Jak daleko jeszcze pojedziemy?
W rozmaitych grach wyścigowych, ale również w rzeczywistych wyścigach, im bardziej uszkodzony jest biorący udział w zmaganiach samochód, tym trudniej jest zająć mu dobre miejsce. Historię polskiego członkostwa w Unii Europejskiej postrzegam trochę tak, jak samochód wyścigowy, którego kierowca regularnie popełnia błędy, przez co maszyna jest coraz bardziej zepsuta, a na naprawę nie bardzo jest czas i możliwości. Przez to coraz bardziej traci on w rankingu.
Już na początku wyścigu, 1 maja 2004 roku, nasza pozycja startowa była gorsza, niż być powinna. Jak wskazywał m.in. nieżyjący już prof. Jędrzej Krakowski, m.in. ambasador RP w Seulu w latach 1990–1994, a w latach 1994–1996 doradca ministra spraw zagranicznych w Departamencie Studiów i Planowania MSZ, jak również w latach 1996–2005 dyrektor Ośrodka Studiów Europejskich Uniwersytetu Śląskiego, rządzące w kluczowym okresie negocjacji akcesyjnych SLD spieszyło się z ich doprowadzeniem do końca. – Od chwili objęcia rządu w 2001 roku przez koalicję kierowaną przez SLD nasze negocjacje akcesyjne z UE były prowadzone źle. Postkomuniści chcieli za wszelką cenę, by ich rządom przypisana została zasługa wprowadzenia Polski do Unii Europejskiej. Udało im się wytworzyć opartą na fałszywych przesłankach psychozę zagrożenia, że twarda obrona naszych interesów uniemożliwi uzyskanie członkostwa w UE – wskazywał prof. Krakowski.
Już na początku wyścigu, 1 maja 2004 roku, nasza pozycja startowa była gorsza, niż być powinna. Jak wskazywał m.in. nieżyjący już prof. Jędrzej Krakowski, rządzące w kluczowym okresie negocjacji akcesyjnych SLD spieszyło się z ich doprowadzeniem do końca. – Od chwili objęcia rządu w 2001 roku przez koalicję kierowaną przez SLD nasze negocjacje akcesyjne z UE były prowadzone źle. Postkomuniści chcieli za wszelką cenę, by ich rządom przypisana została zasługa wprowadzenia Polski do Unii Europejskiej.
Jednak gdyby warunki członkostwa, na jakich wchodziliśmy do UE, utrzymały się do dzisiaj, były one znacznie lepsze, niż są teraz. Jednak nieudolność SLD w negocjacjach akcesyjnych była tylko preludium do dalszych błędów (choć może to zbyt łagodne określenie) polskiej zdegenerowanej klasy politycznej. Za kolejne kluczowe uderzenie w pozycję Polski w UE odpowiadają PO i PiS. Chodzi o traktat lizboński. Prezydent Lech Kaczyński w swoim wystąpieniu przed podpisaniem tego dokumentu powiedział, że “dzisiaj nadszedł dzień, z punktu widzenia naszej historii i historii Wspólnoty, bardzo istotny”. – W ramach tych negocjacji udało się Polsce odnieść bardzo wiele sukcesów. Na czternaście spraw, które postawiliśmy, które postawił ówczesny rząd w trzynastu odnieśliśmy sukces – przekonywał tragicznie zmarły Prezydent RP.
Jednak gdyby warunki członkostwa, na jakich wchodziliśmy do UE, utrzymały się do dzisiaj, były one znacznie lepsze, niż są teraz. Jednak nieudolność SLD w negocjacjach akcesyjnych była tylko preludium do dalszych błędów (choć może to zbyt łagodne określenie) polskiej zdegenerowanej klasy politycznej. Za kolejne kluczowe uderzenie w pozycję Polski w UE odpowiadają PO i PiS. Chodzi o traktat lizboński. Prezydent Lech Kaczyński w swoim wystąpieniu przed podpisaniem tego dokumentu powiedział, że “dzisiaj nadszedł dzień, z punktu widzenia naszej historii i historii Wspólnoty, bardzo istotny”
Był to rzeczywiście ważny moment dla polskiego członkostwa w UE. Dokument, za którego ratyfikacją głosowali m.in. posłowie PO, ale także część polityków PiS, ułatwił unijnym elitom gnojenie Polski w kolejnych latach. Dotychczasowe apogeum tego, co umożliwił traktat lizboński, widzieliśmy podczas ośmiu lat rządów PiS między 2015 a 2023 rokiem. Nie tylko polska pozycja w UE osłabła, ale też liderzy UE zyskali, jak się okazuje, dość skuteczne narzędzia do dyscyplinowania niepokornych państw. Inną sprawą jest, że szli nawet dalej, niż pozwalały reguły traktatowe. Niemniej jednak, gdyby nie zmiany oparte o traktat lizboński, Polsce byłoby znacznie łatwiej bronić swoich interesów na forum unijnym.
gdyby nie zmiany oparte o traktat lizboński, Polsce byłoby znacznie łatwiej bronić swoich interesów na forum unijnym.
Wcale nie jest tak, że przerwa w rządach Tuska w latach 2015-2023 umożliwiła poprawienie sytuacji Polski w UE, czy choćby zahamowanie negatywnych trendów. Wśród szeregu negatywnych z punktu widzenia Polski rozwiązań, jakie zaakceptował rząd Mateusza Morawieckiego przykładem może być KPO. Rząd PiS, przeświadczony o wspaniałej wizji wielkich pieniędzy, jakie będą płynąć do Polski, przyjął rozwiązanie, które stało się dodatkowym biczem na nasz kraj. Rząd Morawieckiego nie tylko zgodził się na rozwiązanie, które ułatwiło dalsze grillowanie Polski, ale też na wprowadzenie po raz pierwszy wspólnego unijnego długu. To, nomen omen, kamień milowy w budowie unijnego superpaństwa.
To wszystko, co w iście telegraficznym skrócie przedstawiam, to nie były jakieś niemożliwe do przewidzenia błędy. Nie tylko były możliwe do przewidzenia, ale po prostu konkretni ludzie i środowiska je przewidzieli. Być może mniej osób pamięta dyskusje, jakie toczyły się wokół akcesji Polski do UE czy ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Jednak znacznie więcej osób ma w pamięci, jak takie środowiska jak ówczesna Suwerenna Polska Zbigniewa Ziobry czy Konfederacja wskazywały na dokładnie to, co potem się stało w przypadku KPO itp. Reakcją ówcześnie rządzącego PiS było chwilowe wycięcie nawet swoich koalicjantów z anten mediów publicznych i rzucanie oskarżeń o rozbijanie prawicy czy plucie do własnego gniazda.
Współcześnie coraz mocniej przebijają się głosy podważające zasadność dalszego członkostwa Polski w UE. Tylko czy rzeczywiście to Konfederacja, Janusz Korwin-Mikke czy Stanisław Żółtek wyprowadzają Polskę z UE? Nie. Robią to te wszystkie środowiska, które rządząc naszym krajem przez ostatnie ćwierćwiecze zgadzały się na forum unijnym na rozwiązania uderzające w interesy Polski. Było ich znacznie więcej, niż to, co w tym artykule opisałem w telegraficznym skrócie. Kolejne polskie rządy robiły niemało, żeby członkostwo w UE coraz mniej nam się opłacało, a teraz szok i niedowierzanie, że coraz częściej pojawiają się głosy nawołujące do Polexitu. “Jak sobie pościeliłeś, tak się wyśpisz”.
Współcześnie coraz mocniej przebijają się głosy podważające zasadność dalszego członkostwa Polski w UE. Tylko czy rzeczywiście to Konfederacja, Janusz Korwin-Mikke czy Stanisław Żółtek wyprowadzają Polskę z UE? Nie. Robią to te wszystkie środowiska, które rządząc naszym krajem przez ostatnie ćwierćwiecze zgadzały się na forum unijnym na rozwiązania uderzające w interesy Polski. Było ich znacznie więcej, niż to, co w tym artykule opisałem w telegraficznym skrócie. Kolejne polskie rządy robiły niemało, żeby członkostwo w UE coraz mniej nam się opłacało, a teraz szok i niedowierzanie, że coraz częściej pojawiają się głosy nawołujące do Polexitu
Paweł Kubala