SPORT

Pyrrusowe zwycięstwa Reprezentacji Polski. Nie Ła(o)twe spotkania kadry Brzęczka

Ból oczy, zgrzytanie zębów, tętno ponad normę. To nie są efekty uboczne po przyjmowaniu leku przepisanego przez lekarza, a efekty po ostatnich meczach reprezentacji Polski, jakie za pewne towarzyszyły większości kibicom.

Austria – Polska 0:1

Do tego spotkania Polacy podchodzili z dystansem. Bo przed sobą starcie z mocną Austrią, której gracze reprezentują głównie ligę niemiecką i austriacki RB Salzburg. Mecz wyjazdowy, na trudnym terenie z najsilniejszym rywalem w grupie. Wielu z zamkniętymi oczami braliby remis, patrząc na ostatnie mecze Polski pod wodzą Jerzego Brzęczka. Kadra nie była jakkolwiek ukształtowana, panował bałagan, brak pomysłu i widzieliśmy niewykorzystany potencjał drużyny. Od pierwszych minut to Austriacy atakowali, jednak z mijającymi minutami ich opór spadał i mecz stawał się coraz bardziej wyrównany. Na plus należy wyróżnić w pierwszych kwadransach Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego. Po trzech kwadransach w Wiedniu widniał wynik bezbramkowy. Słabe spotkanie rozgrywał Arkadiusz Milik, który jak się okazało na pomeczowej ko0nferencji w ostatnich dniach zmagał się z gorączką. Dziwna decyzja ze strony Jerzego Brzęczka wywołało wystawienie w pierwszym składzie osłabionego Milika. Gra Milika ewidentnie udowadniała to, że nie był on chociaż w 50 % gotowy do gry z tak trudnym i wymagającym rywalem. Zdecydowanie od 60 minuty spotkania cos się zmieniło, mecz stał się otwarty, ofensywny, przyjemniejszy dla oka. Nasi kibice nerwowo spoglądali na zegar i ławkę rezerwową, wręcz błagalnym wzrokiem chcieli dać sygnał Brzęczkowi, by wpuścił on Piątka. Napastnik Milanu po godzinie gry zameldował się na murawie, a po ośmiu minutach Pistollero  celebrował bramkę wykonując już kultową cieszynkę strzałów z dwóch rewolwerów. Polacy wyszli na prowadzenie po główce Krzysztofa Piątka. Prowadzenia do ostatniej minuty nie oddali i wracali z tarcza, a nie na tarczy. Kibice ostrzyli sobie zęby na niedzielne starcie z Łotwą. Jak bardzo się zawiedli przekonali się w niedzielny wieczór.

Polska – Łotwa 2:0

Do tego spotkania na Stadionie Narodowym przystępowaliśmy z pewnym handicapem. Bo Narodowy, bo u siebie, bo ze słabą, najsłabszą ekipą w  grupie, gdzie w składzie rywali  grają piłkarze dobrze znani z polskiej ekstraklasy, a nawet z jej zaplecza. Kibice zastanawiali się nie czy wygramy, a iloma bramkami. Niestety pierwsze minuty pokazały, że mentalnie pozostaliśmy jeszcze w Austrii, bo po kilku minutach Łotwa oddała 6 strzałów przy 1 naszym. Fatalnie spisywał się wieczny rezerwowy Atalanty Arkadiusz Reca, Zieliński znów potykał się i grał zachowawczo, a Piątek i Lewy za bardzo chcieli sami wziąć ciężar gry na siebie.  Łotysze prezentowali się lepiej, zdominowali środek pola, co tylko świadczyć może o tragicznej formie Grzegorza Krychowiaka i zaginionego na 180 minut (słaby mecz z Austrią) Mateusza Klicha. Przerwa nie wpłynęła pozytywnie na naszą grę, bo wyglądaliśmy jakby nasi przebiegli maraton, a zamiast analizować rywala grali w FIFĘ na PS4. Kompletny brak pomysłu, zero zorganizowanych ataków, przygotowanych schematów, dominacji rywala. To Łotysze sami głębiej cofnęli się i to tylko pozwoliło strzelić z niczego bramkę. W 76 minucie obudził się Lewy, posyłając piłkę obok grającego świetny mecz bramkarza Arki Gdynia Pavelsa Steinborsa. Chwilę później na listę strzelców wpisał się Kamil Glik i to spotkanie wygraliśmy 2:0. Wymęczone zwycięstwo, bez jakichkolwiek choćby pozytywów na przyszłość. To, że awansujemy z tej grupy, wiedzieliśmy po samym losowaniu. Z taką grą odpadniemy z każdym rywalem, który znajdzie się na Euro. W tym momencie, z takim potencjałem marnujemy tak piękne pokolenie, określane mianem najlepszym od 30 lat. Wątpię, by przyszłość przyniosła lepszą grę, ponieważ bez dobrego dyrygenta. Na razie orkiestra gra zapamiętane utwory, lecz w końcu repertuar się skończy i znudzi odbiorcą, a lepszego jutra nie widać. Panie Brzęczek pora wziąć się do roboty.

 

 

Piotr Chmielewski

Piotr Chmielewski

Czołem! Nazywam się Piotr Chmielewski. Jestem dziennikarzem. W "CENTRUM" zajmuję się tematyką sportową.


error: Zawartość jest chroniona!!