PUBLICYSTYKA

#4: VIVE LA FRANCE, VIVE LA CULTUR: Mitterandomania nie zmieni tego, że Mitterand nie był najważniejszym prezydentem Francji. Manife pour tous vs in vitro dla wszystkich. Najważniejszy test Macrona.

Przywitanie

 

Aleksander Hall – jestem profesorem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

ALEKSANDER HALL
Creative Commons; autor: Artur Andrzej; data: 08.06.2015;

i

Marek Bielecki  – pełnię funkcję redaktora naczelnego portalu centrum-portal.pl.

Marek Bielecki
Zdjęcie ze zbiorów prywatnych autora

 

——————————————————————————————————

Ballada wprowadzająca w odcinek (intro)

YVES MONTAND „A PARIS”

 

[Yves Montand „A Paris” (Live). YouTube- wideo użytkownika karolina1l, zamieszczone 09.08.2009. Dostępny na YT na podstawie licencji udzielonej przez: SME (w imieniu wytwórni Jube Legends); ARESA, LatinAutor, BMG Rights Management, União Brasileira de Compositores, UNIAO BRASILEIRA DE EDITORAS DE MUSICA – UBEM, SODRAC i inne stowarzyszenia zajmujące się prawami do muzyki ]


 

Temat 1> Postać odcinka

 

Mitterandomania dziesięć lat po śmierci

Marek Bielecki: Witamy w czwartym odcinku Vive la France, vive la Cultur. Zaczynamy tradycyjnie od pierwszego odcinka. Nasz dzisiejszy bohater to, używając żargonu piłkarskiego, zdecydowana ekstraklasa, bo w 2006 roku, w dziesiątą rocznicę swojej śmierci został uznany za najważniejszego prezydenta w historii Francji. W tamtym badaniu Mitterand zyskał przychylność 35 proc. respondentów, natomiast Charles de Gaulle – 30. Kolejne lokaty uzyskał Giscard d’Estaing i Jacques Chirac. Czy to dla Pana jest zaskoczeniem? Tak jak dotychczas rozmawialiśmy w ramach naszego magazynu to raczej stawialiśmy na de Gaulle’a.

Aleksander Hall: Słusznie stawialiśmy na de Gaulle’a. Ja nie kwestionuję, że taki sondaż mógł być. Natomiast jest wiele, wiele innych sondaży – znacznie bardziej miarodajnych, które de Gaulle’owi dają nie tylko pierwsze miejsce wśród prezydentów Francji, ale w ogóle wśród francuskich postaci historycznych. Myślę, że jeden sondaż tego nie zmieni. Nota bene po śmierci Chiraca był jeden sondaż, który stawiał go na równi z de Gaullem. Moim zdaniem to był wyraz raczej chwilowych emocji związanych ze śmiercią polityka, który wielu Francuzom towarzyszył przez całe życie. Natomiast na pewno jeśli będą przeprowadzane następne sondaże, to pozycja Chiraca zostanie znacznie obniżona.

Wracając do Mitteranda – nie zmienia to faktu, że jest to ważna postać w historii Francji i w historii V Republiki. Do tej pory jest to jedyny prezydent Francji, który był prezydentem przez pełne dwie 7-letnie kadencje od 1981 do 1995 roku. Był pierwszym prezydentem V Republiki, który wywodził się z lewicy.

 

Akt pierwszy – prawicowe i katolickie fundamenty w dzieciństwie

Marek Bielecki: Zanim przejdziemy do jakże bogatej kariery Mitteranda powiedzmy słów parę o jego dzieciństwie, młodości, o rodzinie. W jakiej rodzinie dorastał przyszły prezydent? Jakie wartości wyniósł z domu?

Aleksander Hall: Urodził się w 1916 roku, prezydentem został mając mniej więcej 65 lat, po długiej już karierze politycznej. Mitterand urodził się w miejscowości Jarnac. To jest region Poitou. Jest to zresztą miejsce bitwy bodajże z 1568 roku, z czasów wojen religijnych. W batalii tej odznaczył się i zwyciężył późniejszy nasz król – Henryk Walezy – wówczas brat króla Francji. Mitterand wywodził się ze zdecydowanie katolickiej rodziny, rodziny, która zdecydowanie sytuowała się na prawicy. Po otrzymaniu starannego wychowania w szkołach katolickich, pojechał do Paryża na studia prawnicze i polityczne do Paryża. To są lata 30.

 

Akt drugi – zadeklarowany katolik i prawicowiec w politycznym ogniu

Marek Bielecki: Mitterand przed wojną był aktywnym działaczem skrajnie prawicowo- nacjonalistycznej Croix de Feu. Z francuskiego „Ognisty krzyż”.

Aleksander Hall: Niewątpliwie on sympatyzuje z prawicą. Nie jest oczywiste, bo Pan użył nazwę „skrajnie nacjonalistyczna organizacja Croix de Feu”.

Marek Bielecki: Tak

Aleksander Hall: Ja mam inny pogląd na Croix de Feu. Mapa skrajnej prawicy lat 30. jest skomplikowana. To ugrupowanie Croix de Feu, składające się głównie z kombatantów, na czele którego stał pułkownik de la Rocque, to nie skrajna prawica. Jest to prawica socjalna, odwołująca się do solidaryzmu społecznego, nauki społecznej Kościoła. W 1936 roku ugrupowanie to przekształciło się w Społeczną Partię Francji. Jest to niewątpliwie prawica.

Marek Bielecki: Można jeszcze dodać, że partia de la Rocque konkurowała z inną siłą prawicową – monarchistyczną Akcją Francuską.

Aleksander Hall: Zgadza się. Były też inne mniejsze ugrupowania w tym segmencie. Croix de Feu była silną partią polityczną. Nie ulega wątpliwości, że Mitterand jest zdecydowanym przeciwnikiem Frontu Ludowego.

Marek Bielecki: Dlaczego nasz bohater zdecydował się zaangażować w Croix de Feu?

Aleksander Hall: Myślę, że to był naturalny wynik jego wychowania, formacji wyniesionej z domu i z Kościoła. Człowiek o takich poglądach – katolik, wychowany w prawicowej rodzinie, miał pełne prawo sympatyzować z Croix de Feu. Jak powiadam, ta partia nie miała charakteru skrajnego. Przyprawiano im gębę. Poważni historycy, na czele z Rene Remondem, sytuują de la Rocque’a i Croix de Feu na pozycjach prawicowych, ale nie skrajnych. Nieprawdą jest, że Croix de Feu dążyła do wprowadzenia we Francji dyktatury. Natomiast Remond był takim specjalistą od francuskiej prawicy, napisał klasyczne dzieło „Prawice we Francji”.

 

Akt trzeci – młody Mitterand przeciwko laicyzacji Francji.

Marek Bielecki: Ciekaw jestem co młody Mitterand uważał o postępującej od początku XX wieku silnej laicyzacji Francji i walki z Kościołem katolickim, ale również z samym chrześcijaństwem.

Przypomnijmy naszym widzom w skrócie, aczkolwiek chronologicznie, jak to po kolei wyglądało. Od początku XX wieku trzy skrajnie lewicowe partie postawiły sobie za cel wyparcie chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej i batalię z Kościołem. Byli to: Oportunistyczni Republikanie [OR, Republicains moderes – przyp.red.] , Partia Radykalna [RRRS, Parti Radicale – przyp.red.] i Francuska Partia Socjalistyczna [PSF, Parti Socialiste Francaise] – nie mylić z tą istniejącą od pół wieku. Czwarta natomiast, można powiedzieć, że biernie się temu przyglądała. Tą czwartą siłą był centrowy Demokratyczny Sojusz Republikański [ARD/AD, Alliance Democratique]. Z tej drugiej wywodził się m.in. premier Emile Combes, o którym zaraz powiem. Z drugiej – wybitny polityk – wielokrotny premier i minister spraw zagranicznych, który wynegocjował dwa traktaty o niebagatelnym dla Europy znaczeniu. Tą postacią był Aristide Briand.

Jednak do rzeczy. Jest 1901 rok. III Republika, ustrój w którym prezydent może praktycznie wszystko. Od ponad dwudziestu lat prezydentem Francji jest skrajnie lewicowy polityk z Oportunistycznych Republikanów. Ciekawostką jest, że często dochodzi do kohabitacji – najczęściej premierami są politycy centrowi i centroprawicowi [a do 1877 roku nawet monarchiści czy orleaniści, a więc liberalna arystokracja]. Mimo tego, że prezydent jest skrajnie lewicowy, nie dochodzi do żadnych rewolucyjnych obyczajowo rozwiązań. Nie zmienia się to nawet, gdy różni ministrowie oświaty propagują laicyzację szkół. Następny rok jednak okaże się bardzo burzliwym. Przychodzi rok 1902. Na stanowisku premiera umiarkowanego republikanina Pierre Waldecka Rosseau zmienia Emile Combes. Dwa lata później, w Wielki Piątek, Combes nakazuje zdjąć krzyże z sal sądowych. W lipcu wypowiada konkordat. Rok później wprowadza radykalną ustawę o rozdziale Kościoła od państwa. Tysiące księży i sióstr zakonnych zostają siłą zmuszeni do opuszczenia kraju. Państwo przejęło wszystkie budynki sakralne. Na tym tle doszło do starć z ludnością katolicką, broniącą dostępu do świątyń na zasadzie „żywych murów”. Na tym jednak Combes nie poprzestał. Rozpoczął akcję inwigilującą oficerów wojska pod kątem ich religijności. Została ona nazwana „akcją fiszkową”, od karteczek, którymi oznaczeni byli Ci oficerowie, którzy uczęszczali na nabożeństwa. Od tej pory mieli oni utrudniony awans. Jak by tego było mało – rząd zamknął również 10 000 szkół katolickich. Laicyzacja we Francji stała się faktem.

Aleksander Hall: Ustawę rozdzielającą Kościół od państwa wprowadził już kolejny rząd [Maurice Rouviera z ARD – przyp.red], a posłem sprawozdawcą był Aristide Briand.

Marek Bielecki: Jaki stosunek do takiej polityki miał nasz bohater?

Aleksander Hall: Młody Mitterand politykę antykościelną, a myślę że trafniej jest powiedzieć – antykatolicką, oceniał krytycznie. To były radykalne rządy.

 

Akt czwarty- lewicowy pejzaż polityczny Francji lat 30. Do wyboru Front Ludowy, słabnąca Partia Radykalna, nowi socjaliści spod znaku SFIO i wraży komuniści

Marek Bielecki: W latach 30. większość wymienionych przeze mnie partii już nie odgrywają większej roli. Nastaje czas Frontu Ludowego czyli aliansu komunistów z socjalistami spod znaku Francuskiej Sekcji Międzynarodówki Robotniczej [SFIO, Section Francaise de l’ Internationale Ouvriere – przyp.red]. Nie trudno się domyśleć, że radykalizuje to lewicę jeszcze bardziej. Jak się domyślam – stosunek Frontu do tradycyjnych wartości, chrześcijaństwa i Kościoła nie zmienił się od tego, co przed chwilą przywołałem?

Aleksander Hall: Myślę, że zapał antyreligijny, jego szczyt to jest właśnie przełom XIX i XX wieku. W latach 30. oczywiście socjaliści w swojej większości dalej są bardzo niechętni Kościołowi katolickiego, ale to już nie stanowi specyfiki Frontu Ludowego. Front swój akcent położył na kwestie socjalne. Wzrost płac, a także kolejny tydzień płatnych urlopów. Ta reforma została zapamiętana bardzo dobrze. Rządy Frontu Ludowego na pewno ponoszą odpowiedzialność za pogorszenie ekonomiczne sytuacji Francji. No i jednak także za jej nieprzygotowanie do wojny, która się zbliżała. Oczywiście wtedy jeszcze nie było rzeczą pewną, że wojna nastąpi, ale polityka Hitlera, polityka łamania ustaleń traktatu wersalskiego była wyraźnie widoczna. Natomiast rządy Frontu Ludowego w czystej postaci dość szybko się załamały i przed samą wojną mieliśmy rządy oparte o zmieniające się większości parlamentarne [Rządziła na zmianę Partia Radykalna z SFIO, a premierem co chwilę zostawał Leon Blum z SFIO. Przez ostatnie dwa lata rządził polityk RRRS Edouard Daladier – przyp.red.]. Faktem jest jednak, że drogi Partii Radykalnej i komunistycznej zdecydowanie się już rozeszły. Trzeba pamiętać, że po wypowiedzeniu wojny i po zajęciu w 1939 roku przez partię komunistyczną stanowiska pacyfistycznego i proradzieckiego, komunistyczni deputowani zostali pozbawieni mandatu. Ugrupowanie praktycznie przeszło do podziemia. Jego ówczesny przywódca Maurice Thorez zdezerterował i uciekł do Związku Radzieckiego.

Marek Bielecki: Wracając na chwilę do Frontu Ludowego. Czy ten francuski był jakoś związany z hiszpańskim? A więc z tym, przeciwko któremu w lipcu 1936 roku w marokańskim garnizonie w Melilli, a chwilę później w całym Maroku, a następnie w kontynentalnej Hiszpanii, wystąpił 44-letni generał Francisco Franco. W gwoli ścisłości – rok wcześniej Franco był szefem sztabu generalnego armii hiszpańskiej, a na początku 1936 roku premier Manuel Azana, lider Frontu Ludowego, w obawie przed nielojalnością przesunął Franco na stanowisko komendanta na Wyspach Kanaryjskich.

Aleksander Hall: Myślę, że tu trzeba jednak dokonać dosyć istotnego rozróżnienia. Jednak Front Ludowy w Hiszpanii był znacznie bardziej radykalny niż ten francuski. Napięcie i stopień wrogości między lewicą i prawicą [CEDA, Hiszpańska Konfederacja Autonomicznej Prawicy, blok prawicowy – przyp.red] w Hiszpanii był nieporównywalnie większy niż ten we Francji.

 

Akt piąty – wojenne rozterki Mitteranda: raz Vichy, raz de Gaulle.

Marek Bielecki: Wybucha wojna, nasz bohater ma 24 lata. W wojenną zawieruchę wchodzi w ramach faszystowskiego Państwa Francuskiego Vichy, dopiero w 1944 roku przechodzi na stronę aliantów i Komitetu Wolnych Francuzów. Czyli ten pierwszy etap można uznać za hańbiący – oczywiście o ile Państwo Vichy uznamy za hańbiące.

Aleksander Hall: Nie, nie. Jak się Pan orientuje, Mitterand to nie jest mój ulubiony bohater, ale trzeba jednak sprostować. Nie można postawić znaku równości między Vichy a faszyzmem. A już z pewnością nie można postawić równości Petain = faszyzm. System Vichy był systemem autorytarnym o takim poszukiwaniu ideologii tradycjonalistyczno-narodowej, ale nie był systemem faszystowskim. Owszem, współpracował w pewnych dziedzinach z III Rzeszą, i na pewno w kilku dziedzinach ta współpraca posunęła się grubo za daleko. W szeroko rozumianym systemie Vichy byli także faszyści czy zwolennicy daleko idącej kolaboracji z Niemcami. Nota bene, na ogół wywodzili się oni z lewicy. Mam na myśli Jacquesa Doriota, działacza Francuskiej Partii Komunistycznej, który skończył jako zagorzały zwolennik współpracy z hitlerowskimi Niemcami [kierując Francuską Partią Ludową, demaskował wpływy proradzieckie we Francji i nawoływał do rozwiązania partii komunistycznej, oskarżając ją o zdradę, a w czasie wojny głosząc potrzebę walki z bolszewikami i wspierania III Rzeszy w opanowaniu całej Europy – przyp.red.] i Marcela Deauta – socjalisty, pacyfisty, autora tego sławnego artykułu „Czy warto umierać za Gdańsk?”. Więc ta układanka jest bardzo skomplikowana. Żeby było jasne – nie jestem zwolennikiem rządów Vichy. Moją sympatię budzą Ci, którzy opowiedzieli się za dalszą walką z Niemcami, z generałem de Gaullem na czele, ale powiedzenie „Vichy to faszyzm” jest to po prostu nieprawda.

Marek Bielecki: Czyli przyrównanie Vichy do faszyzmu to teza uproszczona?

Aleksander Hall: Nie tyle uproszczona, co po prostu nieprawdziwa.

Aleksander Hall: Wracając do Mitteranda. Trzeba pamiętać, że on zostaje powołany do wojska, walczy, dostaje się do niewoli. Próbuje z tej niewoli uciec, dostaje się do strefy nieokupowanej czyli do Vichy, dostaje pracę na posadzie rządowej – w komisariacie do spraw jeńców wojennych. Czyli działano na rzecz poprawy warunków i zwalniania jeńców wojennych przez Niemcy. Wtedy także dostaje taką odznakę – francisque, przyznawaną osobom zasłużonym dla Państwa Francuskiego. Zachowało się zdjęcie, na którym marszałek Petaine dekoruje Mitteranda francisque. Jednak Mitterand należał do licznej grupy, która jednocześnie pracowała dla Vichy, uznając autorytet Petaina, a jednocześnie byli głęboko antyniemieccy i coraz bardziej angażujących się w ruch oporu.

Marek Bielecki: Nie była to jakaś jedna sformalizowana organizacja, jak choćby niemiecka Schwarze Kapelle szefa Abwehry, admirała Wilhelma Canarisa?

Aleksander Hall: Nie. We Francji istniało kilka siatek konspiracyjnych. Ja myślę, że Mitterand tak naprawdę do końca swoich dni zachował sentyment dla Petaina. To nie był przypadek, że w rocznicę śmierci lub urodzin marszałka, na wyspie Ile d’Yeu, gdzie jest jego grób, w imieniu prezydenta składano wieniec. To nie działo się przypadkowo. Świadczyło to o sentymencie, jaki miał do marszałka. Z całą pewnością nie przestał być antyniemiecki.

Marek Bielecki: W takim razie jak na działalność Mitteranda reagował de Gaulle.

Aleksander Hall: De Gaulle, który przyjął go w Algierze w 1943 lub 1944 roku, już w tamtym czasie miał niedobrą opinię o bohaterze naszego odcinka. Zresztą działający w ruchu oporu siostrzeniec de Gaulle’a przestrzegał generała przed Mitterandem.

Marek Bielecki: Z czego wynikała ta zła opinia?

Aleksander Hall: Być może z rywalizacji. Historia francuskiego ruchu oporu to jest także historia konfliktów, także zdrad. Być może chodziło o charakterystykę postaci. Mitterand był zręcznym taktykiem, był na pewno postacią nietuzinkową, ale de Gaulle uważał go za awanturnika. Pewne elementy z życiorysu Mitteranda potwierdzają tę tezę. W roku 1958 była taka sławna sprawa zamachu koło Obserwatorium astronomicznego, w okolicy Senatu czyli w Dzielnicy Łacińskiej. Ofiarą zamachu miał paść Mitterand. Wszystko wskazuje na to, że była to inscenizacja, która miała zwrócić uwagę na tego polityka – tak, żeby znowu pojawił się w centrum zainteresowania. Niewiele brakowało i Mitterand straciłby immunitet i jego kariera znalazłaby się w wielkim impasie. I tak zresztą ta sprawa bardzo zaszkodziła Mitterandowi. Przez długi czas kpiono z niego.

 

Akt szósty. Pierwszy paradoks Mitteranda – rok 1945 – kończy się wojna i kończy się katolicki i prawicowy Mitterand. Od tej pory jego droga wiedzie poprzez centrolewicę do lewicy.

Marek Bielecki: Koniec wojny oznaczał całkowitą zmianę poglądów politycznych u naszego bohatera. Z czego to wynikało? Skąd się to wzięło? Jest to bardzo zaskakująca wolta, którą trudno zrozumieć.

Aleksander Hall: Myślę, że to jest jakaś tajemnica duszy Mitteranda. Nie czuję się kompetentny odpowiedzieć. Na pewno jednak nie był to jakiś jednorazowy akt. Wydaje mi się, że Mitterand w trakcie wojny tracił wiarę katolicką. Ruch oporu, który w znacznej mierze składał się z lewicy, skłaniał go do rewizji postaw przedwojennych. Ale co jest charakterystyczne. W 1944 lub 1945 roku wziął ślub z Danielle Gouze-Renal, później Mitterand. Ona była osobą o bardzo lewicowych poglądach. To też mogło mieć wpływ na zmianę poglądów przyszłego prezydenta.

Aleksander Hall: Trzeba też pamiętać, że w IV Republice, gdy robił karierę polityczną w wielu rządach, to nie był jeszcze zadeklarowany człowiek lewicy. Przez długi czas był deputowany z ramienia niewielkiego ugrupowania, ale ze względu na rozdrobnienie partyjne, niezbędnego do tworzenia koalicji rządowych. To była Demokratyczna i Socjalistyczna Unia Ruchu Oporu [UDSR – Union démocratique et socialiste de la Résistance ]. Partia de facto zbudowana na płaszczyźnie kombatanckiej – dawni kombatanci. Była umiejscowiona na centrolewicowych pozycjach. Dodajmy też, że cechował ją silny antykomunizm. Znowu kolejny paradoks Mitteranda, który przecież został prezydentem właśnie dzięki sojuszowi z partią komunistyczną.

 

Akt siódmy. Drugi paradoks Mitterandajest politykiem lewicowej, antykomunistycznej partii. IV Republika: między rosnącą popularnością a oskarżeniami o zbrodnie wojenne z jednej i antykolonializmem – z drugiej strony

Marek Bielecki: W IV Republice Mitterand był ministrem spraw wewnętrznych, a później – ministrem sprawiedliwości. Z czasów sprawowania tego drugiego urzędu zachowały się oskarżenia o popełnienie przez niego zbrodni wojennych w Algierii

Aleksander Hall: To kompletne nieporozumienie. On jako minister sprawiedliwości opiniował wyroki śmierci. Prezydent zaś korzystał z prawa łaski. Stanowisko ministra sprawiedliwości było ważne. Mitterand był zwolennikiem surowego karania – dziś powiemy bojowników o niepodległość Algierii, wtedy – terrorystów, którzy podkładali bomby i zabijali ludzi tylko za to, że byli Europejczykami. Bo między innymi taką taktykę prowadził Algierski Front Wyzwolenia Narodowego.

Marek Bielecki: A jaki był stosunek Mitteranda do kolonializmu?

Aleksander Hall: Myślę, że trzeba oddzielić dwie rzeczy – Algierię od świadomości, że rozpoczęła się dekolonizacja. W pierwszej sprawie nie ulega wątpliwości, że on jest zwolennikiem Algierii francuskiej. W drugiej – wiedział, że Francja będzie musiała przyznawać takim państwom jak Maroko, Tunezja czy wycofać się z Indochin. Był bowiem ministrem w rządzie Pierre’a Mendes France, który wycofał wojska z Półwyspu Indochińskiego. Mitterand jako minister Mendesa – tą politykę aprobował.

Marek Bielecki: Algieria nie była francuską kolonią?

Aleksander Hall: Algieria, ze względu na status – to były departamenty francuskie, ze względu na duży odsetek ludności francuskiej, była zupełnie inaczej traktowana przez bardzo wielu lewicowych polityków. Oni zdecydowanie opowiadali się za Algierią francuską. Do 1957 roku, bo wtedy odchodzi bodajże z rządu Guy Molleta, Mitterand domaga się utrzymania Algierii przy Francji i surowej polityki wobec algierskich terrorystów. Mitterand rekomenduje wykonywanie wyroków śmierci.

 

Akt ósmy. Trzeci i czwarty paradoks Mitterandaprzystępuje do Partii Socjalistycznej i z miejsca staje się jej I sekretarzem. Współpracuje z komunistami, mając skrajnie inną wizje polityki zagranicznej. Mitterand – budowniczy potęgi socjalistów i fundamentów pod prezydenturę (1964-1981)

Marek Bielecki: Zamach miał miejsce w 1959 roku. Jak więc od pewnej kompromitacji nasz bohater przeszedł do zjednoczenia lewicy i wzięcia szturmem Pałacu Elizejskiego? Zapisał się do SFIO i przekształcił ją w Partię Socjalistyczną – czołowe do dziś francuskie ugrupowanie?

Aleksander Hall: Nie. On nigdy nie był w SFIO. UDSR zamienił w równie małą partię o nazwie Konwent Instytucji Republikańskich [Convention des institutions républicaines, CIR ] czyli takie ugrupowanie gabinetowe. Natomiast Partia Socjalistyczna została założona w 1969 roku na zjeździe Alfortiville, poprzez połączenie SFIO z mniejszymi organizacjami lewicowymi. W 1971 roku wszystko się zmienia. Wówczas na zjeździe socjalistów Epinay sur Seine [północne przedmieścia Paryża nad Sekwaną, w departamencie Sekwana Saint Denis, region ile de France] Mitterand wstępuje do Partii Socjalistycznej, z miejsca zostając jej szefem.

Marek Bielecki: Od tego momentu, od 1971 roku, możemy mówić o w pełni lewicowym Mitterandzie?

Aleksander Hall: Nie. Mitterand w V Republice jest kategorycznym przeciwnikiem de Gaulle’a i również ustroju V Republice. On należy do deputowanych, którzy głosowali przeciw inwestyturze de Gaulle’a w 1958 roku. A w1964 roku napisał taki pamflet polityczny „permanentny zamach stanu”. Tak nazywał ustrój V Republiki. Wszyscy uznają, że Mitterand był bardzo zręcznym taktykiem politycznym i człowiekiem, który chce władzy najwyższej. Gdzieś koło 1964 roku zdaje sobie sprawę, że może ten cel osiągnąć tylko poprzez zjednoczenie lewicy. I w wyborach z 1965 roku wytwarza się taka sytuacja, że po raz pierwszy dochodzi do sojuszu socjalistów, którzy opowiadali się za systemem kapitalistycznym i przynależnością Francji do Zachodu, z partią absolutnie podporządkowaną Moskwie czyli partią komunistyczną. Komuniści wówczas mogli liczyć na więcej głosów niż wszyscy socjaliści razem. Ten sojusz zapewnił Mitterandowi przejście do II tury, w której jednak wyraźnie przegrał z de Gaullem [ 55 % – 45% ]. To jednak dawało mu bardzo mocną pozycję. On staje wówczas na czele federacji łączących różne partie lewicy niekomunistycznej – FEDERACJI DEMOKRATÓW i SOCJALISTYCZNEJ LEWICY. Jego strategicznym celem jest współpraca wyborcza z komunistami. W wyborach parlamentarnych w jednomandatowych okręgach wyborczych w 1967 roku, po raz pierwszy w V Republice, kandydaci lewicy ustępują sobie miejsca, żeby wybór padł na tego, który ma największe szanse. Elektorat komunistyczny jest zdyscyplinowany i swoje głosy przekazuje głównie socjalistom. Natomiast socjaliści mniej chętnie komunistom. Tym niemniej w 1967 roku większość złożona z gaullistów i Niezależnych Republikanów Giscarda d’Estaign ma tylko jeden mandat przewagi nad całą opozycją czyli nad centrystami i lewicą. Mitterand jest bardzo dobrze usytuowany do walki o przywództwo całej lewicy. Zaszkodziło mu jednak stanowisko, które zajął w maju 1968 roku. Był już bowiem pewny odejścia de Gaulle. 30 maja generał rozwiązał Zgromadzenie Narodowe i w ostrym przemówieniu odniósł się do komunistów. Na kilka dni przed Mitterand zwołał konferencję prasową, na której stwierdził, że władzy już nie ma i że powinien powstać rząd pod przywództwem Pierre’a Mendes France’a, a sam Mitterand powinien zostać kandydatem na prezydenta. Jaki był efekt? W wyborach w 1968 roku lewica dostaje wielkie lanie, a gaulliści górują, a skompromitowany Mitterand nie był kandydatem na prezydenta w 1969 roku.

Marek Bielecki: Zatem znowu się skompromitował. Jak to się stało, że w 1968 był na aucie, a sześć lat później miał odbudowaną pozycję i stanął w szranki z Giscardem?

Aleksander Hall: Czas. Polityk czasami musi pogodzić się z dekoniunkturą i wrócić. Wrócił w 1971 roku na zjeździe w Epinay. Został I sekretarzem Partii Socjalistycznej. Bardzo szybko podjął decyzję o wytworzeniu tak zwanego „wspólnego programu” z komunistami i radykałami. Od tej pory lewica już nie tylko będzie miała współprace wyborczą, ale też programową. „Wspólny program” to bardzo lewicowe postulaty: wielkie podwyżki płac, nacjonalizacje całych grup przemysłowych, instytucji finansowych. Natomiast program ten był niespójny w kwestiach polityki zagranicznej. Są tacy, którzy twierdzą, że Mitterand w ogóle nie miał stałych poglądów. Jednak jeśli je miał to na pewno był zwolennikiem integracji europejskiej i uważał ZSRR za przeciwnika. Był więc zwolennikiem jedności świata zachodniego. W przeciwieństwie do komunistów. Więc była to kwadratura koła. Tym niemniej Mitterand później ten program realizował.

Marek Bielecki: Czy zjednoczona lewica dotrwała do wyborów w 1981 roku?

Aleksander Hall: Wkrótce stosunki między Francuską Partią Komunistyczną a socjalistami się pogorszyły. W 1977 roku, wskutek chęci przelicytowywania programu przez komunistów, rozpadł się „Wspólny program”. Czyli współpraca wróciła na pozycje czysto wyborcze, choć nawet te wkrótce zostały przekreślone. Mimo to niewiele niewiele brakło do tego, żeby pokonać gaullistów w 1978 roku.

 

Akt dziewiąty. Piąty paradoks – rozpada się „wspólny program” z komunistami, 1981- Mitterand przegrywa w pierwszej turze, ale w drugiej – zwycięża.

Marek Bielecki: Jest połowa marca 1981 roku. Nad Sekwaną rozpoczyna się kampania prezydencka. 55-letniego Giscarda miejsca w Pałacu Elizejskim pozbawić chce kilku kandydatów. Oprócz bohatera naszego odcinka w tym gronie jest były współpracownik i premier Jacques Chirac, kandydat komunistów Georges Marchais czy Brice Lalonde z Ruchu Ekologii Politycznej. Mitterand dwukrotnie odpadał w prezydenckich elekcjach. Tutaj w pierwszej turze okazuje się również przegranym, choć dostaje szansę w dogrywce. I w tym momencie jest już bezbłędny. Szczęście uśmiecha się do socjalisty, który odprawia z kwitkiem urzędującego prezydenta.

Aleksander Hall: Jak Pan zauważył Francuska Partia Komunistyczna wystawiła własnego kandydata. Myślę, że to była kalkulacja wyborcza. Komuniści na tym sojuszu tracili, a Partia Socjalistyczna wzmacniała swoją pozycję. Oczywiście na utratę, spadek notowań komunistów pod koniec lat 70. ma także wpływ zmiana obrazu Związku Radzieckiego we Francji, także wśród lewicy. Tutaj duży wpływ na taki stan rzeczy miało wydanie „Archipelagu Gułag” Aleksandra Sołżenicyna. Francuzi rzucili się do czytania, znienawidzając Związek Radziecki. Dziwnie się historia układa, bo przecież wiadomo, że największe zbrodnie tego systemu były popełnione przed 1956 rokiem. Kto chciał mógł o tym wiedzieć. Jednak w epoce stalinizmu duża część elity intelektualnej Francji była po prostu zaślepiona. W drugiej połowie lat 80. to jest już inne spojrzenie. Obraz ZSRR ulega negatywnej zmianie i to wpływa również na poparcie Francuskiej Partii Komunistycznej. Główne cztery partie polityczne wystawiają swoich kandydatów. Giscarda popiera koalicja partii centroprawicowych, która się nazywa UDF- Unia na rzecz Demokracji Francuskiej [Union pour la démocratie française- przyp.red]. Neogaullistowskie Zgromadzenie na rzecz Republiki – RPR [Rassemblement pour la Republique] popiera kandydaturę swojego szefa czyli Jacquesa Chiraca. Komuniści mają swojego kandydata czyli I sekretarza Georgesa Marchaisa. No i wreszcie Partia Socjalistyczna wystawia swojego I sekretarza, który w społeczeństwie francuskim ma gorsze notowania niż jego młodszy konkurent i taki drugi lider czyli Michel Rocard, późniejszy premier. Mitterand jednak zapanował nad aktywem partyjnym.

Marek Bielecki: Wyniki I tury były następujące: Giscard d’Estaign – 28,32 %, Francois Mitterand – 25,85%, Jacques Chirac – 18%, Georges Marchais – 15,35%. Zanim powiemy o drugiej turze, o finale przybliżmy naszym czytelnikom podstawowe różnice między kandydatami.

Aleksander Hall: Program Giscarda jest programem kontynuacji. Trzeba powiedzieć, że to, co mu bardzo szkodzi jest nienajlepsza sytuacja gospodarcza Francji. Ona jest pochodną w ogóle sytuacji gospodarek zachodnich. Kryzys ten zaczął się w 1974 roku po wojnie Jom Kippur. Wtedy nastąpiły bardzo znaczące podwyżki cen ropy naftowej. Wówczas na czele francuskiego rządu stoi poważny ekonomista, były dyrektor Krajowej Fundacji Nauk Politycznych [FNSP- Fondation Nationale des Sciences Politiques] – profesor Raymond Barre. W fotelu premiera zastąpił w 1976 roku Jacquesa Chiraca. Premier Barre prowadzi bardzo oszczędnościową, antyinflacyjną politykę. Jest to polityka, która nie jest lubiana, bo powoduje ograniczenie dochodów. Giscardowi nie służą więc wyolbrzymiane afery, które dotykają obozu rządzącego. Jedną z nich była „afera diamentów Bokassy” [Cesarz Cesarstwa Środkowoafrykańskiego Jean Bedel Bokassa I prowadząc profrancuską politykę zgodził się na wydobywanie przez Francuzów rud uranu, potrzebnych im do programu nuklearnego, a w zamian za to otrzymał od Paryża wsparcie finansowe i militarne – przyp.red].

Marek Bielecki: A Mitterand?

Aleksander Hall: Mitterand to jest program tzw. „110 propozycji dla Francji”. Przede wszystkim to są podwyżki płac, podwyżka najniższej gwarantowanej pensji, obietnice nacjonalizacji dużych grup przemysłowych i instytucji finansowych. Jest to po prostu bardzo kosztowny program.

Marek Bielecki: Jaka różnica między programem socjalistów a komunistów?

Aleksander Hall: Komuniści się jeszcze bardziej licytują.

Marek Bielecki: A Chirac?

Aleksander Hall: Z dzisiejszej perspektywy myślę, że głównym powodem przegranej Giscarda jest to, że duża część elektoratu, która poparła Chiraca – nie udzieliła poparcia urzędującemu prezydentowi w drugiej turze. Są co najmniej podstawy, aby przypuszczać, że de facto Chirac chciał porażki Giscarda w tych wyborach, aby uwolnić się od konkurenta na prawicy.

Marek Bielecki: To są personalia. Jaka była jednak główna różnica między programem partii centrowej czyli UDF Giscarda a RPR Chiraca?

Aleksander Hall: Więc to jest właśnie problem. Dlatego, że cechą Chiraca było to, że on jednak dosyć wyraźnie zmieniał poglądy w dosyć strategicznych sprawach. Poza personaliami i przekonaniem, że władza powinna wrócić do partii gaullistowskiej oraz że prezydentura Giscarda jest zbyt mało przywódcza, trudno mi wskazać inne różnice.

Marek Bielecki: Dlaczego znaczna część wyborców Chiraca nie przerzuciło swoich głosów na Giscarda?

Aleksander Hall: Trzeba pamiętać, że duża część elektoratu katolickiego była zawiedziona tym, że jego rząd w 1975 roku wprowadził prawo dopuszczające aborcję. Była to tak zwana ustawa Veil, a sam precedens dobrowolnego przerywania ciąży do 10 tygodnia życia został nazwany IVG (interruption volontaire de la grossesse ). Przypomnijmy, że została ona przyjęta głosami lewicy i centrystów, bo przeciw tej ustawie zagłosowała większość deputowanych prawicy. Katoliccy wyborcy zapamiętali to Giscardowi. Głosowanie katolików miało wtedy większy ciężar niż ma obecnie. Wtedy więcej ludzi określało swoją tożsamość polityczną w oparciu o religię.

Marek Bielecki: Rozumiem, że w kwestii polityki zagranicznej, oprócz komunistów, wszyscy mieli zbliżone poglądy – a więc polityka transatlantycka, antysowiecka oraz daleko posunięta integracja europejska – wbrew temu, o co zawsze walczył de Gaulle?

Aleksander Hall: A więc tak. Stanowisko Giscarda to było stanowisko prointegracyjne, z zachowaniem pozycji państw narodowych. On rozpoczął regularne spotkania państw i przywódców wspólnot europejskich. Dziś to się nazywa Radą Europejską. Moim zdaniem dziś ta instytucja odgrywa w Unii najważniejszą rolę.

Stanowisko Chiraca w tej sprawie było niewyraźne. Jeszcze w 1979 roku, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, był on zwolennikiem obrony suwerenności Francji przed ingerencją ze strony instytucji europejskich. Ponadto był zaciekle antyradziecki.

Marek Bielecki: Czyli Europa Ojczyzn.

Aleksander Hall: To jest uproszczenie. Poza tym de Gaulle nigdy nie mówił o „Europie Ojczyzn”, a o „Europie państw”.

Marek Bielecki: Mniemam, że komuniści byli przeciwko integracji?

Aleksander Hall: Tak. Komuniści byli przeciwko integracji i przeciwko NATO.

Natomiast Mitterand, obok Chiraca, był najbardziej antyradzieckim kandydatem. Był również zdecydowanym zwolennikiem daleko idącej integracji europejskiej.

Marek Bielecki: Komu Mitterand zawdzięczał swój sukces?

Aleksander Hall: Mitterand wygrał głównie dzięki głosom wyborców komunistycznych.

Marek Bielecki: Jak przed drugą turą zachował się sam Chirac?

Aleksander Hall: Ogłosił, że z powodów osobistych zagłosuje na Giscarda. Jednak nie był to żaden apel do swoich wyborców. Ponadto odmówił występu na wiecu kończącym kampanię Giscarda. Można więc wnioskować, że życzył przegranej Giscardowi.

 

Akt dziesiąty – zatopienie okrętu Greenpeace’u nie szkodzi prezydentowi

Marek Bielecki: Rządy Mitteranda trwały aż 14 lat, ponieważ były to dwie 7-letnie kadencje. Zacznijmy może od rzeczy najbardziej problematycznej międzynarodowo dla nowego prezydenta. Rok 1985. Francuski wywiad DGSE czyli Dyrekcja Generalna Bezpieczeństwa Zewnętrznego [Direction Générale de la Sécurité Extérieure – w 1982 roku zastąpiła SDECE- Służbę Dokumentacji Zagranicznej i Kontrwywiadu – Service de Documentation Exterieure et de Contre-espionnage – przyp.red.] w nowozelandzkim porcie Auckland zatopił okręt Greenpeace „Rainbow warrior”. Powodem miało być to, że załoga statku chciała przeszkodzić kontynuowaniu francuskiego programu nuklearnego w atolu Mururoa na południowym Pacyfiku. Francuskie władze początkowo zaprzeczały doniesieniom, jednak pod wpływem nacisków międzynarodowych premier Laurent Fabius przyznał, że francuskie służby specjalne zatopiły okręt. Powstał kryzys w relacjach między Francją a Nową Zelandią. Jak bardzo zatopienie „Rainbow warrior” zaciążyło na ocenie prezydentury Mitteranda?

Aleksander Hall: Mitterand rzeczywiście wydał te rozkazy. Potem nastąpiły dymisje. Francuscy agenci zakładali, że nikogo nie ma na jednostce Greenpeacu. Okazało się, że był jeden człowiek – bodaj holenderski fotograf. Nowozelandczycy złapali przynajmniej niektórych uczestników akcji. W niej brał udział również brat ważnego socjalistycznego polityka-kobiety – brat Segolene Royal. Konsekwencją była dymisja ministra obrony – bardzo związanego z Mitterandem – Charlesa Hernu. Nie dowiemy się czy prezydent wiedział czy nie wiedział o tej akcji. Często w tego typu sytuacjach informacja jednak dociera na wysoki szczebel.

Marek Bielecki: Nie zaciążyło to jednak na popularności głowy państwa?

Aleksander Hall: Nie.

Marek Bielecki: Drugą kadencję Mitterand uzyskał, więc z pewnością tamta akcja nie spowodowała znaczącego spadku poparcia dla tego polityka.

Aleksander Hall: Może wrócilibyśmy do czegoś wcześniejszego.

Marek Bielecki: Bardzo proszę.

 

Akt jedenasty – pierwsze lata rządów lewicy czyli gospodarcza utopia w rządzie Pierre’a Mauroya: nacjonalizacja, „solidarnościowy podatek”, ogromne wydatki socjalne. Co u rywali? Pod wpływem Reagana i Thatcher neogaulliści porzucają socjalny program na rzecz liberalizmu gospodarczego.

Marek Bielecki: Zanim o Mitterandzie i socjalistach – słowo o sytuacji w RPR. Neogaulliści byli pod dużym wrażeniem neokonserwatyzmu w wykonaniu Margaret Thatcher i Ronalda Reagana. Na kongresie w 1983 roku porzucili gaullistowski interwencjonalizm i postawienie na socjal na rzecz liberalizmu gospodarczego.

Marek Bielecki: To tak dosłownie tytułem wstępu. Teraz wracamy już do powyborczego krajobrazu we Francji roku 1981.

Aleksander Hall: Na fali pierwszego zwycięstwa Mitteranda i po rozwiązaniu wkrótce po tym Zgromadzenia Narodowego, w przyśpieszonych wyborach parlamentarnych wygrywa lewica [lewicowy blok PREZYDENCKA WIĘKSZOŚĆ – złożony z PS, komunistów i związku mniejszych ugrupowań otrzymuje prawie 57 proc. głosów, co przekłada się na 333 miejsca w Senacie i w Zgromadzeniu. Natomiast blok prawicowy UNIA NA RZECZ NOWEJ WIĘKSZOŚCI złożony z RPR pod przywództwem Chiraca, UDF na czele z Jeanem Lecanuetem i związku małych konserwatywnych partii zdobywając 43 proc. uzyskał 158 miejsc w parlamencie. Pozostałe ugrupowania, w tym istniejący od dziewięciu lat Front Narodowy nie dostały się do parlamentu – przyp.red]. Mitterand zaprasza do rządu komunistów, którzy otrzymali drugorzędne resorty. To współrządzenie z socjalistami dla Francuskiej Partii Komunistycznej okaże się obciążające. Nie będą mogli więcej licytować, będąc w rządzie.

Marek Bielecki: Pierwszy okres rządów lewicy w V Republice, dodatkowo w sytuacji gdy mają prezydenta ze swojego obozu, przypada na czas , kiedy premierem był Pierre Mauroy. Tak jak Pan wspomniał – jest to czas rządowej koalicji socjalistów z komunistami. Jaki to czas dla Francji?

Aleksander Hall: Reformy polegające na dużych wydatkach socjalnych, podwyżkach pensji i nacjonalizacjach są bardzo kosztowne i bardzo szybko uderzają w społeczeństwo. Zwiększa się bezrobocie, a przypomnijmy, że jednym z celów lewicy była jego redukcja. Narasta niezadowolenie i Mitterand staje się osobą niepopularną.

Marek Bielecki: Od siebie dodam też to, że właśnie w tym okresie rząd wprowadził „solidarnościowy podatek” od majątku powyżej 800 tysięcy euro.

 

Akt dwunasty – ekonomiczne otrzeźwienie Mitteranda – premier Fabius. Na fali imigracyjnego zagrożenia Front Narodowy zyskuje popularność i wchodzi do parlamentu. Pierwsza kohabitacja V Republiki

Aleksander Hall: W roku 1984 premierem zostaje Laurent Fabius. Mitterand de facto zmienia politykę ekonomiczną na taką bardziej realistyczną. A więc oszczędności, pilnowanie budżetu. Oczywiście wywołuje to niezadowolenie w części jego politycznej bazy. Jest pewne, że wybory w 1986 roku wygra prawica, która idzie zjednoczona. Poza tym , głównie na bazie niebezpieczeństwa imigracji z Magrebu i w ogóle całej północnej Afryki oraz widocznego wzrostu przestępczości, zaistniał Front Narodowy. On do tych wyborów poszedł osobno.

Marek Bielecki: Skoro wygrała prawica (blok UNIA RPR-UDF – 290 mandatów, wobec 248 PREZYDENCKIEJ WIĘKSZOŚCI i FRANCUSKIEJ PARTII KOMUNISTYCZNEJ i 35 narodowców), to lewicowy prezydent musiał się zgodzić na prawicowego premiera.

Aleksander Hall: Na uwagę zasługuje fakt, że po raz pierwszy w V Republice następuje kohabitacja. Po raz pierwszy lewica współrządzi z prawicą. Mitterand godzi się, żeby premierem został Chirac. Neogaulliści dostali więcej głosów niż ich stały partner z bloku – czyli UDF. Prezydent liczy na to, że ten rząd będzie się zużywał. Mitterand w tych latach 1986-88 zaczyna odrabiać straty w opinii publicznej.

Marek Bielecki: Jakimi działaniami mógł poszczycić się rząd Chiraca?

Aleksander Hall: Początkowo energicznie przeprowadzał reformy

i niektóre z nich cieszyły się dużą popularnością, bo odwrócono deprywatyzację. Ponadto zniesiono wspomniany „solidarnościowy podatek” od najbogatszych.

Marek Bielecki: Zaś minister spraw wewnętrznych Charles Pasqua starał się ograniczać napływ imigracji z krajów arabskich.

Marek Bielecki: W pewnym momencie jednak coś musiało pójść nie tak..

Aleksander Hall: No właśnie. W pewnym momencie rząd jednak natrafia na opór. Dotyczył on reformy edukacji czyli tak zwanego Planu Devaqueta [od Alaina Devaqueta – wiceministra oświaty. Jego reforma szkolnictwa wyższego zakładała bardziej selektywne przyjmowanie studentów oraz wprowadzenia pobierania opłat – przyp.red.]. Reforma była sensowna i potrzebna, ale wywołała masowe protesty w grudniu 1986 roku. Mitterand poparł te protesty. Dodatkowo jeszcze w rozruchach zginął młody człowiek, student poturbowany przez policję. Był to pochodzący z Algierii Malik Oussekin. Pojawiły się akcje solidaryzowania się z ofiarą. Dodatkowo Mitterand poszedł odwiedzić rodzinę tego zabitego młodego człowieka. Chirac przestraszył się i do wyborów prezydenckich w 1988 roku już żadnych większych działań reformatorskich nie prowadził. To zresztą już później będzie dość charakterystyczne dla jego prezydentury.

 

Akt trzynasty – 1988 – Mitterand znowu górą. Chirac rezygnuje z premierowania i otrzymuje kolejne ciosy – tym razem od kolegów z partii. Były MSW Charles Pasqua i były wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego Philippe Seguin zarzucają Chiracowi odejście od idei gaullistowskich.

Marek Bielecki: Również dosłownie tytułem wstępu warto nadmienić, że pożegnanie się z fotelem premiera i przegrana w wyborach prezydenckich to nie jedyne kłopoty Chiraca z tamtego okresu. W RPR tworzy się prawicowa opozycja antychiracowska w postaci do niedawna ministra spraw wewnętrznych Charlesa Pasqy oraz ekswiceprzewodniczącego parlamentu – Philipe Seguina. Panowie zarzucają Chiracowi odejście od zasad gaullizmu. W 1992 roku ten konflikt rozszerzy się o stosunek do Traktatu z Maastricht. To była jednak krótka dygresja. Wracamy do tematu.

Marek Bielecki: W pierwszej turze wyborów prezydenckich Mitterand uzyskuje34 proc., Chirac prawie 20, były premier Raymond Barre z UDF – 16,5 proc.. Na uwagę zasługuje bardzo dobry wynik Jeana Marie Le Pen szefa Frontu Narodowego. Zdobył bowiem 14,4 proc. głosów. Wybory w 1981 roku były ostatnimi, w których kandydat Francuskiej Partii Komunistycznej uzyskał dwucyfrowe poparcie. Od 1988 ich poparcie nie przekroczyło już 8 procent, a co więcej – systematycznie spadało. Pod koniec lat 80.Francuska Partia Komunistyczna zyskała już na stałe innych komunistycznych konkurentów w postaci dwóch trockistowskich ugrupowań – Walki Pracowniczej- Unii Komunistycznej (LO- Lutte Ouvriere) oraz Rewolucyjnej Ligi Komunistycznej (LCR- Ligue communiste révolutionnaire).

Jak sytuacja wyglądała w drugiej turze ?

Aleksander Hall: Porzucenie przez Chiraca śmiałych reform nie uratowało go. Przegrał wybory w drugiej turze wyraźnie, bo to było 54 do 46 proc. Chirac nie zabiegał o poparcie Frontu Narodowego, który w tamtych wyborach uzyskał 14,5 proc.

 

FRANCOIS MITTERAND PODPISUJE DOKUMENT
Creative Commons; autor- Gorup de Besanez; data: 1994

 

Akt czternasty – druga kadencja Mitteranda w dwóch fazach: z lewicowymi rządami (1988-93) i druga kohabitacja (93-95). Mitterand z drugiej kadencji – prezydent, który łączy czyli „ani nowe prywatyzacje, ani nowe nacjonalizacje”.

Marek Bielecki: Jak wyglądała kampania Mitteranda z 1988 roku? Czemu zawdzięczał swój sukces?

Aleksander Hall: Ona była inna. Po pierwszych wyborach w 1981 Mitterand przedstawiał się jako ten rzecznik Francji, która jest w gorszych warunkach – jak on to mówił „Francji, która wcześnie wstaje, późno kładzie się spać, pracuje. Większości socjalnej, która wreszcie się stała większością polityczną”. Przed drugą turą Mitterand przedstawia się już inaczej – jako ktoś, kto Francuzów chce zjednoczyć. W swoim programowym manifeście zawiera hasło „ani nowe prywatyzacje, ani nowe nacjonalizacje”. Taki kandydat konsensusu.

Marek Bielecki: Jak wyglądała druga kadencja Mitteranda? Jakie były kierunki działania prezydenta, sposób rządzenia, późniejszą kohabitację z prawicowym rządem Balladura i reformy.

Aleksander Hall: Trzeba widzieć dwie fazy tej prezydentury.

Pierwsza faza to ta, w której ministrowie i premierzy są socjalistyczni, a większość w Zgromadzeniu Narodowym jest lewicowa (303 deputowanych ma blok PREZYDENCKA WIĘKSZOŚĆ i FRANCUSKA PARTIA KOMUNISTYCZNA. Centroprawicowy blok UNIA ZGROMADZENIA i CENTRUM – czyli stały sojusz RPR i UDF ma 271 parlamentarzystów). To są lata 88-93.

Faza druga – końcówka prezydentury, kiedy w Zgromadzeniu Narodowym ogromną większość – w ogóle największą w historii V Republiki -ma prawica [centroprawicowy blok UNIA DLA FRANCJI składający się z RPR, UDF i związku pomniejszych partii uzyskał 485 miejsc na 577. Wówczas lewicowy blok PREZYDENCKA WIĘKSZOŚĆ i FRANCUSKA PARTIA KOMUNISTYCZNA zdobył zaledwie 91 mandatów. Jeden przypadł w udziale narodowcom. Żadnego mandatu nie zdobył zjednoczony blok ugrupowań ekologicznych pod nazwą Totalni Ekolodzy – przyp.red.]. To są lata 1993 -95. Premierem jest Edouard Balladur – bliski współpracownik Jacquesa Chiraca. Chirac po 1993 roku stwierdził, że wystartuje w wyborach prezydenckich, uważając, że premierostwo nie będzie mu służyć – tak jak nie posłużyło mu w latach osiemdziesiątych. Wówczas Mitterand jest już bardzo mało aktywny, bo swoje zaangażowanie redukuje do polityki zagranicznej i obronnej. Prezydent jest bardzo ciężko chory. Warto o tym powiedzieć, że u Mitteranda już w 1981 roku stwierdzono raka prostaty z przerzutami. Lekarze dawali mu kilka lat życia. Okazało się, że przeżył jeszcze 14 lat. Wiadomości o tej jego chorobie były ukrywane, a wiadomości o jego stanie zdrowia – fałszowane. W 1992 roku już sprawa była jasna. Jego stan się bardzo pogarszał. Nie było pewne czy dotrwa, dożyje do końca swojej prezydentury. To był czas, gdy heroicznie znosił walkę z cierpieniem.

 

Akt piętnasty – Mitterand prywatnie – „Florentyńczyk”, „mistrz kamuflażu”. Postać zagadkowa i niejednoznaczna.

Marek Bielecki: Jakim człowiekiem prywatnie był Mitterand ?

Aleksander Hall: To jest bardzo skomplikowane pytanie. Ja Panu mówiłem – jego nazywano „florentyńczykiem”, „mistrzem taktyki”, „mistrzem kamuflażu”. Jako polityk, ale też jako mężczyzna miał ogromną umiejętność uwodzenia. Był człowiekiem, który chociaż stracił swoją wiarę, to bez przerwy był zainteresowany problematyką metafizyczną, problemem śmierci. Prywatnie – był wierny w przyjaźni. Prowadził podwójne życie – miał dwie rodziny. Jedną – oficjalną. Drugą – nieoficjalną. Długotrwały romans, choć trudno to nazwać romansem. Można powiedzieć, że po prostu miał równoległe małżeństwo, choć niesformalizowane. Małżeństwo, z którego miał córkę Mazarine. Był postacią zagadkową i niejednoznaczną. Pod koniec swojego życia odczuł potrzebę opowiedzenia o sobie, zwłaszcza o młodości. W 1994 roku ukazała się taka książka, która się nazywa „Pewna francuska młodość” [„Une jeunesse francaise – Francois Mitterand: 1937-47”]. Później na kanwie tego powstała audycja, przygotowywana przez jedną z gwiazd francuskiej telewizji. Mitterand opowiadał o wszystkim, bronił wszystkiego – niczego się nie wypierał. Pod koniec życia również ujawnił, że ma córkę z drugiego związku.

Marek Bielecki: No dobrze, a jak był postrzegany publicznie, jaki ukształtował wizerunek polityczny?

Aleksander Hall: Jako polityk, w stosunku do swoich przeciwników, potrafił być twardy i bezwzględny. Jednocześnie krytykował ustrój V Republiki za korzyści, jakie daje ona prezydentowi, i w pełni z tych uprawnień korzystał. Umiał tą władzę absolutnie wykorzystać – także do ochrony tego nieformalnego związku. Na pewno jego zasługą jest to, że doprowadził całą lewicę do zaakceptowania ustroju V Republiki. To był sprawdzian. Przeciwnicy V Republiki doszli do władzy.

 

Akt szesnasty – polityka zagraniczna: dostrzegał radzieckie zagrożenie

Marek Bielecki: Jaki jest bilans Mitteranda w zakresie polityki zagranicznej? Miał jakiś dorobek, którym mógłby się pochwalić, czy raczej nie?

Aleksander Hall: To było ważne, że w momencie nasilenia się zimnej wojny, kwestie rozmieszczenia w Europie amerykańskich rakiet średniego Mitterand wyraźnie popierał. Mocno poparł również Helmuta Kohla w Bundestagu, gdzie realistycznie powiedział „rakiety są na wschodzie, a u nas są pacyfiści”. Był wyczulony na niebezpieczeństwo radzieckie. Z całą pewnością, wraz z Kohlem, jest współarchitektem decyzji o powołaniu Unii Europejskiej i przyjęciu Traktatu z Maastricht.

Natomiast na pewno nie docenił tego procesu, który dokonał się w Europie Środkowej. Europa wyzwoliła się spod władzy komunistycznej. Oględnie mówiąc – Mitterand nie był zwolennikiem szybkiego otwierania drzwi Unii Europejskiej przed krajami naszej strefy geograficznej. Na spotkaniu w Pradze, bodajże w 1991 roku, mówił o perspektywie kilkudziesięciu lat, które czekają nasze kraje aby zostały przyjęte do Unii Europejskiej. Nie wykazał się tutaj specjalną wyobraźnią.

 

Akt siedemnasty – prezydent Mitterand a chrześcijańskie korzenie Francji, ochrona życia, tradycyjne wartości, multi-kulti.

Marek Bielecki: Jaki był stosunek Mitteranda do takich kwestii jak: obecność chrześcijaństwa w kulturze, zagrożenie europejskiego ładu przez napływ islamu? Powszechnie przyjmuje się, że problemy Francji polegające na niekontrolowanej islamskiej imigracji, kompletny brak kontroli nad jakąkolwiek ich asymilacją, symboliczny wzrost liczby islamskich miejsc kultu kosztem chrześcijańskich nastąpił w czasie prezydentury Mitteranda.

Aleksander Hall: Nie mylmy samej osoby Mitteranda z lewicą. Najpierw lewica. Za rządów socjalistów zaczęły się bardzo duże legalizacje – uznanie statusu przybyszów do Francji z Afryki czy Azji. Ci ludzie, w większości, pochodzili z krajów muzułmańskich. To były legalizacje pobytu czy akcje łączenia rodzin. Takie działania socjalistów oznaczały albo sprzyjanie napływom islamu, albo bardzo nieśmiałe próby kontroli. Chociaż lewica była otwarta na przyjmowanie imigrantów, to aspekt religijny w ogóle nie był podnoszony. Fakt, że takie działania to problem społeczny, a w przyszłości być może cywilizacyjny i kulturalny– to wszystko było przez lewicę w ogóle niezauważane. Mitterand dosyć zręcznie posługiwał się organizacjami, które głosiły hasła takiej jak: „próba kontroli imigrantów to jest rasizm”. Powstała wtedy taka bardzo wpływowa organizacja „SOS rasisme”. Aktywnie działała tam część lewicowych działaczy, którzy później zrobili kariery w Partii Socjalistycznej. Zresztą często działo się tak już po odejściu Mitteranda.

Marek Bielecki: Jak prezydent podchodził do obecności chrześciijaństwa w kulturze, do tradycyjnych wartości i tradycyjnego modelu rodziny? Jaki miał stosunek do ochrony życia?

Aleksander Hall: Jego stosunek do religii jako religii nie nazwałbym stosunkiem wrogim? On miał świadomość, że francuskie dziedzictwo katolickie jest niezbywalnym elementem francuskiej tożsamości. Można powiedzieć, że w końcowej fazie życia zastanawiał się, nie był pewny. Wyraził zgodę, by odbył się jego pogrzeb kościelny. Odbyła się Msza żałobna w Katedrze Notre Damme, a także pogrzeb w rodzinnej miejscowości, gdzie został pochowany.

Marek Bielecki: Po pierwszym temacie spędźmy minutę przy Marsyliance w wersji karaoke i zaczynamy drugi temat.

——————————————————————————————————————————————

emycoolear

Opublikowany 25 mar 2009

Karaoke La Marseillaise


 

Temat 2>KULTUROWO-OBYCZAJOWY > NOWA USTAWA BIOETYCZNA PRZYJĘTA- IN VITRO DLA SAMOTNYCH MATEK I HOMOSEKSUALISTÓW. KONSERWATYŚCI, OBROŃCY ŻYCIA I KATOLICY PROTESTUJĄ W RAMACH MANIFE POUR TOUS

 

Marek Bielecki: 27 września Zgromadzenie Narodowe [w którym ponad 60 proc.miejsc ma prezydencka większość- przyp.red.] przyjęła projekt nowej ustawy o bioetyce – PMA [prokreacja wspomagana medycznie – przyp.red.]. Umożliwia ona dostęp do in vitro samotnym matkom oraz kobietom pozostającym w związkach jednopłciowych. Prawodawca wprowadził pojęcie „równorzędnych matek”. W akcie urodzenia dziecka pojawiły się dwie rubryki: „matka 1” i „matka 2”. Ponadto ustawa zawiera też zapis o refundacji in vitro. Niewykluczone, że w przyszłości lewica będzie starała się przekonać innych deputowanych do przyjęcia również ustawy GPA [la gestation pour autrui – przyp.red.] czyli możliwość zdobycia potomstwa przez pary jednopłciowe za pomocą wynajmowanych kobiet jako inkubatorów.

Takie rozwiązania, już na etapie sierpniowych konsultacji z Pałacem Elizejskim, zdecydowanie krytykował francuski Episkopat. Jego przewodniczący arcybiskup Eric de Moulins-Beafort potwierdził, że wyraził swoje niezadowolenie w rozmowie z prezydentem Emmanuelem Macronem .„Mówiliśmy szczerze o naszych obawach związanych z nadchodzącą rewizją przepisów dotyczących bioetyki” – powiedział duchowny.

Sondaż Francuskiego Instytutu Opinii Publicznej [IFOP –– Institut Français d’Opinion Publique – przyp.red] z lutego 2019 roku pokazuje, że 82 proc. Francuzów sprzeciwiało się takiemu projektowi.

Dodatkowo we wrześniu swoje zastrzeżenia artykułowała Krajowa Akademia Medycyny [Academie Nationale de Medecine]. Lekarze wskazywali na istotną rolę ojca w rozwoju dziecka i kształtowaniu jego osobowości. Zalecili przeprowadzenie dodatkowych badań z zakresu psychiatrii dziecięcej wśród dzieci pozbawionych ojca, również wśród tych, które narodziły się w wyniku sztucznego zapłodnienia in vitro. Dotyczyło to dzieci wychowywanych przez samotne kobiety lub kobiety żyjące w związku homoseksualnym.

W połowie września, a więc na ponad 10 dni przed przyjęcie ustawy przez izbę niższą, francuski Episkopat skierował swoją opinię dotyczącą ustawy do wszystkich parlamentarzystów. Jednocześnie zadał deputowanym szereg pytań związanych z tą legislacją. Swoje stanowisko, w formule pytań do nich, zawarł w książce „Bioethique, quel monde voulons-nous?” [„Bioetyka: jakiego świata chcemy?” – przyp. Red.]. Jej autorem jest arcybiskup Pierre d’ Ornellas. Bioetyka według hierarchy to coś „przepełnionego szacunkiem dla godności ludzkiej prokreacji”, a także oświeconej czyli takiej, która „w sposób odpowiedzialny korzysta z techniki i nie wspiera gigantycznego ruchu antyprokreacyjnego”.
„Czy skręcamy w dobrą drogę, gdy pozwalamy na rozwój liberalnej eugeniki, która wydaje się uzasadniona, bo pozwala na nią technika? Czy skręcamy w dobrą drogę, gdy nieprzedyskutowana decyzja polityczna zobowiązuje do niepewnych i pospiesznych zmian w ludzkim rodowodzie? Czy rewolucja w prawie o pochodzeniu proponowana przez ministra sprawiedliwości jest skrętem w dobrą stronę na przyszłość, gdy to prawo ustala, że nie jest już prawdą, iż kobieta, która rodzi jest matką, gdy w małżeństwie ma ona dziecko dzięki technice wspomaganego rozrodu z kimś trzecim – dawcą [nasienia]?”– pytał abp d’Ornellas.

Jednocześnie przedstawiciele francuskiego Kościoła nie są zadowolone z „pozornych” – jak określili – konsultacji społecznych. Sekretarz generalny Episkopatu Thierry Magnin w wywiadzie dla Radia Watykańskiego stwierdził, że z jednej strony odbyły się jakiekolwiek konsultacje, ale z drugiej strony odniósł wrażenie, że zostały z góry ukartowane. „Z drugiej strony mieliśmy jednak wrażenie, że i tak wszystko zostało już z góry przesądzone. Trzeba to powiedzieć bardzo jasno. Przystąpiono do głosowania bez podjęcia dyskusji nad najważniejszymi problemami, a przede wszystkim, i to nas najbardziej uderzyło, nad konsekwencjami podejmowanych dziś decyzji. Brano pod uwagę jedynie pragnienia, zapotrzebowania współczesnego społeczeństwa. Zastanawiano się, czy współczesna nauka i technika potrafią je zrealizować. Natomiast bardzo mało się mówiło o konsekwencjach dla mających się narodzić dzieci” – wyliczył Magnin.

Kolejny sondaż, który odnosił się – tym razem już nie do projektu – a do przyjętej ustawy, 1 października opublikowała pracownia IFOP. 83 proc. Francuzów uważa, że dziecko ma prawo do wychowania się z ojcem, a 91 proc. respondentów przyznało, że dziecko powinno być wychowywane przez heteroseksualną parę rodziców.

W niedzielę 6 października w centralnej części Paryża odbyła się manifestacja „Naprzód, dzieci!” [hasło zaczerpnięte od nazwy partii Macrona – Naprzód, Republiko!”- przyp.red]. Zorganizował ją Manife pour tous – sojusz dwudziestu organizacji konserwatywnych i katolickich, a także działacze pro-life. To, ilu ludzi wzięło udział w manifestacji, jest dyskusyjne. Zdaniem organizatorów, park Ogród Luksemburski, zgromadził nawet 600 tysięcy demonstrantów. Paryska prefektura policji szacuje, że zgromadzonych było trzykrotnie mniej. Natomiast stacja France Info, powołując się na badania pracowni Occurances, liczbę demonstrantów oceniła na 74,8 proc. Manifestacja przyciągnęła zarówno polityków tradycyjnej, republikańskiej prawicy, jak i narodowców. Na twitterze relacje z wydarzenia zdali m.in. Stephane Ravier i Agnes Marion ze Zjednoczenia Narodowego oraz Eric Tegner reprezentujący Republikanów. Dla neogaullistowskiego mera z podparyskiego Maisons-Laffitte Jacquesa Myarda nowa ustawa jest częścią niebezpiecznego procesu. „Najpierw były związki cywilne, potem małżeństwa dla wszystkich, dziś jest in vitro bez ojca, a jutro będzie surogacja. Po lesbijkach, swoje rewindykacje do dziecka, dzięki macicy do wynajęcia, zgłoszą także homoseksualiści. Wszystko to jest jeden proces, utorowany przez wcześniejsze decyzje” – uważa Myard.
Wspomniany wcześniej przewodniczący Episkopatu Francji de Moulins-Beafort, powiedział, że udział w marszu jest obowiązkiem tych, którzy nie zgadzają się z nową ustawą o bioetyce. Z kolei metropolita Paryża arcybiskup Michele Aupetit przypomniał zebranym, że historii nie zmienia „stado baranów”, lecz Ci, którzy stawiają opór. Z kolei biskup Dominique Rey podkreślił, że osoby, które biorą udział w marszu to nie kontestatorzy- „Wręcz przeciwnie, oni opowiadają się za życiem i rodziną, na przekór tym, którzy negują podstawy człowieczeństwa”.

W styczniu ustawa trafi pod obrady senatu. Tam większość mają Republikanie. Debata ma odbyć się 21 stycznia, zaś na początku lutego – głosowanie. Także w styczniu w Paryżu zorganizowany zostanie kolejny marsz środowisk konserwatywno-katolickich i obrońców życia.

Marek Bielecki: Skąd pomysł na takie rozwiązanie? Jak się zrodził? Jak Pan się do niego odnosi? Dlaczego z senatu, w którym większość mają Republikanie, nie płynie jakaś reakcja?

Aleksander Hall: Spróbuję oczywiście na to pytanie odpowiedzieć. Od razu powiem jaki jest mój pogląd. Ja jestem przeciwny tym regulacjom, które podważają model tradycyjnej, a więc prawdziwej rodzinie. Dziecko, które przychodzi na świat, stawiają w sytuacji niekomfortowej. To jest moje osobiste zdanie, którego gotów jestem bronić.

Marek Bielecki: To a propos Pana oceny tej ustawy. Natomiast jak Pan się odniesie do samej manifestacji?

Aleksander Hall: Wydaje mi się, że trzeba tutaj ustalić pewien fakt. Ja oczywiście nie dysponuję pełnymi danymi. Tym bardziej, że Pan redaktor zwrócił uwagę, że to są szacunki organizatorów. Szacunki policji i szacunki uchodzącego za obiektywny ośrodka badania, o którym Pan wspomniał, były jednak znacznie niższe. Na podstawie lektury francuskiej prasy i przeglądania serwisów odnoszę wrażenie, że tym razem jednak te manifestacje miały jednak wyraźnie mniejszy zasięg niż te w 2013 roku. Tamte były wymierzone naprzód w projekt, a już później w ustawy Pani Christine Taubiry, które wprowadzało małżeństwa homoseksualne do prawa francuskiego. Wcześniej istniały tylko związki partnerskie [od 1999 PACS- Pacte civil de solidarite – przyp.red.].

Marek Bielecki: Ja dodam od siebie tylko dwie rzeczy – a propos odpowiedzi konserwatystów i katolików na te działania Taubiry.
Po pierwsze – kardynał Philippe Barbarin przestrzegał przed homo-małżeństwami tymi słowy – „małżeństwa homoseksualne mogą w konsekwencji prowadzić do zalegalizowania kazirodztwa oraz poligamii w społeczeństwie […] To może mieć niezliczone konsekwencje. Potem będą chcieli tworzyć pary z trzech lub czterech osób. A jeszcze później mogą chcieć znieść powszechnie krytykowane kazirodztwo”.

Natomiast socjalistyczna minister sprawiedliwości Christine Taubira nie poprzestała na legalizacji małżeństw jednopłciowych. W wywiadzie, jaki w 2013 roku udzieliła katolickiemu „La Croix” dla katolickiego „La Croix”, to jest w stanie zapewnić, że adopcja dzieci przez pary heteroseksualne będzie lepsza dla nich, niż przez pary homoseksualne? Czy pary heteroseksualne na pewno są w stanie stworzyć dzieciom najlepsze warunki dla ich rozwoju?

Aleksander Hall: Wracam do swojego toku myślenia. Mianowicie wydaje mi się, że zasięg tych protestów tym razem był wyraźnie mniejszy. One oczywiście pochodzą przede wszystkim ze środowisk katolickich, chrześcijańskich. Zresztą w tej sprawie jednoznacznie wypowiedział się episkopat. Teraz jeśli chodzi o polityków z prawicy i skrajnej prawicy. Nastąpiła wyraźna zmiana, z mojego punktu widzenia – na niekorzyść. Już mówię , na czym ona polega. W 1999 roku w Zgromadzeniu Narodowym, w którym wówczas większość miała lewica głosowano tak zwane prawo o związkach partnerskich. Stara, klasyczna prawica, za wyjątkiem Pani Roseline Bachelot, głosowała przeciwko. Czyli w 1999 roku kwestia związków partnerskich dość jasno wytyczała granicę między prawicą a lewicą. Już tak nie było przy uchwalaniu ustawy Pani Taubiry, która wprowadziła małżeństwa homoseksualne.

Marek Bielecki: Czyli ewolucja poglądów i porzucenie przez znaczną część prawicy wartości, które do niedawna wyznawali? To by tłumaczyło brak reakcji opanowanego przez Republikanów Senatu, choć ustawa dotrze tam w styczniu.

Aleksander Hall: Słusznie Pan zauważył, że w senacie większość mają neogaulliści. Chociaż senat nie może zablokować woli Zgromadzenia Narodowego definitywnie, to jednak jest w stanie bardzo znacząco opóźnić proces legislacyjny. Tutaj jednak nie było takiej woli. To świadczy o tym, że w tak zwanej „tradycyjnej prawicy”, którą dzisiaj są przede wszystkim Republikanie i w skrajnej, populistycznej prawicy spod znaku Zjednoczenia Narodowego, kwestie dotyczące obyczajów, tradycyjnej moralności, walki o tradycyjny model rodziny, przestały być płaszczyzną jednoczącą. Wydaje mi się, że tutaj z całą pewnością nastąpiła erozja tych wartości w obu tych partiach. To jest konstatacja, którą trzeba przyjąć. Dzisiaj duża część i tradycyjnej prawicy i prawicy populistycznej obawia się podejmowania tej problematyki jako problematyki, która będzie powodowała tracenie głosów.

Marek Bielecki: Rozumiem, że taka kondycja moralna francuskiej prawicy Pana martwi?

Aleksander Hall: Z mojego punktu widzenia jest to niekorzystna konstatacja. Potwierdzenie tego znajdujemy chyba w wyniku Republikanów w wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdzie Francois Xavier-Bellamy, filozof katolicki, który był na czele listy Republikanów do Parlamentu Europejskiego. Ta lista poniosła porażkę. Wynik niewiele powyżej 8 procent.

Marek Bielecki: Profesor Bellamy, który miał być prelegentem Kongresu Polska Wielki Projekt, autor książki „Wydziedziczeni”, w której stwierdził „bez kultury człowiek jest jak dzikus mieszkający w mieście. (..) Człowiek bez kultury jest jak obcy w swoim kręgu humanistycznym”.

Aleksander Hall: Świadczy to o zmianach zachodzących w społeczeństwie francuskim. Można też postawić taką tezę, że są to dowody dalszego osłabienia pozycji Kościoła katolickiego, moralności katolickiej w życiu publicznym Francji.

Marek Bielecki: Skąd się wzięła ta ustawa?

Aleksander Hall: Natomiast skąd ta ustawa się wzięła. Te zapowiedzi były w programie wyborczym Macrona w wyborach prezydenckich.

Marek Bielecki: Jak się domyślam – jest to też postulat socjalistów? Czy też może oni opowiadali się za innym kształtem tej ustawy?

Aleksander Hall: Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

Marek Bielecki: A jak się Pan odniesie do cytatów, które zastosowałem na początku tego tematu?

Aleksander Hall: Odniosę się tylko słów mera Maisons-Laffitte Jacquesa Myarda.

Marek Bielecki: Przypomnę zatem te słowa. „Najpierw były związki cywilne, potem małżeństwa dla wszystkich, dziś jest in vitro bez ojca, a jutro będzie surogacja. Po lesbijkach, swoje rewindykacje do dziecka, dzięki macicy do wynajęcia, zgłoszą także homoseksualiści. Wszystko to jest jeden proces, utorowany przez wcześniejsze decyzje”. Jak Pan się odniesie do jego słów. Także w kontekście znajomości z nim.

Aleksander Hall: Miałem okazję go poznać przed wieloma laty – w latach 90. Był wtedy deputowany RPR. Nie wiem czy użyłbym podobnych słów co Myard. Charakterystyczne, że kiedy we Francji wprowadzane były związki partnerskie – referująca projekt minister sprawiedliwości Elisabeth Guigou, mówiła, że to „jedyny i ostatni postulat i że proces zmiany tradycyjnego modelu rodziny nie będzie postępował”. Wiemy, że oczywiście postępuje. Nie został zahamowany. Co więcej, znów rozpatrując to w kategoriach politycznych, prawica nie zobowiązuje się do zmiany stanu prawnego. A więc to, co się stanie prawem zmieniającym model rodziny zostaje zaakceptowane, czymś o co się nie walczy. Oczywiście poza wyraźną mniejszością, która istnieje, ale której głos nie ma decydującego znaczenia.

Marek Bielecki: Czy możemy powiedzieć o dacie granicznej, od której zaczęły się takie zmiany obyczajowe i aksjologiczne u neogaullistów?

Aleksander Hall: Nie. To na pewno jest proces. Oczywiście nigdy w tej sprawie nie było pełnej jednomyślności i nie było również dyscypliny. Jest jednak charakterystyczne, że kiedy prezydent Valery Giscard d’Estaign, wprowadzał ustawę Veil, dopuszczającą swobodę aborcyjną, zdecydowana większość prawicy i centroprawicy była przeciwko – pomimo że był to projekt przedstawiany przez rząd. Od połowy lat 70. bardzo wiele się zmieniło z punktu widzenia myślenia konserwatywnego, tradycyjnego o rodzinie, o człowieku. Z całą pewnością to są zmiany w złym kierunku.


emycoolear

Opublikowany 25 mar 2009

Karaoke La Marseillaise


 

Temat 3>PROJEKT USTAWY EMERYTALNEJ IRYTUJE ZWIĄZKI ZAWODOWE I … PARALIŻUJE KOMUNIKACJĘ MIEJSKĄ W PARYŻU

 

Marek Bielecki: Francuski krajobraz początku grudnia 2019 to zawieszenie linii komunikacyjnych w stolicy. Powód? Projekt nowej ustawy emerytalnej. Związkowcy protestują. Przypomnijmy – we Francji działa pięć ogólnopolskich central związkowych: UNSA- Krajowa Unia Autonomicznych Związków Zawodowych, FO- Siła Robotnicza, CFTC- Francuska Konfederacja Pracowników Chrześcijańskich, CFDT- Francuska Demokratyczna Konfederacja Pracy oraz marksistowska CGT- Generalna Konfederacja Pracy. Największa jest ta ostatnia. Premier Edouard Philippe zapowiedział, że rząd nie cofnie się przed wprowadzeniem ustawy. Paryski korespondent Radia Wnet Piotr Witt stwierdził, że ustawa emerytalna przygotowana przez obecne władze to powrót do stosunków społecznych z XIX wieku.


Jaka jest geneza tego projektu? Czym ten projekt jest? Czy naprawdę cofa kraj do relacji społecznych sprzed 150 lat?

Aleksander Hall: Wiadomo, że chodzi o to aby zastąpić bardzo wiele specjalnych systemów emerytalnych, które bardzo uprzywilejowują pracowników sektora publicznego, w szczególności transportu, kolejarzy, pracowników SNCF czyli szeroko rozumianej francuskiej kolei. Rząd chce zastąpić jednym, uniwersalnym systemem, wprowadzając również wyższą o dwa lata podstawę wieku emerytalnego. To rzeczywiście budzi duże protesty słabych na ogół związków zawodowych. Natomiast mówienie o tym, że ta ustawa jest cofaniem Francji do stosunków z XIX wieku. I tak status tych francuskich pracowników jest statutem dobrym. Natomiast dotychczasowy system nie wytrzymuje, jest stanowczo zbyt kosztowny.

Marek Bielecki: Ta ustawa, to jak rozumiem, jedna z obietnic wyborczych Macrona?

Aleksander Hall: Trzeba powiedzieć, że Macron zobowiązał się do przeprowadzenia tych refom, nie ukrywał ich w swoim systemie wyborczym. Moim zdaniem to będzie decydujący sprawdzian dla tej prezydentury. Do tej pory francuską politykę charakteryzowała niemożność dokonywania reform. Nie mówię o wszystkich reformach. Często jednak jest tak, że gdy lewicowe partie i związki zawodowe zauważają, że władza się wycofuje , to później już tej władzy nie uda się niczego przeprowadzić. To spotykało próby reform Chiraca, przeprowadzonych przez rządy Juppe i de Villepine’a. To jest pytanie czy Macron, który widzi te potrzeby reformy francuskiego systemu emerytalnego sektora publicznego ulegnie czy też wytrzyma i je przeprowadzi. Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. Jednak to jest decydująca polityczna batalia w tej prezydenturze.


 

Ballada końcowa (outro)

CHARLES TRENET „ADIEU PARIS”

 

[ Adieu Paris YouTube- wideo użytkownika Charles Trenet-Paris , zamieszczone 06.03.2015. Provided to YouTube by Parlophone France Adieu Paris · Charles Trenet · Johnny Hess Sur Le Yang Tse Kiang ℗ 1934 Parlophone / Warner Music France, a Warner Music Group Company Vocals: Johnny Hess Writer: Charles Trénet Composer: Johnny Hess Auto-generated by YouTube.]


error: Zawartość jest chroniona!!