Czarny protest, czyli jak wykorzystać kobiety
Żyjemy w czasach, w których natłok informacji i jej dostępność powoduje wielkie zamieszanie. Dezinformacja i manipulacja faktami są na porządku dziennym. Ostatni piątkowy Czarny Protest jest tego przykładem.
Dezinformacja i manipulacja faktami są na porządku dziennym. Ostatni piątkowy Czarny Protest jest tego przykładem.
Temat aborcji znów wrócił na czołówkę. Projekt #ZatrzymajAborcję został pozytywnie zaopiniowany przez Sejmową Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Nie muszę dodawać, że nie jest to etap głosowania ustawy i nie można stwierdzić, że obecny parlament będzie chciał ten projekt koniecznie przyjąć. Jednak ta informacja wystarczyła organizatorom Czarnych Protestów zorganizować się i być, chociaż raz w roku widocznym dla mediów i społeczeństwa. Akcję poparło wiele osób, w tym większość kobiet (np. celebryci jak aktorka Maja Ostaszewska czy Magdalena Cielecka). Niestety posty takich osób w mediach społecznościowych często opierają się na kłamstwach, które zakładają, że projekt ustawy rzekomo zawiera możliwość karania kobiet, które dokonały aborcji, zakazu badań prenatalnych czy też zmuszania do rodzenia dzieci z gwałtu. Szkoda, że wiele osób nie sprawdziło, o czym tak naprawdę projekt mówi i jest przeciwko.
Akcję [czarny protest – przyp. red.] poparło wiele osób, w tym większość kobiet (np. celebryci jak aktorka Maja Ostaszewska czy Magdalena Cielecka). Niestety posty takich osób w mediach społecznościowych często opierają się na kłamstwach, które zakładają, że projekt ustawy #Zatrzymaj Aborcję rzekomo zawiera możliwość karania kobiet, które dokonały aborcji, zakazu badań prenatalnych czy też zmuszania do rodzenia dzieci z gwałtu. Szkoda, że wiele osób nie sprawdziło, o czym tak naprawdę projekt mówi i jest przeciwko.
Szczególnie jest to widoczne w przypadku kobiet, które są przeciwko całkowitej legalizacji aborcji, lecz grając na ich emocjach, (co już stało się domeną pewnych środowisk – przykład kłamliwych materiałów dotyczących hodowli futerkowych w Polsce), zostały wciągnięte tak naprawdę w sam środek gry politycznej. PiS, który dość długo stara się być między młotem a kowadłem w kwestii aborcji, raczej po raz kolejny nie poprze takiego projektu, bo jednak będzie chciał zachować swój centrowy elektorat, który jest dziś dość silny (osłabiony wpływ bardziej konserwatywnego skrzydła w partii). Więc zarzucanie PiS-owi, że chce karać kobiety za aborcję jest zarzutem śmiesznym i niepodpartym żadnym sensownym argumentem. Jednak nie od dziś wiadomo, że tę władzę (można ją popierać albo i nie) próbuję się obalić na różne sposoby opierając się na kłamstwie.
PiS, który dość długo stara się być między młotem a kowadłem w kwestii aborcji, raczej po raz kolejny nie poprze takiego projektu, bo jednak będzie chciał zachować swój centrowy elektorat, który jest dziś dość silny (…) zarzucanie PiS-owi, że chce karać kobiety za aborcję jest zarzutem śmiesznym i niepodpartym żadnym sensownym argumentem. Jednak nie od dziś wiadomo, że tę władzę (można ją popierać albo i nie) próbuję się obalić na różne sposoby opierając się na kłamstwie.
Specjalnie w felietonie nie chciałem patrzeć na sprawę pod kątem ideologii, bo powtarzanie pewnych tez nie ma sensu. Podałem tylko argumenty, że osoby popierające czarne protesty wpadły w pułapkę dezinformacji i gry politycznej, której celem jest obalenie PiS-u. No i zapomniałem dodać, że czołowe uczestniczki tych manifestacji tak naprawdę nie chcą utrzymania kompromisu aborcyjnego – one chcą aborcji na żądanie. Myślę, że warto sobie to przemyśleć i odpowiedzieć na pytanie – czy będąc zwolennikiem kompromisu warto brać udział w Czarnym Proteście?
Łukasz Janas