SPORT

Faworyci nie zawiedli. Bez niespodzianek w rewanżowych meczach europejskich pucharów

Mecze rewanżowe w półfinale Ligi Mistrzów i Ligi Europy nie przyniosły sensacyjnych rozstrzygnięć. Zgodnie z planem w finale w Kijowie Real Madryt podejmie Liverpool, zaś w Lyonie zmierzą się Marsylia z Atletico.

We wtorkowy wieczór na Santiago Bernabeu doszło do starcia gigantów.  Bayern po nieudanym pierwszym spotkaniu, liczył na więcej szczęścia pod bramką Keylora Navasa. Niestety i tym razem, Bawarczycy mimo przewagi  w ilości oddanych strzałów i w posiadaniu piłki, nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na własną korzyść. Podopieczni Juppa Heynckesa próbowali wszystkimi możliwymi środkami pokonać Kostarykańczyka w bramce Realu, jednak własne błędy w obronie spowodowały, że to Real stanie przed historycznym wyczynem po raz trzeci z rzędu obronić  tytuł najlepszej drużyny na Starym Kontynencie. Mecz w Madrycie rozpoczął się podobnie jak spotkanie sprzed tygodnia. To znów Bayern szybko wyszedł na prowadzenie i po raz kolejny strzelcem pierwszego gola był Joshua Kimmich. Goście cieszyli się prowadzeniem tylko osiem minut, bo klarowna sytuacje bramkową wykorzystał ten, który dotąd przez cały sezon zawodził- Karim Benzema. Francuz uspokoił serca wszystkich kibiców Realu, bo wynik 1:1 dawał awans jego ekipie.  DO końca pierwszej połowy obraz gry się nie zmienił- Bayern atakował, Real mądrze bronił. Po przerwie, gdy jeszcze kibice nie zdążyli zasiąść wygodnie w fotelach przed telewizorami i na stadionie, doszło do tragedii pod bramką gości. Corentin Tolisso pod naciskiem graczy Realu zagrał piłkę- pułapkę do własnego bramkarza, który dodatkowo popełnił błąd i pustą futbolówkę do siatki po raz drugi tego wieczoru skierował Karim Benzema. Na niemieckiego gracza spadły pomyje po spotkaniu, jednak gdyby nie nierozsądne zagranie Tolisso do swojego bramkarza to do błędu nie doszłoby. Real wyszedł na prowadzenie 2:1 i jedną nogą byli już w finale. Za pewne taka sytuacja spowodowała, że gospodarze po zdobytej bramce cofnęli się i skupili na kontratakach. Udawało im się skutecznie odpierać ataki rywali przez kwadrans, bo w 63 minucie gola kontaktowego zdobył nie kto inny jak James Rodriguez. Były gracz Realu zaraz po trafieniu złożył dłonie w geście „przeprosin”. Ma to związek ze starą zasadą piłki nożnej, która mówi o tym, że zawodnik po strzeleniu gola swojej byłej drużynie, tej w której niegdyś grał nie celebruje zdobycia własnej bramki.  Tak było w przypadku Kolumbijczyka. Przy stanie 2:2 to Bayern nadal nadawał tempo grze i był blisko zdobycia gola na wagę awansu. Na nieszczęście Niemców tego dnia fantastycznie w bramce Realu spisywał się Keylor Navas. Wynik do ostatniego gwizdka nie uległ zmianie i to Real  stanie przed tym, przed czym dotąd żadna drużyna nie zrobiła: obronienie  po raz drugi tytułu Champions League.

W drugim spotkaniu As Roma pokonała na własnym stadionie Liverpool 4:2, jednak  dzięki zwycięstwu w pierwszym starciu 5:2 przez Liverpool, to Anglicy zagrają w wielkim finale. Rewanż idealnie rozpoczął się dla przyjezdnych, którzy już w 8 minucie wyszli na prowadzenie za sprawą uderzenia Sadio Mane. Gospodarze odpowiedzieli po 6 minutach, gdzie samobójczego gola zdobył James Milner. Kilka minut później po raz drugim w tym meczu to The Reds po raz drugi cieszyli się z prowadzenia, tym razem za sprawą Georginio Wijnalduma. Roma niewiele robiła pod bramką gości, by zmienić wynik. W pierwszej połowie nie oddali nawet jednego celnego strzału!  Nadziei w serca kibiców po trzech kwadransach wlał ten, który dotąd nigdy nie zawodził. Bośniak Edin Dżeko w 52 minucie doprowadził do remisu. Gospodarze w drugiej połowie wyglądali zdecydowanie lepiej niż w pierwszej, jednak niewiele to zmieniło jeśli chodzi o sam dwumecz.  Gdy pierwsi kibice zaczęli opuszczać Stadio Olimpico, Belg Radja Nainggolan dał radość swoim kibicom. Po tym golu Roma jeszcze bardziej otworzyła się i próbowała dokonać niemożliwego. W 94 minucie, ostatniej z doliczonego czasu gry na 4:2 podwyższył po raz drugi tym razem wykorzystując rzut karny Nainggolan. Niestety sędzia nie pozwolił już na kolejne ataki gospodarzy, bo zaraz po wznowieniu piłki przez piłkarzy Liverpoolu zakończył spotkanie. W dwumeczu Liverpool pokonał AS Romę 7:6.  W meczu finałowym 26 maja w Kijowie Real Madryt podejmie Liverpool. Trudno wskazać faworyta tego spotkania. Niewątpliwie mógłby to być Real z wielu względów, jednak w tym sezonie Królewscy fantastyczne mecze szczególnie na wyjeździe przeplatali bardzo słabymi u siebie.

W Lidze Europy pierwszym finalistom zostało Atletico. Hiszpanie pokonali skromnie na swoim stadionie Arsenal 1:0.  Gola na wagę awansu pod koniec pierwszej połowy zdobył Diego Costa. W spotkaniu nie było wielu okazji bramkowych, a obie drużyny nie stworzyły dobrego widowiska.  Z Arsenalem tym samym w meczach pucharowym pożegnał się Arsene Wenger. Francuski manager nie zdobędzie tym samym na koniec swojej przygody pierwszego i jedynego co za tym idzie trofeum na arenie międzynarodowej.  Drugim finalistom została Marsylia. Francuzi sensacyjnie dopiero po dogrywce wywalczyli awans do finału. Niestety nie obyło się bez kolejnej wielkiej wpadki sędziego, który odgwizdał rzut rożny, po którym wpadł gol w dogrywce zamykający cale spotkanie. Jak pokazały powtórki rożny nie należał się Marsylczykom. Ewidentny błąd sędziego sprawił, że Austriacy mogli czuć się oszukani. Wielkie brawa dla Salzburga za odrobienie dwubramkowej straty z dużo bardziej renomowanym zespołem. Finał odbędzie się 16 maja w Lyonie.

 

Piotr Chmielewski

Piotr Chmielewski

Czołem! Nazywam się Piotr Chmielewski. Jestem dziennikarzem. W "CENTRUM" zajmuję się tematyką sportową.


error: Zawartość jest chroniona!!