PUBLICYSTYKA

Czy Trump doprowadzi (w końcu) do pokoju na Ukrainie? Przedłużająca się historia rosyjskiej agresji

Rosyjska agresja na Ukrainę, trwająca od 2014 roku, jest oparta o wieloaspektowe podłoże. W ciągu ostatniej dekady przybrała ona różne formy – od wojny hybrydowej po otwartą inwazję – dzieląc się na dwie wyraźne fazy: aneksję Krymu i walki w Donbasie (2014-2022) oraz pełnoskalową inwazję rozpoczętą w 2022 roku.

 

Zanim nadszedł 2014 rok…

Choć agresja rosyjska na Ukrainę w społecznym przekonaniu często funkcjonuje jako wydarzenie, które zaczęło się w 2022 roku, to tak naprawdę wówczas rozpoczęła się już druga jej faza, czy po prostu została ona przekształcona w pełnoskalową wojnę, a wcześniej, w latach 2014-22 obejmowała jedynie wschodnią część Ukrainy. Poszukując genezy tego konfliktu można i warto byłoby cofnąć się w historii jeszcze bardziej, niż do wspomnianego 2014 roku. Warto zauważyć, że ta agresja wpisuje się w szerszą charakterystykę działania Rosji pod rządami Putina. Zresztą takie działania zaczęły się nawet wcześniej, bo od momentu, gdy jeszcze w ramach administracji Jelcyna, Władimir Putin zaczął piąć się po szczeblach kariery.

 

Prezydent Rosji Władimir Putin; autor: Пресс-служба Президента РФ; data: 8.03.2024

 

 

Można odnieść wrażenie, że dla Putina wojna może być elementem pewnej gry politycznej na użytek wewnętrzny, a niewykluczone, że także choćby odpowiedzią na pewne (własne i narodowe) kompleksy. Bez dostępu do rosyjskich przywódców i moskiewskich archiwów nie można oczywiście stuprocentowo przesądzić ani o motywach, ani o celowości poszczególnych działań i o tym, na kim spoczywa za nie główna odpowiedzialność. Jednak trudno się pozbyć przeświadczenia, że to, co działo się, poczynając od Czeczenii, przez Gruzję, na Ukrainie kończąc, jest częścią pewnego cynicznie i brutalnie realizowanego planu Putina.

 

Tym bardziej, że mamy pewne elementy powtarzające się, jak choćby zohydzanie przez Rosjan swoich przeciwników, przedstawianie ich jako radykałów, faszystów, terrorystów. Powtarzają się też oskarżenia o dokonywanie przez rosyjskie służby specjalne i wojsko operacji pod fałszywą flagą, jak na przełomie XX i XX wieku akty terrorystyczne przypisywane przez rosyjskie władze Czeczeńcom, czy w ramach agresji wymierzonej przeciw Ukrainie tzw. zielone ludziki.

 

Czy tak głęboko sięgający w historię wstęp jest konieczny? Po co w kontekście Ukrainy przypominać Czeczenię czy Gruzję? Po co cofać się w historii aż do końcówki rządów Jelcyna, gdy Putin zaczynał swoją moskiewską karierę? To i tak jest bardzo skrótowe z mojej strony. Natomiast, jeżeli nie odpowiemy sobie na pytanie, kim jest Putin, być może nie będziemy mogli zgodnie z prawdą opisać przyczyn rosyjskiej agresji na Ukrainę. Dlaczego Rosja Putina zaatakowała Ukrainę w 2014 roku, a w 2022 przeszła do pełnoskalowej inwazji? Być może choćby dlatego, że mogła. Być może właśnie dlatego, że dotychczasowe zbrodnie reżimu Putina uchodziły jemu i jego współpracownikom na sucho. Żeby ten artykuł nie przerodził się w książkę, to posłużę się dwoma terminami: Nord Stream i Nord Stream 2. Na przykładzie tych dwóch biznesów Rosji z Zachodem łatwo zobrazować, że przez lata wiele uchodziło Putinowi na sucho. Wbrew medialnemu obrazowi, na podstawie którego statystyczny człowiek może sobie wyrobić opinię, że Putin do 2014 nie miał żadnych win, a dopiero potem zaczął zmieniać kurs, w rzeczywistości jednak już w 2014 można było co najmniej podejrzewać, że mógł być zamieszany w wiele zbrodni.

 

Zaczęło się od “zielonych ludzików” na Krymie

 

Agresja w 2014 na Ukrainę była kolejnym elementem przywracania przez Putina sowieckiego porządku w byłych republikach radzieckich. Była też następstwem wydarzeń będących z punktu widzenia Rosji Putina nie do pomyślenia – demokratycznych protestów przeciw polityce władzy, zwanych Euromajdanem. Była też, podobnie jak choćby sowiecka agresja na Polskę w 1939 roku i wiele podobnych wydarzeń, oficjalnie osadzona na pretekście ochrony miejscowej, w dużym stopniu rosyjskojęzycznej ludności.

Euromajdan w Kijowie, styczeń 2014; autor: Michael E; data: 12.01.2014

 

 

Na marginesie, można się cieszyć, że dzięki bądź co bądź mocno niesprawiedliwym działaniom Stalina wobec polskich granic, współczesna Polska jest krajem monoetnicznym i Rosja Putina wobec naszego kraju bardzo ograniczone możliwości prowokowania na kanwie konfliktów narodowościowych i etnicznych. Powracające co jakiś czas w przestrzeni publicznej pomysły rozbioru Ukrainy z udziałem Polski, Węgier czy Rumunii można odczytywać jako rozpaczliwe próby Rosji zwiększenia swoich możliwości destabilizowania wewnętrznej sytuacji w tych trzech krajach. Jakkolwiek z sentymentalnego punktu widzenia możemy żałować, że Lwów, Wilno, Grodno czy Brześć nie znajdują się już w granicach Polski, to współczesne interesy naszego kraju niekoniecznie muszą się zgadzać z takimi historycznymi sentymentami.

 

Współcześnie wielu prorosyjskich komentatorów zarzuca, że powodem Rosyjskiej agresji na Ukrainę był wybuch pod koniec 2013 roku Euromajdanu. Były to protesty na kanwie niepodpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską przez ówczesnego prezydenta Janukowycza. To trochę tak, jakby na kanwie np. protestów KOD-u czy “czarnych marszy” Niemcy zajęły zachodnie i północne fragmenty Polski. Brzmi to dość absurdalnie, ale w kontekście działań Rosji na Ukrainie wcale niemało osób zdaje się traktować takie działania sąsiedniego państwa jako adekwatne działania na wewnętrzną sytuację innego kraju. Trzeba przecież zauważyć, że protesty społeczne są w demokracji czymś normalnym. Nie jest natomiast charakterystyczne dla demokracji ich siłowe rozpędzanie. To znaczy, nie raz to się zdarza w państwach deklarujących się jako demokratyczne (a przecież tak Rosja Putina, jak i Białoruś Łukaszenki czy Chińska Republika Ludowa, jako demokratyczne się do dziś deklarują), natomiast z demokracją nie ma nic wspólnego. Nie mogę wykluczyć, że na niejeden taki protest w państwach demokratycznych wpływają jakieś siły zewnętrzne, którym może zależeć np. na destabilizacji innego państwa, ale to nie usprawiedliwia żadnej zewnętrznej agresji.

 

Kiedy Janukowyczowi nie udało się stłumić protestów, nagle w lutym 2014 roku okazało się, że wschodnie krańce Ukrainy rzekomo lub faktycznie zaczęły dążyć do oderwania od Ukrainy. Mogłoby się wydawać, że gdyby faktycznie dążenia separatystyczne tamże były tak mocne, a poparcie dla nich tak przytłaczające, jak twierdzi strona rosyjska, to nie byłoby konieczne wysyłanie w te miejsca sił specjalnych Federacji Rosyjskiej w charakterze “zielonych ludzików” i zbrojne pilnowanie, aby wynik “referendów niepodległościowych” był po myśli Rosji.

Wiktor Janukowycz jako prezydent Ukrainy (2010-2014); autor: Pavol Frešo; data: 17.06.2011

 

Tymczasem z jakichś przyczyn, obok demokratycznych demonstracji, do których każdy ma prawo, już w lutym 2014 roku zaczęły się pojawiać, na początku na Krymie, rosyjskie jednostki. Strona rosyjska twierdziła, że byli to „przedstawiciele samoobrony rosyjskojęzycznych obywateli Krymu”. Putin podczas konferencji prasowej na początku marca 204 twierdził, że “takie mundury można kupić w każdym sklepie”. Tymczasem już rok później Putin ustanowił 27 lutego, czyli dzień, gdy w 2014 roku rosyjscy żołnierze bez dystynkcji (tzw. zielone ludziki) uzbrojeni w karabiny szturmowe i granatniki przeciwpancerne zajęli budynki parlamentu i rządu Republiki Autonomicznej Krymu w Symferopolu, po czym wywiesili na nich rosyjskie flagi, jako państwowe święto „sił operacji specjalnych”. Właśnie „sił operacji specjalnych”, a nie “przedstawicieli zupełnie oddolnie uformowanej samoobrony rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy”. Można by się było zapytać: ciekawe, czemu? Odpowiedź jednak znamy.

Referendum na Krymie , marzec 2014; autor: Rumlin; data: 18.03.2014

 

Trzeba przyznać, że z organizacyjno-wojskowego punktu widzenia zajęcie najpierw Krymu, a potem części Donbasu przez Rosję (wśród istotnych postaci w tym kontekście można wymienić Walerija Gierasimowa, szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, jako jednego z kluczowych dowódców odpowiedzialnych za planowanie operacji zajęcia Krymu) było rzeczywiście dosyć sprawnie przeprowadzoną operacją specjalną. Kłóci się to jednak z (pro)rosyjską narracją, wedle której były to zrywy niepodległościowe mieszkańców Krymu i Donbasu. My, Polacy, mieliśmy w swojej historii niejeden zryw niepodległościowy, więc powinniśmy dość dobrze wiedzieć, jak one wyglądają. W polskiej tradycji zrywów niepodległościowych są one inicjowane oddolnie, a nie przywożone na sowieckich czy rosyjskich czołgach. Choć, może dlatego tak wiele naszych zrywów było nieskutecznych (bo były autentycznymi zrywami ludności, która w zderzeniu z aparatem państwa ma znacznie mniejsze szanse, niż w sytuacji, gdy jedno państwo występuje przeciw drugiemu)…

 

“Zielone ludziki” były elementem charakterystycznym dla pierwszego etapu pierwszej fazy agresji Rosji na Ukrainę. W ciągu trzech tygodni zajęto półwysep, a następnie zorganizowano pseudoreferendum, które posłużyło jako pretekst do inkorporacji Krymu. 18 marca podpisano traktat o przyłączeniu Krymu i Sewastopola do Federacji Rosyjskiej. Traktat został zatwierdzony przez rosyjski parlament. Dlaczego pseudoreferendum? W historii III RP mieliśmy niejedno referendum. Nie przypominam sobie takiego, podczas którego głosującym nad głowami stali żołnierze (dowolnego kraju, jaki kto woli) i sprawdzali, czy “odpowiednio” głosują. Dlatego właśnie stawiam tezę, że w Polsce mieliśmy do czynienia z referendami, a na Krymie czy w Donbasie z pseudoreferendami.

Zielone ludziki czyli prorosyjscy separatyści przejmują kontrolę w Słowiańsku kwiecień 2014; autor: Yevgen Nasadyuk; data: 14.04.2014

Donbas płonie

 

Początkiem drugiego etapu pierwszej fazy rosyjskiej agresji na Ukrainę było rozszerzenie konfliktu o Donbas w marcu 2014 roku. „Zielone ludziki” zaczęły zajmować budynki administracyjne i wojskowe w miastach takich jak Słowiańsk, Kramatorsk czy Donieck. Separatyści ogłosili powstanie tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej (DRL i ŁRL). Rosja oficjalnie zaprzeczała swojemu zaangażowaniu, ale dostarczała separatystom broń, sprzęt i wsparcie logistyczne. Konflikt szybko eskalował, a Ukraina starała się odzyskać kontrolę nad regionem poprzez działania policyjne i wojskowe.

 

W trzecim etapie, w odpowiedzi na działania separatystów Ukraina ogłosiła rozpoczęcie Operacji Antyterrorystycznej (ATO), której celem było odbicie zajętych terenów. Na czele działań stanęły ukraińskie siły zbrojne oraz Gwardia Narodowa. Wprowadzono ciężki sprzęt wojskowy, co pozwoliło na odzyskanie kontroli nad częścią Donbasu. Kluczowe sukcesy obejmowały odbicie Kramatorska i Słowiańska w lipcu 2014 roku. Separatyści byli spychani coraz głębiej w głąb regionu. Głównodowodzącym sił ukraińskich był w tym czasie generał Wasyl Krutow.

Zawzięci wrogowie separatystów- batalion Donbas w ramach ATO; autor: Ліонкінг; data: 9.08.2014

Latem 2014 roku Rosja zdecydowała się na otwarte zaangażowanie swoich regularnych sił zbrojnych w konflikt, otwierając czwarty etap jego pierwszej fazy. W wyniku tej interwencji ukraińska ofensywa została zahamowana. Do najważniejszych starć należały bitwy o lotnisko w Doniecku oraz walki pod Iłowajskiem, gdzie ukraińskie oddziały poniosły ciężkie straty wskutek okrążenia przez rosyjskie wojska i separatystów.

 

W połowie sierpnia pod Iłowajskiem ukraińskie siły, w tym regularna armia i bataliony ochotnicze, zostały otoczone przez separatystów wspieranych przez rosyjskie wojska regularne. Mimo negocjacji o bezpieczny korytarz wyjścia, kolumny wycofujących się żołnierzy zostały ostrzelane, co doprowadziło do masakry. Straty Ukrainy wyniosły ponad 1,000 zabitych, rannych i wziętych do niewoli.

ukraińscy jeńcy wojenni pojmani pod Iłowajskiem, sierpień 2014; autor: Gennadiy Dubovoi (1967-2023). Zdjęcie jest kadrem z Youtube’a i występuje za pozwoleniem serwisu Youtube; data: 31.08.2014

 

Po stronie ukraińskiej dowodzili m.in. Semen Semenczenko, dowódca batalionu Donbas, oraz Jurij Bereza, dowódca batalionu Dnipro. Na wyższym szczeblu odpowiedzialność za operację spoczywała na ówczesnym ministrze obrony narodowej Waleriju Hełeteju i gen. Wiktorze Mużence, szefie sztabu generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy. Natomiast Rusłan Chomczak, późniejszy naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, był wówczas dowódcą sektora “B”.

moneta Zbrojne Syły Ukrajiny, 2021r.; autor: Художник: Іваненко Святослав, Скульптор: аверс: Іваненко Святослав реверс: програмне моделювання – Юрій Лук’янов, Національний банк України.; data: 26.10.2021

Po stronie rosyjskiej i separatystów, dowództwo sprawowali m.in. Walerij Gierasimow, szef sztabu armii Federacji Rosyjskiej, oraz Michaił Tołstych “Giwi”, prominentna postać wśród separatystów. Dodatkowo, Aleksandr Zacharczenko, premier Donieckiej Republiki Ludowej, odgrywał istotną rolę w koordynowaniu działań separatystów. Bitwa o Iłowajsk była jedną z najbardziej tragicznych porażek Ukrainy w 2014 roku, z poważnymi stratami po obu stronach.

 

Podobny “kocioł” miał miejsce na początku 2015 roku w okolicach Debalcewa. Miasto Debalcewe, ważny węzeł kolejowy i drogowy, znajdowało się na granicy terytoriów kontrolowanych przez separatystów. Od połowy stycznia siły prorosyjskie rozpoczęły ofensywę, stopniowo otaczając ukraińskie wojska. Mimo obowiązującego od 15 lutego porozumienia Mińsk II walki trwały, a 18 lutego ukraińskie siły zostały zmuszone do odwrotu. Straty Ukrainy wyniosły setki zabitych i rannych, a wielu żołnierzy dostało się do niewoli. Walki te unaoczniły trudności Ukrainy w utrzymaniu strategicznych pozycji wobec przewagi militarnej Rosji.

 

Pierwsze podejście do pokoju

 

Dziś żyjemy podejmowanym z inicjatywy prezydenta USA Donalda Trumpa próbami zapewnienia pokoju między Rosją a Ukrainą. Jednak pierwsze takie rozmowy odbywały się, gdy jeszcze niewielu myślało o tym, że ktoś taki jak Trump może zostać amerykańskim prezydentem i to dwukrotnie.

 

W odpowiedzi na eskalację konfliktu w Donbasie, jesienią 2014 roku zainicjowano rozmowy pokojowe między Ukrainą a Rosją. Głównymi inicjatorami tych rozmów były Niemcy i Francja, które zaprosiły strony do negocjacji w tzw. formacie normandzkim. W ramach tych rozmów podpisano dwa porozumienia mińskie (pierwsze we wrześniu 2014 roku, a drugie w lutym 2015 roku).

 

Rozmowy pokojowe były wynikiem nacisków międzynarodowych oraz próbą zakończenia eskalacji konfliktu. Jednakże, brak pełnego zaufania między stronami oraz kontynuacja wsparcia separatystów przez Rosję uniemożliwiły trwałe rozwiązanie konfliktu. Nie udało się to ani Obamie, ani Trumpowi przez całą jego pierwszą kadencję, ani Bidenowi. Teraz Trump epatuje pewnością siebie i odgraża się, że doprowadzi do pokoju. Dlaczego tym razem to ma się udać? Nie wiadomo.

 

Tlący się konflikt

 

Porozumienia mińskie nie zakończyły walk w Donbasie. Konflikt trwał nadal, powodując tysiące ofiar i zniszczeń infrastruktury. Brak trwałego pokoju utrwalił podział regionu i uniemożliwił reintegrację z resztą Ukrainy.

 

Donbas, kontrolowany przez separatystów, został faktycznie odcięty od reszty Ukrainy. Kijów wstrzymał transfery finansowe do regionu, co doprowadziło do jego gospodarczej izolacji i zapaści. Sytuacja ta umocniła pozycję Rosji jako głównego dostawcy pomocy dla separatystycznych republik.

 

Porozumienia mińskie nie zostały w pełni zrealizowane, co utrwaliło patową sytuację polityczną w regionie. Żadna ze stron nie była w stanie osiągnąć swoich celów, a konflikt pozostawał w stanie zawieszenia, z regularnymi naruszeniami rozejmu.

 

Niepowodzenie porozumień umocniło rosyjski wpływ w regionie. Moskwa kontynuowała wsparcie separatystów, utrzymując Donbas jako instrument wpływu na Ukrainę i destabilizacji jej polityki.

 

2022 – dla wielu wtedy zaczęła się wojna na Ukrainie

 

Od października 2021 roku Rosja zaczęła masowo koncentrować wojska wzdłuż granicy z Ukrainą. Do lutego 2022 roku liczba żołnierzy sięgała około 190 000, z dodatkowymi siłami rozmieszczonymi w Białorusi i na Krymie. Rosja przeprowadzała też ćwiczenia wojskowe w Białorusi, które były postrzegane jako przykrywka dla koncentracji sił zbrojnych.

 

21 lutego 2022 roku Władimir Putin uznał Doniecką i Ługańską Republikę Ludową za niezależne państwa, co posłużyło jako pretekst do wysłania dodatkowych wojsk do tych regionów jako „sił pokojowych”. Zaledwie kilka dni potem, bo w nocy z 23 na 24 lutego 2022 roku rozpoczęła się druga faza rosyjskiej agresji na Ukrainę.

 

Rosja rozpoczęła zmasowane ataki rakietowe na całą Ukrainę, w tym na Kijów, Charków i inne kluczowe miasta. Wojska rosyjskie ruszyły na Ukrainę z trzech kierunków: północnego (z Białorusi w stronę Kijowa), wschodniego (z Donbasu) i południowego (z Krymu). Pierwszy etap inwazji nie przyniósł Rosji szybkiego zwycięstwa, jak się spodziewano. Ukraina skutecznie broniła się, a wojska rosyjskie nie zdołały zdobyć Kijowa, co było jednym z głównych celów operacji. Jakby tego było mało, Putin po raz pierwszy doprowadził swoimi działaniami do tak istotnego odwrócenia się Zachodu od niego. Zaowocowało to z jednej strony sankcjami na Rosję, z drugiej strony wsparciem Ukrainy. Być może nie spodziewał się takiej reakcji, skoro każda wcześniejsza agresja, tak na inne państwa i narody, jak i na własny naród, uchodziły mu z grubsza na sucho.

 

Ukraińska armia, dowodzona przez generała Wałerija Załużnego, naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy, skutecznie organizowała obronę kraju. Załużny odegrał kluczową rolę w koordynacji działań wojskowych, w tym w odpieraniu rosyjskich ataków na Kijów i inne strategiczne punkty. Po stronie ukraińskiej istotną rolę odegrał także prezydent Wołodymyr Zełenski, który stał się symbolem oporu i mobilizacji narodu. Po stronie rosyjskiej głównymi dowódcami wojskowymi byli Walerij Gierasimow, szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, oraz Siergiej Szojgu, minister obrony Rosji.

Były Naczelny Dowódca ZSU gen. Walerij Załużny; autor: Збройні сили України; data: lipiec 2021

Kolejne etapy wojny

 

W kolejnym etapie drugiej fazy konfliktu, po niepowodzeniu w zdobyciu Kijowa Rosja przeniosła swoje główne siły do Donbasu, próbując zdobyć Mariupol i okrążyć ukraińskie wojska w regionie. W maju 2022 roku Rosja zdobyła Mariupol, co było jednym z największych sukcesów w tym okresie. Innymi ważnymi wydarzeniami w tym czasie były wyniszczające i zrównujące z ziemią bitwy o Siewierodonieck czy Lisiczańsk.

 

W trzecim etapie, od lipca 2022 roku, walki w Donbasie przybrały charakter pozycyjny, z obiema stronami walczącymi o każdy metr ziemi. W sierpniu i wrześniu 2022 roku Ukraina przeprowadziła udaną kontrofensywę w obwodzie charkowskim, odbijając znaczne obszary. Ukraińskie wojska, dowodzone przez generała Ołeksandra Syrskiego, przeprowadziły zaskakujący atak na słabo obsadzone rosyjskie linie obronne. W ciągu kilku dni odzyskano ponad 2,500 km² terytorium, w tym kluczowe miasta jak Izium i Kupiańsk. Była to jedna z najszybszych i najbardziej spektakularnych operacji wojskowych tej wojny, która zmusiła Rosję do chaotycznego odwrotu i porzucenia dużej ilości sprzętu wojskowego.

 

Obok ofensywy charkowskiej miała także miejsce podobna, ale w obwodzie chersońskim. Po intensywnych walkach i systematycznym niszczeniu rosyjskich linii zaopatrzenia, ukraińskie siły zmusiły Rosjan do wycofania się z Chersonia – jedynej stolicy obwodu zajętej przez Rosję od początku inwazji. Miasto zostało ostatecznie wyzwolone 11 listopada 2022 roku, co było ogromnym sukcesem strategicznym Ukrainy.

 

Na początku 2023 roku Rosja próbowała odzyskać inicjatywę strategiczną, koncentrując się na kierunkach ługańskim i donieckim. Kolejne ofensywy i kontrofensywy przesuwały linię walk na korzyść jednej lub drugiej strony.

 

W sierpniu 2024 roku Ukraina przeprowadziła niespodziewaną inwazję na obwód kurski, zdobywając początkowo około 1,3 tys. km² terytorium Rosji. Chociaż ukraińskie oddziały dokonywały już rajdów o charakterze dywersyjno-zwiadowczym na terytorium Rosji w 2023 r. i na początku 2024 r., operacja kurska była zaskoczeniem zarówno dla Rosji, jak i sojuszników Ukrainy, którzy nie zostali poinformowani o tych planach.

 

Ukraińskie operacje na terytorium Rosji miały na celu nękanie rosyjskich sił zbrojnych, powstrzymanie rosyjskiej ofensywy na Ukrainie oraz schwytanie rosyjskich żołnierzy w celu wymiany na ukraińskich jeńców. Oprócz obwodu kurskiego, dotknęły też obwód biełgorodzki czy briański.

 

Trump chce był gołąbkiem pokoju

 

Wikipedia Commons

Donald Trump zaczął intensywnie mówić o swoich planach pokojowych dla Ukrainy w 2024 roku, w trakcie kampanii prezydenckiej, kiedy wielokrotnie podkreślał, że potrafi zakończyć wojnę w ciągu jednego dnia. Po objęciu urzędu prezydenta USA w styczniu 2025 roku, termin doprowadzenia do pokoju odsunął w czasie, ale nadal twierdzi, że jest w stanie do tego doprowadzić.

 

W tym celu a to uderza w Ukrainę, a to w Rosję. Jednego dnia twierdzi, że Zełeński “jest dyktatorem”, żeby jakiś czas potem, pytany przez dziennikarzy być zaskoczony własnymi słowami, a kilku dni potem znów pokłócić się z prezydentem Ukrainy. Czy w tym szaleństwie jest metoda? Przekonamy się za jakiś czas.

 

Co dalej?

 

Prędzej czy później pokój musi nastąpić. Z dzisiejszej perspektywy można przewidywać, że Rosja wyjdzie z tej wojny osłabiona, ale zacznie się szybko odbudowywać (nie można wykluczać, że Zachód szybko wróci do “business as usual”, także te kraje, które teraz krytykują Trumpa za zbyt łagodne podejście do Trumpa). Ukraina zapewne będzie okrojona terytorialnie i narażona na ingerencje rosyjskich (pewnie nie tylko tych) służb. Jeżeli pokój będzie trwały, będzie to pozytywnym czynnikiem dla USA. Już przed laty spekulowano o możliwości “odpuszczenia” przez USA Europy i skupieniu się na Pacyfiku, a tam na pojedynku amerykańsko-chińskim. Obecne postępowanie amerykańskiej administracji jest przez co najmniej niektórych postrzegane jako próby wdrażania tej strategii.

 

Ukraina jest obecnie krajem wyniszczonym pod wieloma względami wojną, spenetrowanym przez wielkie międzynarodowe korporacje i nadal, jak się wydaje, borykającym się z problemami takimi jak powszechna korupcja. W przypadku, jeżeli udałoby się osiągnąć trwały pokój (a nie taki, jaki po porozumieniach mińskich), to oczywiście byłyby duże szanse, że kraj ruszyłby z odbudową, jednak można mieć wątpliwości, czy i kiedy Ukraina dałaby radę w przekonujący sposób poradzić sobie z korupcją i innymi patologiami społecznymi, a na odwrócenie sytuacji związanej z dominacją gospodarczą międzynarodowych korporacji to już wcale bym nie liczył.

 

Trudno nie odnieść wrażenia, że dla wielu w Europie ewentualne zakończenie tej wojny stałoby się wygodnym pretekstem dla powrotu do business as usual z Rosją Putina oraz kontynuowania gospodarczego penetrowania Ukrainy. Trudno mnie przewidzieć, jak w tej sytuacji zachowałaby się sama Rosja. Powracają spekulacje o tym, że mogłaby we wcale nie tak odległej perspektywie czasowej rozpocząć kolejny konflikt (oczywiście jak zwykle pod jak najbardziej szczytnym pretekstem). Jest to zupełnie niewykluczone.

 

W zasadzie znajdujemy się w sytuacji, w której trudno znaleźć dobre wyjścia. Tzn. może i łatwo znaleźć, ale trudno wykonać. Gdyby doszło do rozczłonkowania Rosji na mniejsze państewka (najlepiej przy okazji też Niemiec), można byłoby odetchnąć z ulgą na długie lata. Nie widzę jednak póki co na tak radykalne scenariusze żadnych szans. Musimy więc liczyć się z tym, że przyjdzie nam nadal żyć w okresie niepewności i to niezależnie od tego, kiedy, na jakich warunkach i w jakich okolicznościach dojdzie do pokoju na Ukrainie.

 

 

 

Paweł Kubala

Paweł Kubala

Politolog. Wiceprezes Stowarzyszenia „Wiara i Czyn”.


error: Zawartość jest chroniona!!