NIEZŁA SZTUKA- 2: Postmodernistyczna księżniczka i lis

Nic co mogłoby nas zdziwić. Technologia przejmuje coraz szerzej dziedziny ludzkiego życia. Jeśli dojdzie do symbiozy  między technologią a sztuką, może na przykład powstać książka. Dokładniej mówiąc nowa baśń nieżyjących Braci Grimm pt. Księżniczka i lis.

Poeta bot jako postmodernistyczny poeta doctus? Czemu nie. Tak mi się jakoś skojarzył współczesny fenomen bota – pisarza z renesansowym wzorcem osobowym. W ten szablon pisywał się niegdyś Kochanowski, dziś ma się wpisać bot? O matko jedyna.

Koniec z niemocą twórczą?

Książka Księżniczka i lis nie napisała się sama, ale bez udziału człowieka, więc jakby napisała się sama. Dzięki specjalnie opracowanemu algorytmowi, komputer wygenerował opowieść w niepowtarzalnym stylu Braci Grimm. Jak to dokładniej wyglądało? Fachowcy najpierw wgrali botowi do systemu dzieła autorów “Czerwonego kapturka”, a później, poprzez funkcję podpowiedzi słów, otrzymali gotową pozycję liczącą 1500 słów, która ma pomóc w zasypianiu.

Jak przedstawia się fabuła nowego tytułu? Pewnego dnia, córka młynarza ma poślubić okrutnego księcia. Przed tym biedną dziewczynę chce uratować lis. Czy dobrze się to skończy? Podobno tak.

Czy postmodernizm powala na kolana

Księżniczka i lis zapowiedziana została jako baśń dla dorosłych. Osobiście spodziewam się nowej, drogiej (skoro nowoczesnej) publikacji dla mas. Do tego kontrowersyjnej, no bo co można myśleć o tak powstałej twórczości? To sprawia wrażenie martwej sztuki. Można uznać za plon ludzki zaprojektowanie odpowiednio bota, a to co następuje później za bezwiedny skutek uboczny ciężkiej pracy. To coś pośredniego, jak odgrzewany kotlet, wygazowana woda mineralna, zeschnięte ciasteczka zbożowe. No pardon za tę oschłość.

Dzisiejszy sposób życia w zbyt dużej mierze “składa się z ciągłych powtórzeń”. To nasz epokowy modus vivendi, w którego próbują wglądnąć zmęczeni filozofowie. Jakby nie wierzyło się już w świeżość dzieła. Kompozycja opiera się na kompilacji cytatów, tego co już zostało powiedziane. Czy to jeszcze jest sztuka? Czy zwykły produkt konsumpcjonistyczny?

Prawdę mówiąc, nie uważam produkt firmy Calm, dla której powstała baśń, za coś zaskakującego, przez co opada ludzka szczęka. Nie. Porusza mnie za to przekonanie, że mój talent jest inny niż 200 lat temu Braci Grimm i na tej podstawie mogę tworzyć, oglądając się właśnie na wszelkie normy, wartości i dążąc do bycia oryginalnym. Odtwórstwo czasami mi śmierdzi. Nie ufam mu. Tak jak rozrywce dla mas. Zasnę i bez niej, chociaż Calm przekonuje, że po ich baśni to nie będzie ten sam sen. Ale bajki na dobranoc to już temat na inny tekst.

 

Maria Kuziela


error: Zawartość jest chroniona!!