wszyscy jednak są zgodni co do zasad fundamentalnych: nie może być mowy o przemocy, ani siłowym narzucaniu innym własnych wartości, konieczny jest natomiast wzajemny szacunek i bezwzględne przestrzeganie prawa państwa przyjmującego. Socjologowie natomiast poważnie zastanawiają się nad nową definicją włoskiej „wielokulturowości”…

Patrząc na to, co w ostatnich latach dzieje się w Europie Zachodniej można wysnuć wniosek, że niekontrolowany napływ imigrantów nie oznacza niczego dobrego. Francuska gościnność lat 60-tych wobec Marokańczyków i Algierczyków obróciła się raczej przeciwko gospodarzom, Turcy w Niemczech to też chyba trudny temat…Belgia, kolejny kłopot…

autor: Beata Bocheńska


error: Zawartość jest chroniona!!