W oparach absurdu
Część ukraińskich środowisk, które jak się wydaje, niestety są związane z obecnymi ukraińskimi władzami, forsują absurdalną tezę, że potępienie banderowskich zbrodni i zakaz propagowania ideologii, na której wyrosły, to atak w kraj związany z narodowością, z której wywodzili się zbrodniarze.
Część ukraińskich środowisk, forsują absurdalną tezę, że potępienie banderowskich zbrodni i zakaz propagowania ideologii, na której wyrosły, to atak w kraj związany z narodowością, z której wywodzili się zbrodniarze.
Ukraińska krytyka polskiej ustawy o IPN jest nie do obrony. Gdyby bowiem przyjąć, że banderyzm = Ukraina, a więc atak w banderyzm = atak w Ukrainę, analogicznie należałoby postąpić ze wszystkimi innymi zbrodniami. Bo jaki logiczny argument uprawniałby, aby z tego przypadku robić wyjątek? Należałoby wykreślić nie tylko ostatnią nowelizację, ale także zapisy penalizujące nazizm (bo to atak w Niemcy), komunizm (bo to atak w ZSRR i państwa, które z niego wyrosły) i inne ustroje totalitarne (bo każdy zbrodniarz miał jakąś narodowość).
Ukraińska krytyka polskiej ustawy o IPN jest nie do obrony. Gdyby bowiem przyjąć, że banderyzm = Ukraina, a więc atak w banderyzm = atak w Ukrainę, analogicznie należałoby postąpić ze wszystkimi innymi zbrodniami
Jest to absurdalne i powinniśmy głośno to wytykać. Stworzenie takiego niebezpiecznego precedensu może sprawić bowiem, że za chwilę odezwą się inne środowiska, z jakiegoś innego kraju, które będą atakować Polskę za potępienie jakiejś zbrodni, uznając to potępienie za atak na swój kraj. A w historii świata zbrodniarzy było wielu.
Stworzenie takiego niebezpiecznego precedensu może sprawić bowiem, że za chwilę odezwą się inne środowiska, z jakiegoś innego kraju, które będą atakować Polskę za potępienie jakiejś zbrodni, uznając to potępienie za atak na swój kraj.
Przyjmując narrację części ukraińskich środowisk musielibyśmy choćby: nie potępiać ludobójstwa na Ormianach (zbrodniarze, którzy go dokonali, byli Turkami, więc wedle tej narracji byłby to atak na Turcję), nie potępiać ludobójstwa w Wandei (no bo jak można atakować Francję) ani rewolucji francuskiej (i co z tego, że są Francuzi którzy ją potępiają – jak i są Ukraińcy, którzy potępiają banderyzm), nie potępiać brytyjskich obozów koncentracyjnych (budowanych w ich koloniach), nie potępiać niewolnictwa (byłby to wedle tej zasady atak m.in. w USA, bo przecież kiedyś tam funkcjonowało), itd., itd.
Przyjmując narrację części ukraińskich środowisk musielibyśmy choćby: nie potępiać ludobójstwa na Ormianach (zbrodniarze, którzy go dokonali, byli Turkami, więc wedle tej narracji byłby to atak na Turcję), nie potępiać ludobójstwa w Wandei (no bo jak można atakować Francję) ani rewolucji francuskiej (i co z tego, że są Francuzi którzy ją potępiają – jak i są Ukraińcy, którzy potępiają banderyzm), nie potępiać brytyjskich obozów koncentracyjnych (budowanych w ich koloniach
Wszystkie zarzuty wobec ustawy o IPN rozłożymy na łopatki, jeżeli tylko przestaniemy relatywizować. Bo spokojne przechodzenie do porządku dziennego nad tezą, że penalizacja banderyzmu = atak w Ukrainę, wynika właśnie z relatywizowania. W wyniku tego odrzuca się logikę i rozum. W dyskusji zrelatywizowanej może być tak, że krytyka zbrodniarza narodowości X jest krytyką narodu X, ale już dokładnie taka sama krytyka zbrodniarza narodowości Y nie jest krytyką narodu Y. Jednak z prawdą nie ma to nic wspólnego.
Wszystkie zarzuty wobec ustawy o IPN rozłożymy na łopatki, jeżeli tylko przestaniemy relatywizować. Bo spokojne przechodzenie do porządku dziennego nad tezą, że penalizacja banderyzmu = atak w Ukrainę, wynika właśnie z relatywizowania. W wyniku tego odrzuca się logikę i rozum.
Paweł Kubala