Playboy na tronie największego mocarstwa
Bogaty oligarcha o wielkim ego, który postanowił zostać politykiem. I to nie byle jakim. Budowlaniec, spadkobierca spuścizny ojca, pewny siebie, zadufany pragmatyk, patriota wzbudzający wielkie emocje za sprawą swojego charakteru. Mistrz ciętej riposty. Te słowa najogólniej określają 45 prezydenta największego mocarstwa na świecie.
Donald John Trump zasiadł na najbardziej prestiżowym, ale także bardzo wymagającym stanowisku, jakim jest prezydent Stanów Zjednoczonych. Oczy całego świata codziennie wpatrują się w każdy krok, gest i każde słowo wypowiedziane przez gospodarza „Białego Domu”. I tak oto minęło półtora roku, gdy 73 – letni Trump mimo wielu życiowych zakrętów, stanął na piedestale, osiągnął to, co w latach 80- tych było dla niego niemożliwe.
Road to White House
Marsz na fotel prezydencki rozpoczął się 3- Maja 2016 roku, kiedy to media z całego świata informowały swoich odbiorców, że „nikomu” nieznany miliarder – bankrut zdobył nominację Partii Republikańskiej na kandydata prezydenta Stanów Zjednoczonych. „Ekscentryczny, mający wypaczoną i radykalną wizję nowej Ameryki, po udanych rządach Baracka Obamy”. W większości taki odbiór wywodził się z chwytliwych leadów na czołówkach gazet i głównych wydań wiadomości. Już wtedy można było przypuszczać, że droga Trumpa do Białego Domu będzie wyboista, pełna ostrych krawędzi i pułapek. Na drugim biegunie Hillary Clinton mogła czuć się jak wielka aktorka stąpająca po czerwonym dywanie w Cannes. Gdyby zacząć wyliczać wszelkie kłody pod nogi rzucane przez media, to ten tekst można by było podpiąć pod krótką pracę licencjacką. Establishment polityczny od samego początku nie mógł zrozumieć, ba nie chciał zrozumieć skąd tak naprawdę wziął się ryżawy kandydat z bujną siwizną. Z racji, tego, iż przeciwnicy nie mieli możliwości odniesienia się do jego wpadek politycznych, dziwnych decyzji na szczeblu polityki oraz tworzenia podziałów w społeczeństwie, postanowili uderzyć jego życie prywatne, a także doszukiwać się w jego życiorysie rys- a tych trochę było. Trump ułatwił swoim przeciwnikom, a później wrogom zbierania po każdej swojej konferencji, wypowiedzi w mediach materiału, w którym to oceniał jak to on i opisywał rzeczywistość w ostrych, często wulgarnych słowach. Trump wiele zyskał w oczach wyborców przez pewną cechę, którą posiada 99 % polityków, a której mu na pewno nie można przypisać. Nie był symetrystą. Dla niego nie było i nie ma czegoś takiego jak obustronna wina. Prawda nigdy nie leży po środku. Nie tłumaczył wielu kwestii w taki sposób, by tylko nie popaść niełaskę wśród wyborców. Wytoczył wojny tym, co nie stali po jego stronie. Karmił ich swoimi kontrowersyjnymi wypowiedziami, a ci na każdym kroku mu je wypominali. Im bardziej go prowokowano, tym w agresywniejszy sposób na zaczepki odpowiadał. Im więcej mówił o zjednoczonej Ameryce, o zranionej Ameryce, w której należy „opatrzyć rany podziałów”, tym większą złość wywoływał w mediach i wśród przeciwników. Mimo, że został wybrany w demokratyczny sposób, to buntowani przez opozycję i środki masowego przekazu mieszkańcy Stanów Zjednoczony wpadli w histerię po jego zwycięstwie. Palono flagi własnej ojczyzny, pojawiały się karykatury z jego podobizną, które w ostentacyjny sposób były podpalane na ulicach. Świat nie potrafił zrozumieć, że tak ekscentryczny w zachowaniu i sposobie bycia człowiek został głową państwa tak wielkiego kraju. Jego kampania wyborcza obfitowała w wiele ciekawych spostrzeżeń rzucanych w stronę dziennikarzy, różnych grup społecznych. Więcej o nich zostanie napisane w poszczególnych podrozdziałach. Odpowiadał na ataki swojego największego rywala w wyścigu o fotel prezydencki twittem „Jeśli Hillary Clinton nie może usatysfakcjonować własnego męża, dlaczego wydaje jej się, że może usatysfakcjonować Amerykę” po ocenianie urody kandydatki demokratów „Spójrz na tę twarz. Czy ktoś głosowałby na to? Czy wyobrażasz sobie tak oblicze naszego prezydenta?“. Od początku wróżono mu klęskę, wynosząc na piedestał żonę byłego prezydenta- Billa Clintona. W czasie kampanii obaj kandydaci nie oszczędzali się w rzucaniu przeciwko sobie oszczerstw. Były wzajemne wyciąganie brudów tzw. seks skandali z przeszłości (Trumpowi zarzucano jego harce z prostytutkami, a w przypadku Clinton chodziło o tuszowanie gwałtów jej męża Billa Clintona). Ich walka nie przypominała czystej, pełnej fair walki o zwycięstwo, oskarżenia o seksizm, rasizm czy kontrowersyjne przemyślenia na temat prowadzącej moderatorce jednej z debat prezydenckich. Donald Trump zarzucił „dziennikarce” postronność, jednak to nie te słowa odbiły się szerokim echem w mediach. Kandydat republikanów stwierdził, że „widać było krew wypływającą z jej oczu, uszu, wypływającą z… czegokolwiek”. Nie trzeba chyba dodawać, co miał na myśli. Warto dodać, że do najważniejszej debaty zaproszono do prowadzenia nie dziennikarkę, z wieloletnim stażem, a prawniczkę. To jego atakowano w czasie spotkań wyborczych. Tak było, gdy dziennikarz Univision zamiast zadawać pytania, bo po to chyba udał się na konferencje, zaczął wygłaszał własne tezy, rzucał oskarżenia w kierunku swojego przeciwnika. Nie tylko największe komercyjne stacje medialne w Stanach atakowały go w trakcie kampanii. Czyniło to również tzw. gwiazdy show biznesu. Aktorka Ashley Judd porównała go do jednego z największych zbrodniarzy w historii – Adolfa Hitlera, zaś piosenkarka Madonna w przemówieniu bez ogródek powiedziała w stronę Trumpa „Fuc# You”. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie pozwalał, by w trakcie kampanii zrobiono z niego tarczę strzelecką. Na oskarżenia dziennikarza CNN, który twierdził że Rosja ma na Trumpa „haki” stanowczo i agresywnie oznajmia, że z nim nie będzie rozmawiał. To w czasie jednej z konferencji pada chyba najbardziej zapamiętane zdanie” You are fake news”– tworzycie kłamliwe artykuły. Media do samego końca przekonują w sondażach, ze zdecydowanym faworytem wśród wyborców jest Hillary Clinton. Co robi Trump? Ostatnie godziny spędza w dwóch stanach, w których to bezsprzecznie prowadziła Hillary. Wydaje się, że ten ruch był tym newralgicznym posunięciem zespołu Trumpa. To tam doznała upokorzenia kandydatka demokratów- w swoich dotąd najpewniejszych stanach: Michigan oraz Wisconsin.
Polscy politycy o Trumpie
Cały świat w sposób emocjonalny zareagował na wybór Amerykanów. Wybór takiego kandydata również nie pozostał pominięty w naszym kraju. Nie trudno jest się domyślić, kogo forsowały i przekonywały rodzime stacje telewizyjne czy dzienniki. Donald Trump był tym gorszym, ekscentrykiem, szaleńcem, który nie zna się na polityce i przyszedł znikąd. To co wydarzyło się w Stanach jakiś czas temu miało miejsce w Polsce. Tak jak w Ameryce, w czasie ostatnich wyborów prezydenckich media mainstreamowi miały swojego kandydata, któremu na swój sposób pomagały w czasie kampanii. I tak jak w stanach, poległ ich wybraniec. Polscy polityce optujący bliżej lewej strony w dyplomatyczny sposób komentowali wybór za oceanem. Adam Andruszkiewicz z Kukiz 15 jeszcze przed wyborami mówił :
„Jeśli chodzi o mnie, to mój światopogląd zdecydowanie zbliżony jest do Donalda Trumpa, ale odróżniam moje sympatie od interesów państwa polskiego. Pod tym względem nie ma bowiem żadnych gwarancji, że Trump czy Hillary Clinton będą wspierać państwo polskie w jakiś wyjątkowy sposób czy nawet tak intensywnie, jak powinni to robić, skoro jesteśmy sojusznikami”.
Adam Szłapka z Nowoczesnej miał jednak odmienne zdanie:
„Lepiej by wygrał kandydat, który chce ścisłej współpracy transatlantyckiej, który chce wzmocnienia NATO i rozumie jak ważna jest współpraca USA i Europy. Czyli Hillary Clinton. W naszym bowiem interesie jest zwycięstwo kandydata, który dobrze rozumie zagrożenia współczesnego świata. Clinton postrzegana jest jako kontynuatorka dotychczasowej polityki, której efektem są m.in. bazy amerykańskich żołnierzy w Polsce. Za Trumpa natomiast wszystko może się zdarzyć”.
Podobne zdanie miał Stefan Niesiołowski (Europejscy Demokraci):
„Najlepiej byłoby, żeby prezydentem została Hillary Clinton, bo Trump jest nieobliczalny. Hillary Clinton jest doświadczonym, przewidywalnym politykiem. Była już sekretarzem stanu i bardzo dobrze pełniła tę funkcję. Donald Trump to nieobliczalny psychopata. Facet, który może to wszystko wysadzić w powietrze. Jego program jest nieracjonalny, niespójny, pełen sprzeczności i kłamstw, działa na emocje”.
Większych korzyści w wyborze Hillary Clinton dopatrywał się polityk PO- Robert Tyszkiewicz:
„Z punktu widzenia interesów Polski oczywiście Hillary Clinton z dwóch przyczyn. Po pierwsze to fakt, że kontynuowałaby, aktywną politykę paktu północno-atlantyckiego; po drugie zaś ma klarowny pogląd na politykę wobec Rosji. To z punktu widzenia polskich interesów, naszego bezpieczeństwa i strategii naszej polityki zagranicznej, kwestie kluczowe. Kandydatura Hillary Clinton ze względu na prezentowane poglądy jest z całą pewnością najodpowiedniejsza. Trump jest populistą, który sam sobie przeczy w tym co powiedział na początku i końcu. ”
Włodzimierz Czarzasty z SLD poszedł jeszcze dalej w swoich rozważaniach:
„Moim zdaniem dla Polski lepiej byłoby, gdyby prezydentem USA została pani Clinton. Jest przewidywalna, generalnie jest wiadomo co by wobec Polski zrobiła.
Pan Trump natomiast jest nieprzewidywalny. Przypomina trochę pana prezydenta Andrzeja Dudę, który generalnie rzecz biorąc czeka na telefon i polecenia od Jarosława Kaczyńskiego. Taka jest różnica między Hillary Clinton, a Donaldem Trumpem”.
Tuż po wyborach Jacek Sasin z PiSu stwierdził, że:
„Z punktu widzenia Polski to dobra wiadomość. Szczególnie jeśli chodzi o jego zapowiedzi ws. Szanowania zobowiązań sojuszniczych Stanów Zjednoczonych”
Jarosław Kalinowski z PSL przyjął retorykę wielu mediów, które komunikowały o zagrożeniu dla świata po wyborze Amerykanów:
„USA od II WŚ były liderem świata zachodniego, w tym w zakresie bezpieczeństwa światowego, bezpieczeństwa Europy. Widać wyraźnie, że to się zmienia i teraz Europa sama będzie musiała w większym stopniu myśleć o swoim bezpieczeństwie, a dotyczy to przede wszystkim krajów na flance, jak Polska”.
Totalny odlot w swoich rozważaniach przedstawiła Joanna Scheuring – Wielgus.
„Mamy prezydenta Stanów Zjednoczonych, który jest szowinistą, który myśli w sposób bardzo egoistyczny. W Polsce mamy rząd, który łamie demokrację i ministra spraw zagranicznych, który znajduje państwo, które nie istnieje. Mamy sytuację bardzo podobną do klimatu politycznych jak w latach 30”.
Stanisław Tyszka z Kukiz 15:
„Wybór Trumpa daje nam wiatr w żagle. Jakim będzie prezydentem, to zobaczymy, ale jego wygrana to tryumf demokracji i zwycięstwo nad establishmentem”.
Bartosz Kownacki ,wiceminister obrony wierzy w owocną współpracę po wyborze nowego prezydenta:
„Mam satysfakcję, z tego, że elity nie mogą narzucać ludziom wyboru. Wybór Trumpa, czy rok temu PiS o tym świadczy”.
Wiele dobrego po wyborach w USA widział były już szef MON- Antoni Macierewicz:
„Pan Donald Trump podkreślił, że Polska jest najbliższym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i że USA nigdy nie porzucają swoich sojuszników, podkreślając jak wiele Polska robi dla własnego bezpieczeństwa dzięki rozbudowie własnej armii, budowie obrony terytorialnej”.
Na koniec warto przypomnieć słowa obecnego premiera, który w 2016 roku na pytanie dziennikarza, kto powinien zostać prezydentem USA odpowiedział:
„Nie chcę brzydko mówić... To jak wybór między dżumą, a cholerą”
Ewidentnie można zaobserwować pewna zależność: im partia bardziej lewicowa, tym jej politycy wypowiadali się w sposób mniej przychylny dla Polski. Od irracjonalnych słów Niesiołowskiego i Scheuring – Wielgus, po dyplomatyczne Grzegorza Schetyny z PO. Z drugiej strony najwięcej dobrego dla kraju po wyborze Donalda Trumpa obiecywali sobie politycy z partii rządzącej.
Dziennikarze wspierający Trumpa
W czasie kampanii, a także już w trakcie pełnienia obowiązków prezydenta Stanów Zjednoczonych nie sposób nie zauważyć pośród negatywnej narracji skierowanej w Donalda Trumpa, tę pozytywną. Szczególnie pozytywny wydźwięk miały wszystkie filmik zamieszczone na kanale Mariusza Maxa Kolonko na platformie Youtube. Były polski dziennikarz nie ukrywał swoich sympatii do kandydata republikanów, punktując każde tzw. fake newsy ze strony „liberalnych mediów”. Skupiał się on na pozytywach wypowiedzi Donalda Trumpa, przedstawiał ciekawostki, które trudno było znaleźć pośród wszelkich pomyj płynących z liberalnych gazet i telewizji. I tak można z jego filmików dowiedzieć się o konkretnych działaniach nowego prezydenta, wcześniej prezydenta elekta, a jeszcze wcześniej kandydata na prezydenta. Mariusz Max Kolonko stara się zachować bezstronność, lecz w jego przekazie więcej jest informacji na temat konkretnych działań Donalda Trumpa, aniżeli błędów, choć o tych również wspomina. I tak przestrzega o zaangażowaniu się Stanów Zjednoczonych w konflikt na Bliskim Wschodzie, który w ostatnim czasie sie zaostrzył. Mniej obiektywny jest inny znany dziennikarz Wojciech Cejrowski. WC przekonuje na każdym kroku o miłości Trumpa do Polski. Przekonuje, że bezpośredniość i prosty język sprawia, iż inni politycy na scenie politycznej często obawiają się Donalda Trumpa. Odwołuje się do jego patriotyzmu, religii i wspiera walkę o wolną Amerykę. Chwali jego działania na arenie międzynarodowej. Według WC Trump to idealny kandydat dla USA, ktoś, kto mówi o tym co w społeczeństwie najważniejsze- pracy i gospodarce.
Donald Trump a polityczna poprawność
Donald Trump dał się poznać jako przeciwnik lewej strony politycznej. Wejście Trumpa na salony można porównać do niszczącego wszystko wokół huraganu, zaburzającego wydawać by sie mogło na swój sposób ład wśród elit. Lewica wytoczyła wojnę Trumpowi. jednak przez bezmyślne i złośliwe zwalczanie Trumpa nie zdają sobie sprawy, że niszczą własny kraj. I tak stacja CNN , która nagłaśniała stworzone przez siebie “fake news”, za co przeprosiła zwalniając 3 swoich pracowników. Kolejną ważną kwestią, która wywołała szum wokół Trumpa były jego słowa nt. obrony życia poczętego. Podpisał on zakaz finansowania przez Stany Zjednoczone promocji aborcji na świecie. Obecnie amerykańska lewica razem z deep state pod dyrekcją nagminnie wysnuwają oskarżenia wobec administracji prezydenta Trumpa. Chodzi o jego powiązaniach z Putinem. Jesteśmy świadkami masy przecieków tajnych państwowych informacji, mających doprowadzić do upadku Trumpa. To Hillary Clinton była od lat przygotowywana do objęcia steru po Obamie. Teraz ataki wymierzone w prezydenta Stanów Zjednoczonych jeśli nie mogą osłabić pozycji Trumpa, to mają zatrzymać zapowiadane przez niego reformy. Do czego doprowadza ta histeria lewicy? Otóż po masakrze w Las Vegas (napastnik strzelający w ludzi jak do kaczek na koncercie) pewna nauczycielka w jednej z amerykańskich szkół na jednym z portali społecznościowych dosłownie świętowała masakrę, wierząc w to, że wiele z ofiar mogło być trump-synami, ludźmi popierającymi Donalda Trumpa. Sam Trump nawołuje do skoczenia z poprawnością polityczną, która jest zgubna. Nawoływał do tego w momencie, gdy mówiło zapewnieniu bezpieczeństwa swojemu kraju przed niechcianymi imigrantami. Skrytykował sędziego dając do zrozumienia, że ten wydaje wyroki na korzyść swoich meksykańskich „współziomków”. „Cioty i mięczaki” tak o homoseksualistach wypowiadał się nowy prezydent USA.
„Musimy zerwać z polityczna poprawnością i zająć się zapewnieniem bezpieczeństwa obywatelom. Jeśli nie staniemy się mądrzejsi, sytuacja będzie się tylko pogarszać”.
Tymi słowami skomentował wydarzenia w Londynie, gdzie doszło do zamachu terrorystycznego, w którym to zamachowiec wjechał autem w tłum. Jednak to co wzbudziło największe kontrowersje i za co spadła na niego fala krytyki to wypowiedzenie wojny tzw. Państwu Islamskiemu.
„Obama jest założycielem ISIS. Państwo Islamskie go szanuje. Współzałożycielką ISIS jest Hillary Clinton.”
Warto wspomnieć o kilku innych kwestiach, które w dobie marksizmu kulturowego są tak bardzo znienawidzone. Uczestniczył w marszach dla życia, jasno komunikował, iż jego administracja zawsze będzie stałą za życiem.
„Miłujecie swoje rodziny, swoich sąsiadów, nasz kraj. Kochacie każde dziecko urodzone i nienarodzone, wierzycie, że każde życie jest święte, że każde dziecko jest cennym darem od Boga”
Otwarcie krytykujące obowiązujące w niektórych stanach prawo zezwalające do przeprowadzenia aborcji nawet do 9- miesiąca ciąży. Zgodnie ze statystykami tylko 12 proc. Amerykanów popiera aborcję na życzenie w każdym ze stadiów ciąży. Po raz pierwszy w historii doszło do sytuacji, gdzie w czasie Marszu dla Życia przemówienie na żywo wygłosił prezydent USA. Poprzednio tylko dwaj amerykańscy przywódcy – Ronald Reagan w 1987 i George W. Bush w 2003 i 2004 roku – kierowali słowa poparcia dla do uczestników tego wydarzenia, lecz czynili to za pośrednictwem telefonu. Skad u Trumpa takie podejście? Jego ojciec był praktykującym luteraninem o niemieckich korzeniach, zaś matka należała do odłamu Kościoła prezbiteriańskiego. Sam Trump wraz z rodzeństwem byli wychowywani w wierze protestanckiej. Podczas inauguracji prezydentury media obwieściły, że żaden inny prezydent nie przyciągnął na start swojej przygody tak licznej grupy przedstawicieli religijnych. Według danych sondażowych exitt poll, to Donald Trump był kandydatem większości chrześcijan w USA. Oddało na niego głos ponad 60 % ankietowanych protestantów, 52 % katolików, 56 % przedstawicieli innych religii. To nie on ,a jego przeciwniczka (H. Clinton) byłą wspierana w czasie kampanii za proaborcyjna Planned Parenthood. Z kolei Hillary Clinton zdobyła najwięcej głosów, bo aż 71 % od Żydów, 68 % od niewierzących i 58 % od przedstawicieli innych wyznań.Trump to pierwszy kandydat republikanów od 2004 roku, który wygrał wybory wśród katolików. Zdaniem analityków Lift the Vote, głosy te zdecydowały o jego wygranej w najbardziej kluczowych stanach- Floryda, Pensylwania, Michigan i Ohio. Niemal na każdym przemówieniu Trump powtarza słowa „Niech Bóg Wam błogosławi i błogosławi Amerykę”. To on optował za zmianami w Sądzie Najwyższym na bardziej konserwatywne, tak by ta instytucja służyła ochronie życia i szanowała wolności religijne. Zdecydowanie jest to kandydat prolife’owy o czym może świadczyć objęcie urzędu wiceprezydenta USA przez Michaela Pence’a, znanego w środowisku pro life jako zaangażowany zwolennik obrony życia. W przeddzień waszyngtońskiego marszu w marcu bieżącego roku, Trump zaprosiło Białego Domu działaczy pro life, by jeszcze bardziej podkreślić jak ważna jest dla niego współpraca z tą organizacją. To za sprawą Donalda Trumpa wstrzymano finansowanie organizacji pro aborcyjnych, które swoim działaniem promowały aborcję zagranicą ze środków federalnych. Już wcześniej ten zakaz obowiązywał, jednak został zniesiony (a jakże) w 2009 roku przez urzędującego w tamtym czasie Baracka Obamę. W kwietniu Trump podpisał ustawę, która wprowadziła możliwość niefinansowania szpitali, w których dokonywana jest aborcja przez poszczególne stany.
Demonstracje i manify przeciw Trumpowi oraz stosunek Trumpa do NATO i KE
Od początku jego kandydatury w wielu miastach Stanach Zjednoczonych, w trakcie konferencji ,spotkań wyborcami dochodziło do zamieszek, demonstracji przeciw przyszłemu prezydentowi i manif. Nie inaczej były w innych miastach na całym świecie. Nawet w Polsce podczas ostatniej wizyty Donalda Trumpa doszło do protestów. Ludzie wychodzili solidarnie na ulice szczególnie po jego kolejnych wypowiedziach w trakcie wyborów i już po. I tak Hamburg w zeszłym roku, a także w tym, przed konferencją G20 witał go słowami „Trump, witaj w piekle”. Tuż po wygranej „pokojowe” protesty odbywały się w największych miastach Stanów Zjednoczonych takich jak: Nowy Jork, Waszyngton. Portland, Los Angeles, Atlanta, Chicago , Bostonie czy Filadelfii. Na nich pojawiały się kukły z podobizną Trumpa i sznurkiem na szyi, wulgarne plakaty czy agresywne treści płynące z głośników na demonstracjach. Wypominano mu wszystkie jego zapowiedzi przedwyborcze jak: zbudowanie muru na granicy z Meksykiem, nazywanie gwałcicielami imigrantów z tego kraju oraz wypominano mu, że jego kandydaturę poparło rasistowskie ugrupowanie Ku – Klux -Klan. Przeciwnicy, mainstreamowe media będą zawsze protestowały i nie będą zgadzały się z wieloma jego decyzjami, dopóki będzie prezydentem USA. Polityczny świat nie potrafi również pogodzić się z krytyką jaka ich spotyka ze strony Donalda Trumpa. Ewidentnie jest on przeciwny temu, jaki stosunek do imigrantów mają Niemcy, grożąc przy tym nałożeniem wysokich ceł (35 %) na auta niemieckie sprowadzane do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze większy szok wywołały jego słowa nt. NATO, która według Trumpa jest przestarzałą organizacją, niepotrafiącą, a nawet niepróbującą zwalczać terroryzm. Trump od początku swojej kadencji zapowiadał, że dla niego najważniejszy jest jego kraj i zacznie się przejmować innymi państwami, w momencie gdy Stany Zjednoczone wyjdą „na prostą”. Zapewniał, że nie może być tak, że na szczodrości USA będą korzystały min. państwa należące do NATO. Przekaz jest jasny- zrobimy deal, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy zaproponujecie nam korzyści ze wspólnej współpracy. Jego wyborcze hasło „America First” zostało wcielone w życie. Rykoszetem dostaje sie również Unii Europejskiej. Trump otwarcie przyznał, iż wIelka Brytania podjęła słuszną decyzję, wycofując się z UE. Trump krytykował politykę NATO, uważając iż wiele państw (dokładnie 23) członkowskich nie płaci na obronę tyle, ile powinni, co jest nie fair w stosunku do jego kraju. Przekonuje, że NATO w niedalekiej przyszłości musi się skupiać na rozszerzającym się terroryzmie, imigracji oraz na zagrożeniach z Rosji, a także na wschodnich i południowych granicach Paktu Północno – Atlantyckiego. Komisja Europejska na zarzuty Trumpa reaguje alergicznie. Rzecznik KE zapowiedział, że Unia Europejska ma środki i jest w stanie skutecznie zareagować na pomysły prezydenta USA. Komisja przekonuje, że nakładanie na wyroby unijne ceł (na aluminium, stal itp.) może oznaczać początek wojny handlowej. Według Trumpa nałożenie na te dwa surowce wyższych ceł ma za zadanie załatać wielka dziurę budżetową handlu zagranicznym.
Działalność poza prezydencka
Jego główną działalnością wykraczającą „poza” obszary działalności politycznej jest fundacja Donald Trump Foundaction. Od pewnego czasu pojawia się coraz więcej informacji mających świadczyć o naruszeniach w tejże organizacji. Pojawiają się oskarżenia, pozwy wobec DTF, wedle których pieniądze z jej działalności miały iść na kampanie wyborczą Donalda Trumpa. Ostatnie oskarżenia prokuratorskie mają na celu zamknięcie fundacji i wypłacenie zadośćuczynienia.
Armia USA
Od pierwszej konferencji w czasie kampanii wyborczej zapowiadał odbudowę amerykańskiej armii. Od 2017 roku zwiększono wydatki na armię, a proces powstawania z kolan american soldiers był podzielony na trzy etapy. Pierwsza faza miała miejsce w 2017 roku i jej celem było zwiększenie gotowości amerykańskich żołnierzy. Za czasów Baracka Obamy zmniejszono koszty dofinansowujące armie, przez co wielu żołnierzy przeszło w stan spoczynku. Liczebność wojsk lądowych ma przekroczyć pół miliona żołnierzy. Drugi etap obejmował i nadal obejmuje zwiększenie arsenału, amunicji, broni, inwestycje w programy demonstrantów technologii, wzmacnianie liczebności sił zbrojny w czasie najszybszym jak to tylko możliwe. Trzeci etap ma nastąpić w latach 2019-2023- opierać sie będzie na długofalowym, złożonym procesie budowy potencjału obronnego zgodnie z wcześniejszymi założeniami w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności. „Making our military strong again”, czyli przywrócenie silnego wojska. Kilka dni temu w wydanym przez Amerykanów dokumencie The Army Vision wcześniej zakładany plan został poszerzony o dwa punkty i jego czas trwania wydłużony do 2028 roku. Jeden z dodanych punktów mówi o organizacji wojska. „Jednostki szczebla od brygady do korpusu muszą również posiadać integralną zdolność prowadzenia długotrwałych działań rozpoznania powietrznego i lądowego, nadzoru i zwiadu, a także działań cybernetycznych zdolnych do kształtowania przyszłego pola walki”. Trzeci punkt mówi o szkoleniu w zaludnionych, zasiedlonych miejscach w celu zminimalizowania błędu w trakcie faktycznych starć. Ostatni punkt odnosi się do dowodzenia armią. „Chodzi o osoby zdolne do dowodzenia na poziomach od taktycznego do strategicznego, doskonale dające sobie radę w zmiennych uwarunkowaniach przyszłego pola walki. Zgodnie z postulatami dokumentu szczególny nacisk należy położyć na stworzenie systemu szkolenia, pozwalającego odnaleźć takie osoby wśród oficerów i podoficerów”. Amerykańska armia po wielu latach stagnacji, pragnie zwiększyć swój potencjał do walki z potężnymi militarnie mocarstwami, czyli zabezpieczyć się przed Rosją czy Chinami. Wysiłki te wypada ocenić pozytywnie i korzystnie z punktu widzenia sojuszników Stanów Zjednoczonych, w tym i Polski. Niewątpliwie odbudowa armii amerykańskiej jest i będzie zależna nie tylko od środków finansowych, ale też od sytuacji politycznej w USA i na całym świecie, relacji międzynarodowych oraz zaangażowania Stanów Zjednoczonych w różne sojusze. Ostatnie doniesienia mówiło chęci stworzenia tzw. kosmicznej armii amerykańskiej, która ma na celu powrót amerykańskich ekspedycji na księżyc.
Bliski Wschód
Niewątpliwie program „American First” nie pomoże w zdobyciu sojuszników Stanom Zjednoczonym. Jego działania przyniosą początkowo więcej konfliktów, jednak efekt końcowy może być zdecydowanie odmienny. Warto na początku skupić się na konflikcie Amerykanów z krajami na Bliskim Wschodzie. Mowa tu szczególnie o Iranie czy Syrii. Trump odszedł od porozumienia zawartego w 2015 roku przez ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy z Iranem, dotyczącego programu nuklearnego Iranu. Wbrew zdaniu sojuszników USA, obecny prezydent Stanów Zjednoczonych zrezygnował z porozumienia, zapowiadając sankcje. Program miał na celu wykorzystywanie przez Iran energii jądrowej tylko w celach pokojowych w zamian wstrzymanie bojkotu handlowego przez mocarstwa zachodnie i przywrócenie stosunków gospodarczych. ONZ przekonuje, że konflikt na linii Iran- USA może wywołać wybuch III wojny światowej. Trump jednak twierdzi, że to Stany swego czasu uratowały Iran od upadku rzucając im „linę ratującą życie”. Amerykanie ostrzegały niedawno Irańczyków w związku z przeprowadzoną przez nich próbą pocisku balistycznego. Trump ma zupełnie inną politykę wobec Bliskiego Wschodu niż jego poprzednik. Donald Trump przestał traktować Iran jako „mocarstwo regionalne”, z którym należy współpracować. Prezydent USA przekonywał, że była to najgorsza umowa jaką kiedykolwiek zawarły Stany Zjednoczone. Warto wspomnieć, że jeszcze na początku tego roku Trump popierał protesty Irańczyków przeciwko obecnej władzy. Konflikt z Syrią eskalował po ataku chemicznym w tymże kraju, w wyniku którego śmierć poniosło tysiące ludzi, również dzieci. Stany oskarżyły o to Baszara al-Assada. Atak ten Trump nazwał atakiem zagrażającym USA i ich sprzymierzeńcom. Jeszcze 3 kwietnia tego roku Donald Trump przekonywał na konferencji, że pragnie powrotu amerykańskich wojsk z Bliskiego Wschodu. Atakiem na Syrię, który Ameryka przeprowadziła we współpracy z Wielką Brytanią i Francją, prezydent USA pokazał dwie twarze. Z jednej strony reaguje na śmierć dzieci, tych samych przed którymi zamknął granicę do swojego kraju atakując i bombardując tomhawkami trzy miejsca, w których miał być przechowywany arsenał armii Assady, z drugiej zapowiadał wcześniej wycofanie wojsk z Bliskiego Wschodu. Ten atak jednak sprawia, że mało kto wierzy w pokojowe zakończenie konfliktu. A we wszystko to gdzieś „z boku” zamieszani są Rosjanie.
USA a Rosja
Na pewno stosunki na linii USA – Rosja nie są najlepsze. Jedni i drudzy przy nadążającej się okazji wbijają sobie raz za razem szpilki. I tak minister rosyjskiej gospodarki zapowiedział, że zostaną nałożone cła na niektóre amerykańskie towary wobec decyzji Amerykanów w sprawie chęci podniesienia przez nich ceł na choćby aluminium i stal. Rosjanom nie spodobała się również wtorkowa informacja przekazana przez przedstawicielkę USA przy ONZ. Ambasador Nikki Haley zakomunikowała dziś o wystąpieniu przez Stany Zjednoczone z Rady Praw Człowieka ONZ. Powodem ma być rzekome uprzedzenia Rady wobec Izraela. Wcześniej zaś przedstawiciel Departamentu Stanów Zjednoczonych stwierdził, że Rosjanie powinni oddać Ukraińcom Krym i co za tym idzie uznają to działanie jako nielegalna aneksja. W 2017 roku Amerykanie przegłosowali ustawę 419 do 3 o nazwie „Countering America’s Adversaries Through Sanctions Act”, w której znajdował się szereg sankcji gospodarczych przeciwko Iranowi, Korei Płd. czy Rosji. Ponadto Amerykanie zapowiedzieli nowe sankcje wobec Rosji za wspieranie działań państwa Assada.
USA relacje z Polską
W lutym 2017 roku w Internecie na jednej ze stron prawicowych pojawiło się z nieznanego źródła sondaż odnoszący się do tego, kogo Amerykanie uważają za największych sojuszników. Polacy znaleźli się na … 22 miejscu. Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak przekonuje, że nasze stosunki z Amerykanami są bardzo dobre. Warto wspomnieć, że Stany Zjednoczone wyraziły zaniepokojenie kształtem znowelizowanej ustawy o IPN. Z drugiej strony przylot prezydent Trumpa do Polski w lipcu 2017 roku świadczyć może jednak o pozytywnym wydźwięku i relacjach na linii Trump – Polska. W głosowanie CBOS- prawie połowa Polaków uważa stosunki z Amerykanami za pozytywne. Warto wspomnieć o podpisaniu współpracy naukowo technicznej z Amerykanami. Dodatkowo w Waszyngtonie powołano Polska Izbę Handlową, która będzie miała za zadanie wzmacniać, utrwalać, rozwijać współpracę między oboma krajami, promując polskie firmy. Kancelaria Prezydencka informuje, że w rozmowie telefonicznej Donalda Trumpa i Andrzejem Dudą padły z ust tego pierwszego słowa, że „Polska jest liderem w swoim regionie”. Niewątpliwie plusem w relacjach USA-Polska jest zbudowana tarcza antyrakietowa. Dodatkowo prawdopodobnie zwiększy się liczba amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce. Polacy jednak ciągle liczą, że dobre relacje pociągną za sobą zniesienie wiz.
USA a KRLD
Od początku marszu na fotel prezydencki, relacje między Koreą Płn. A Stanami Zjednoczonymi były napięte. We wrześniu 2017 roku prezydent USA poszerzył sankcje wobec komunistycznej Korei w ramach programu nuklearnego. Na sesji zgromadzenia ONZ Trump powiedział jasno „Jeśli nie będziemy mieli innego wyboru zniszczymy Koreę”. Donald Trump podkreślał, że niedopuszczalnym jest wspieranie finansowe czy reżimu prowadzonego w Korei Płn. przez niektóre kraje. Dodał że nadszedł moment, by wszystkie państwa podjęły współpracę mającą na celu izolację reżimu, dopóki ten nie zaprzestanie wrogich działań.Z kolei Minister Spraw Zagranicznych Korei odpowiedział, że wojska koreańskie są w tym momencie w stanie zestrzelić każdy amerykański samolot, który zjawi się nad Półwyspem Koreańskim- nie bacząc na to, czy naruszył on przestrzeń powietrzną jego kraju. Trump nazwał Kima „Little rocket Man”, zaś ten drugi nie pozostał dłużny mówiąc o Trumpie „gangster”. Wiele mówiło się o demonstracji siły, atakach na jednych czy drugich, gry słownej było i jest co niemiara. Stany wiedzą, że każdy ich atak na Koreę nie pozostanie bez echa= to nie jest przeciwnik, który nie potrafi i nie ma czym straszyć. Gry wojenne trwały do momentu spotkania na szczycie Kim – Trump w bieżącym roku. Oczy całego świata z 11 na 12 czerwca były skierowane na Singapur, bo to tam doszło do wielkiego spotkania. Symboliczny uścisk dłoni i uśmiechnięty wódz Kim- top obrazki z pierwszego dnia szczytu. Obaj Panowie tuż przed zapowiadali, że maja nadzieję na zakopanie topora wojennego. Ponadto zapowiedziani starania o repatriację szczątków jeńców z czasu koreańskiej wojny w latach 1950-1953. „Świat zobaczy poważna zmianę” dodał Trump. Podsumowaniem spotkania jest podpisany dokument o „nieagresji”. Retoryka po spotkaniu w ustach Donalda Trumpa zmieniła się o 180 stopni. Jeden z twittów Trumpa:
„Wierzę, że Korea Płn. Ma olśniewający potencjał i pewnego dnia stanie się państwem wielkim gospodarczo i finansowo”.
Gospodarka USA za rządów Trumpa
Wielkie oszczędności po przejęciu władzy przez Donalda Trumpa wyglądają obiecująco. Przeciwnicy nie mogą mu wiele w tym względzie zarzucić i milczą w kwestiach gospodarczych. Giełda od wyborów poszła w górę o 12 %, zaś wzrost PKB już w pierwszym kwartale 2017 roku wzrósł o 3 %, co jest najwyższym wynikiem od kwietnia 2015r. Poprawiły się również nadal bardzo niekorzystne dla USA relacje obrotów w handlu zagranicznym. Eksport wzrósł o 19,8 mld dol. do 2,32 bln dol., a import o 11 mld dol. do 2,88 bln dol. Cały czas dziura jest więc gigantyczna – wynosiła w drugim kwartale 566,8 mld dol. w ujęciu rocznym. Przewaga importu nad eksportem utrzymuje się już od 35 lat, a ostatnią nadwyżkę miał Ronald Reagan w 1982 r. Bezrobocie w stanach jest najniższe od 17 lat- wynosi ok. 5 %. Spadek bezrobocia przełożył się na rosnące pensje. Nastąpił wzrost produkcji przemysłowej, a także zatrudnienie w tymże przemyśle. Według waszyngtońskiego „Think tanku” prezydent USA Donald Trump zrealizował w ciągu pierwszego roku pracy więcej zaleceń konserwatywnej Fundacji Heritage niż udało to się Ronaldowi Reaganowi. W ciągu 8 miesięcy rządów Trumpa przybyło 1,1 mln miejsc pracy. Po latach stagnacji i wielkich oczekiwań zaliczono wzrost w przemyśle wydobywczym. W Pensylwanii i Wirginii Zachodniej otwierane są nowe kopalnie. Ruszyła wstrzymywana dotąd przez 10 lat budowa ropociągów i gazociągów dostarczających paliw z Północnej Dakoty. Duże oszczędności przynosi niewątpliwie spadek liczby nielegalnych imigrantów, którzy korzystają z opieki społecznej. Trump nadal musi mierzyć z gigantycznym długiem USA, jakie pozostawił po sobie Obama który zadłużył Stany Zjednoczone w tempie ponad biliona dolarów rocznie. Najważniejszy indeks giełdy nowojorskiej, Dow Jones Industrial, obejmujący notowania 30 kluczowych przedsiębiorstw, przede wszystkim, o profilu produkcyjnym. Od początku kadencji Trumpa wzrósł o prawie 8 procent. Wskaźnik Nasdaq, obejmujący akcje przedsiębiorstw opartych o technologię IT – o ponad 12 proc., a wartość indeksu S&P 500, obejmującego akcję 500 dużych przedsiębiorstw działających w różnych sektorach gospodarki amerykańskiej wzrosła o prawie 6 proc. Niewątpliwie ta gałąź przemysłu jest obecnie największym sukcesem Donalda Trumpa. Nadal nierozstrzygnięte pozostają zapowiadane reformy służby ubezpieczeń zdrowotnych i reforma podatków. Wszelkie próby kończą się na porażce, bo zwalczają je demokraci, polityczny establishment obydwu partii i deep state.
USA a imigranci
Zamykanie granicy meksykańskiej i budowa murów, przez który nie prześlizgnie się żaden imigrant to działania prezydenta Stanów. Głowa państwa amerykańskiego jest zagorzałym przeciwnikiem Państwa Islamskiego. Nazwał ich brudnymi szczurami, z którymi należy stoczyć walkę. Wytacza wojnę gangom, mówi o salwadorskich gangsterach „ zwierzęta”, nie rozumie dlaczego jego kraj ma przyjmować imigrantów z „brudnych dziur”. Choć przyjmuje bardzo agresywna retorykę, to właśnie za to wielu Amerykanów go ceni. Każde przekroczenie granicy przez imigrantów traktowane jest jak przestępstwo. W ciągu ostatnich 6 tygodni funkcjonariusze straży granicznej zabrali rodzicom prawie 2 tys. dzieci. Republikańscy politycy twierdzą, że jest to konieczne, aby zmniejszyć napływ nielegalnych imigrantów. Przekonuje, że skala przestępstw min. w Niemczech wzrasta z powodu imigrantów. Wytoczył on im wojnę i konsekwentnie wykonuje swoje postulaty. W czasie przemówienia w Rijadzie nawołując do wygnania ekstermistów z ziem na Bliskim Wschodzie. Nazywa imigrantów z Haiti, Hondurasu i Afryki ludźmi z krajów z „zadupia”.
Trump – pierwsze dni jako nowy prezydent
Donald Trump został 20 I 2017 r. oficjalnie nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jako prezydent elekt tuż po wyborach wygłosił bardzo ciekawą mowę. Szokującym były pierwsze słowa o stanie amerykańskiego rządu, który nazwał skorumpowany i źle rządzony. „Nowym rządem będą kierowali obywatele.” Wspominał o milionach przeznaczonych na kampanię Hillary Clinton, którą finansowały media, wielkie korporacje. „My, obywatele odzyskaliśmy kontrolę nad amerykańskim rządem”. Przekonywał, iż obawia się tego, że ludzie, którzy tracą władzę oraz grupy wspierające ich będą robiły wszystko, by powstrzymać jego zamiary. Zdaniem Trump poprzednie rządy zniszczyły największe fabryki, a przybysze z Meksyku zabrały rodowitym Amerykanom pracę. „To inne mocarstwa odpowiedzialne są za okradzenie naszych obywateli i obdarły nasz kraj z pieniędzy, które trafiły do kieszenie ogromnych korporacji i do poszczególnych polityków”. Przekonywał, że nadeszła ostatnia szansa, by obronić własny kraj. Dodał, iż będzie to wolny i demokratyczny kraj. „Mamy dowody, które świadczą o tym, że Hillary Clinton maczała w tym, co się działo palce dla własnych i swoich wspólników interesów. Powinna zostać aresztowana”. Zapewnia, iż Hillary Clinton ma swoich wspólników w mass mediach, w dziennikarzy, którzy nie powinni się mieszać politykę. Ktokolwiek przeciwstawi się, zostanie nazwany seksistą, rasistą czy ksenofobem. „Będą kłamać ile trzeba będzie. Clintonowie to przestępcy. Ich fundacja to przykrywka dla ich kryminalnego życia. Wierzę, że nadchodzi dzień sądu, kwestia tylko , jak dojdzie do tego. Chcą pozbawić praw ludzi pracujących. Ich niemoralność jest nieograniczona. Było to bardzo pompatyczne przemówienie, pełne zarzuceń wobec przeciwników, wygłoszone przez Trumpa w taki sposób, by odbiorcy faktycznie widzieli w nim tego zbawcę. Z drugiej strony mówił o rzeczach, o których chyba żaden polityk na świecie nie wygłosił by na mównicy w swoim kraju. Jego słowa uderzały w największych tego świata. W wielkie korporacje, Clintonów, media. Podobne przemówienie wygłosił w John Kennedy. Dokładnie 55 lat przed wyżej przytoczonym przemówieniem Donalda Trumpa. J.F. Kennedy wspominał o spisku tajemniczej organizacji, który rozszerza swoją działalność. O systemie, maszynie, łączącej operacje militarne, wywiadowcze, naukowy czy polityczne. „Działają w ukryciu, a ich przeciwnicy są eliminowani”.
Trump i jego życie towarzyskie
Ojciec pięciorga dzieci, trzy razy żonaty, doczekał się ośmiorga wnucząt. W czasie kampanii oskarżany o napaści seksualne, sypianie z prostytutkami, seksista i rasista. Zarzuca mu się romans z jedna z gwiazd playboya, a ilość kochanek, o których mówi się w kontekście Donalda Trumpa jest zatrważająca. Seks skandal z gwiazdką porno na horyzoncie. Zarzuca mu się, że zapłacił już miliony kochankom za to, by milczały. Pierwsze kilka milionów dał mu ojciec na rozkręcenie biznesu. Kilkukrotny bankrut, który wspiął się na szczyt. Nazywany przez lewicowe media „notorycznym kłamcą, niecierpliwym i pyskatym politycznie prowokatorem, aroganckim celebro faszystą”.
Trudno jest ocenić jednoznacznie półtora roku rządów Donalda Trumpa. Na pewno na plus jest obudzenie sie amerykańskiej gospodarki po latach stagnacji oraz odbudowa amerykańskiej armii. Dobrym pomysłem jest chęć ograniczenia liczby uchodźców, jednak nie takimi środkami, jakie proponuje prezydent Stanów Zjednoczonych. Ogólną ocenę pozostawiam każdej i każdemu z Was.
Piotr Chmielewski