półfinały LM i LE: Faworyci bliżej finałów
Za nami pierwsze mecze półfinałowe Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Real Madryt, Liverpool i Marsylia wypracowały sobie w pierwszych meczach nieznaczną przewagę. Remisem zakończyło się starcie Arsenalu z Atletico.
W najważniejszych rozgrywkach klubowej piłki w półfinałach Champions League pierwsze spotkania wygrali faworyci. We wtorek Liverpool podejmował na Anfield Road AS Romę. Nieznacznym faworytem tego dwumeczu są Anglicy, jednak Włosi udowodnili w ćwierćfinale, że żaden rywal nie jest im straszny. Mecz na Anfield zakończył się zwycięstwem gospodarzy 5:2, a w pewnym momencie było już 5:0. Dwa gole zdobył najlepszy w tym sezonie piłkarz Liverpoolu- Mohamed Salah. Egipcjanin przymierzany już jest do Realu Madryt, gdzie miałby zastąpić Garetha Bale’a. Jak dotąd skrzydłowy Liverpoolu zdobył już w tym sezonie w 47 meczach aż 43 gole! Jego średnia to gol raz na 87 minut. Dla Salaha mecz z Romą miał szczególne znaczenie. To tam ukształtował się piłkarsko i zdobył szlify, by stać się tym, kim jest dziś. Jego cena rynkowa według portalu transfermarkt na początku tego sezonu oscylowała w granicach 35 mln euro. Dziś ten sam portal podaje cenę rynkową w wysokości aż 80 mln euro! Na pewno Liverpool nie grałby w półfinale bez Salaha w składzie. To 26- letni skrzydłowy jest motorem napędowym ekipy Jurgena Kloopa. W najbliższą środę dojdzie do rewanżu na Stadio Olimpico. Roma nie stoi na straconej pozycji. W poprzedniej fazie rozgrywek pokazała, że trzy bramkową stratę można odrobić starciu z wydaje się dużo lepszą ekipą niż Liverpool, bo z już niemal pewnym mistrzem Hiszpanii – Barceloną.
W środowym pojedynku Bayern Monachium niespodziewanie uległ Realowi Madryt 1;2. Niespodziewanie, bo Bawarczycy przegrali na własnym stadionie, mimo że to oni na boisku prezentowali lepszy futbol. Niemiecka ekipa jako pierwsza wyszła na prowadzenie po błędzie bramkarza gości Keylora Navasa. Królewscy po stracie gola, nadal prezentowali podobną piłkę, skupiając się na defensywie, próbując kontratakować rywali. Jeszcze w pierwszej połowie Mistrz Hiszpanii oraz obrońca ostatnich dwóch edycji Ligi Mistrzów doprowadziło remisu po pięknym golu zdobytym przez Marcelo. Wcześniej Brazylijczyk nie wrócił za swoim zawodnikiem w akcji, po której padł gol dla gospodarzy. W drugiej połowie doszło do wymiany ciosów, jednak to Królewscy zdobyli bramkę na wagę zwycięstwa. Kontratak wykorzystał Marco Asensio, pokonując pięknym uderzeniem bramkarza Bayernu. Jak najszybciej to spotkanie za pewne będzie chciał zapomnieć Robert Lewandowski. Polak przez całe spotkanie był bardzo dobrze pilnowany przez rywali, a kiedy już udało mu się urwać przeciwnikowi to marnował okazję. Nie wykorzystał sytuacji 100 % z drugiej połowy. Podobny nastrój pewnie towarzyszył Cristiano Ronaldo. Portugalczyk tak naprawdę w spotkaniu doszedł do jednej klarownej sytuacji, którą wykorzystał, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Portugalczyk nie pobił rekordu w liczbie zdobytych goli w kolejnych meczach w Lidze Mistrzów. Portugalczyk jak dotąd w każdym spotkaniu tej edycji Champions League zdobywał co najmniej gola. Przed rewanżowym starciem niewielką przewagę ma Real Madryt, lecz Królewscy już w poprzedniej rundzie udowodnili swoim fanom, że Ci nie mają prawa oglądać ze spokojem starcia rewanżowego. W ćwierćfinale Real mimo wygranej w pierwszym meczu z Juventusem na boisku rywali 3:0, skompromitował się na swoim boisku, przegrywając 1:3, a mało brakowało w tym spotkaniu doszło do dogrywki, ponieważ królewscy bramkę na wagę awansu zdobyli w 94 minucie.
Do niespodzianki nie doszło w Marsylii. W półfinałowym starciu Ligi Europy Ol. Marsylia pewnie pokonało Salzburg 2:0. Gole w tym meczu zdobyli Thauvin oraz N’Jie. Francuzi byli zdecydowanym faworytem tego starcia i potwierdzili swoją wyższość na boisku. W drugim spotkaniu półfinałowym Arsenal zremisował 1:1 na własnym stadionie z Atletico. Na listę strzelców wpisali się Lacazette i Griezmann. Przed starciem rewanżowym to podopieczni Diego Simeone mają niewielką przewagę nad przeciwnikiem. Arsenal jednak dzień później przeżył jeszcze większy szok, kiedy to Arsene Wenger po 22 latach odchodzi z londyńskiego klubu. Niestety nie było to autonomiczna decyzja Francuza, a zmusili go do tego właściciele klubu. Wenger miał do wyboru dwie opcje: albo odejdzie sam i ogłosi to światu, albo zostanie zwolniony, co niewątpliwie byłoby dla niego poniżające. Co ciekawe Francuz długo nie będzie bezrobotny. Zakusy na niego mają szejkowie i właściciele PSG.
Piotr Chmielewski