SPORT

Polskie drużyny na zapleczu Europy

Niestety, ale kolejny raz polskie drużyny zakończyły swoja przygodę z europejskimi pucharami  jeszcze latem. Tym razem również nie obyło się bez sensacyjnych rozstrzygnięć, które potwierdziły miejsce naszej ekstraklasy na piłkarskiej mapie.

Liga Europy

12 lipca swoje zmagania w ramach pierwszej rundy Ligi Europy rozpoczęły Górnik Zabrze oraz Lech Poznań. Zabrzanie podejmowali mołdawską Zarię. Pierwsze spotkanie zakończyło się skromnym, wyszarpanym zwycięstwem polskiej ekipy 1:0, a bramkę dającą wygraną zdobył nie kto inny jak Angulo. Rewelacja poprzednich rozgrywek ekstraklasy do nowego sezonu przystąpiła osłabiona- barwy zabrzańskiego klubu opuścili Damian Kądzior, Mateusz Wieteska czy Rafał Kurzawa. Cała trójka stanowiła kręgosłup w poprzednim sezonie. Rewanż zakończył się remisem 1:1 i to Górnik mógł cieszyć się z awansu do kolejnej rundy. Zabrzanie do 85   minuty przegrywali, jednak pod koniec spotkania na listę strzelców wpisał się Daniel Szmuga. Dla  21- latka była to pierwsza bramka w barwach zabrzańskiego klubu.

12 lipca swoje zmagania w ramach pierwszej rundy Ligi Europy rozpoczęły Górnik Zabrze oraz Lech Poznań. Zabrzanie podejmowali mołdawską Zarię. Pierwsze spotkanie zakończyło się skromnym, wyszarpanym zwycięstwem polskiej ekipy 1:0. Rewanż zakończył się remisem 1:1 i to Górnik mógł cieszyć się z awansu do kolejnej rundy.

Nie bez problemów do kolejnej fazy awansował Lech Poznań. Kolejorz po pewnym zwycięstwie u siebie 2:0 ( dwa gole Gytkjaera) nad Gandzasar Kapan przystąpił w dobrych humorach do długiej ponad 3000 km podróży do Armenii. Na miejscu jednak przekonali się, że ormiański zespół nie wyszedł tylko asystować wicemistrzowi Polski, a postawił twarde warunki. Po 67 minutach gospodarze wygrywali już 2:0 i niesieni dopingiem kibiców frontalnie atakowali bramkę Poznaniaków. Honor Kolejorzowi uratował w 95 minucie Łukasz Trałka, który posłał futbolówkę do bramki rywali. Tym samym Lechici celebrowali awans do kolejnej fazy.

Nie bez problemów do kolejnej fazy awansował Lech Poznań. Kolejorz po pewnym zwycięstwie u siebie 2:0 ( dwa gole Gytkjaera) nad Gandzasar Kapan przystąpił w dobrych humorach do długiej ponad 3000 km podróży do Armenii.  Ormiański zespół nie wyszedł tylko asystować wicemistrzowi Polski, a postawił twarde warunki. Po 67 minutach gospodarze wygrywali już 2:0 i niesieni dopingiem kibiców frontalnie atakowali bramkę Poznaniaków. Honor Kolejorzowi uratował w 95 minucie Łukasz Trałka.

Druga runda kwalifikacji okazała się za wysokimi progami dla Górnika. Zabrzanie doznali druzgocącej porażki z zespołem ze Słowacji. U siebie ulegli 0:1, zaś na wyjeździe zostali ośmieszeni przegrywając 1:4. Pogromcą okazał się Trenczyn. W słowackiej ekipie w osiemnastce meczowej znalazło się tylko czterech rodowitych piłkarzy.

Druga runda kwalifikacji okazała się za wysokimi progami dla Górnika. Zabrzanie doznali druzgocącej porażki z zespołem ze Słowacji. U siebie ulegli 0:1, zaś na wyjeździe zostali ośmieszeni przegrywając 1:4. Pogromcą okazał się Trenczyn

Więcej szczęścia miał Lech Poznań, któremu los przydzielił Szahtior Soligorsk. Białorusini grali jak równy z równym i dopiero dogrywka wyłoniła zwycięzcę rywalizacji. Pierwszy mecz zakończył się remisem 1:1, a bramka w 89 minucie Amarala okazała się kluczowa w starciu z Szahtiorem. W drugim spotkaniu na Bułgarskiej dzięki hatrickowi Gytkjaera Lech cieszył się z awansu do trzeciej rundy.

Przystępująca do drugiej rundy Jagiellonia miała najtrudniejszego rywala. Już na tym etapie rywalizowali z mocną ekipą z Portugalii – Rio Ave.  W pierwszym spotkaniu Jaga wygrała u siebie 1:0 po bramce Mateusza Machaja. Piąty zespół poprzedniego sezony w Sagres lidze – Rio Ave po fascynującym meczu rewanżowym tylko zremisowali 4:4 z Jagiellonią i odpadli w rywalizacji z polskim klubem. Jaga nie byłą faworytem tego spotkania, a awans wydawał się być dobrym prognostykiem przed kolejną rundą.

Przystępująca do drugiej rundy Jagiellonia miała najtrudniejszego rywala. Już na tym etapie rywalizowali z mocną ekipą z Portugalii – Rio Ave.  W pierwszym spotkaniu Jaga wygrała u siebie 1:0 po bramce Mateusza Machaja.  Rio Ave po fascynującym meczu rewanżowym tylko zremisowali 4:4 z Jagiellonią i odpadli w rywalizacji z polskim klubem.

Trzecia runda okazała się belgijską masakrą. Lech Poznań zmierzył się w niej z KRC Genk, a  Jagiellonia z Gent. Trzecia drużyna polskiej ekstraklasy w meczu wyjazdowym uległa 0:2 swojemu przeciwnikowi. Lech zagrał nieźle, pokazał kilka ciekawych akcji, jednak piłkarską Belgowie wyglądali na zespół co najmniej o klasę lepszy.  W rewanżu mimo niezłego początku, to Belgowie wyszli na prowadzenie, a bramka na 0:2 wybiła z głowy jakiekolwiek chęci do gry. Poznaniacy odpowiedzieli tylko raz- Na listę strzelców wpisał się nowy nabytek Tomasz Cywka, jednak w dwumeczu przegrali 1:4 z Genkiem. Takim samym wynikiem w dwumeczu zakończyło się starcie wicemistrza Polski- Jagielloni z Gentem. Pierwsze starcie w Białymstoku minimalnie lepiej zaprezentowali się goście wygrywając 1:0. Mimo porażki Jagiellonia zaprezentowała dobry futbol, walcząc jak równy z równym z bardziej utytułowanym rywalem. W rewanżu Jaga zagrała podobnie z agresją , wolą walki i z myślą odrobienia wyniku. Niestety pierwszy cios przyjęli w 13 minucie i mimo szybkiej odpowiedzi w 58 minucie przez Martina Pospisila to końcówka spotkania należała do gospodarzy, którzy wykazali się nie lada instynktem kilerskim, zdobywając dwa gole.

Trzecia runda okazała się belgijską masakrą. Lech Poznań zmierzył się w niej z KRC Genk, a  Jagiellonia z Gent. Trzecia drużyna polskiej ekstraklasy w meczu wyjazdowym uległa 0:2 swojemu przeciwnikowi. Lech zagrał nieźle, pokazał kilka ciekawych akcji, jednak piłkarską Belgowie wyglądali na zespół co najmniej o klasę lepszy.  W rewanżu mimo niezłego początku, to Belgowie wyszli na prowadzenie, a bramka na 0:2 wybiła z głowy jakiekolwiek chęci do gry. Poznaniacy odpowiedzieli tylko raz- Na listę strzelców wpisał się nowy nabytek Tomasz Cywka, jednak w dwumeczu przegrali 1:4 z Genkiem. Takim samym wynikiem w dwumeczu zakończyło się starcie wicemistrza Polski- Jagielloni z Gentem.

Liga Mistrzów

Wielkie apetyty na najbardziej prestiżowe rozgrywki na świecie miał Mistrz Polski Legia Warszawa. Legioniści po raz kolejny sami sobie skomplikowali start w rozgrywkach przebudowując zespół, zmieniając trenera, choć zmiana dała im mistrzostwo. Jednak w działaniach włodarzy klubu zabrakło konsekwencji i koncepcji na budowę zespołu mającego walczyć o awans do piłkarskiego raju. W pierwszej rundzie Legioniści zmierzyli się z irlandzkim Cork, który ostrzył sobie zęby na rywala, będąc przekonanym, że przyjeżdża do nich wielki zespół. Swoje zdziwienie pokazywali już po ostatnim gwizdku, gdzie o zaskoczeniu tak słabą grą Legii Warszawy. Wynik meczu 1:0 dla Mistrza Polski po golu Michała Kucharczyka dopiero w 79 minucie. Mecz stał na bardzo niskim poziomie. Rewanż w stolicy nie przyniósł zapowiadanych fajerwerków i mimo wygranej 3:0 kibice czuli niedosyt i niepokój, patrząc na to jak grali ich ulubieńcy. Gole Radovica i dwóch nowych nabytków – Kante z Wisły Płock i Carlithosa z Wisły Kraków zamknęły ten dwumecz.

Wielkie apetyty na najbardziej prestiżowe rozgrywki na świecie miał Mistrz Polski Legia Warszawa. Legioniści po raz kolejny sami sobie skomplikowali start w rozgrywkach przebudowując zespół, zmieniając trenera, choć zmiana dała im mistrzostwo. Jednak w działaniach włodarzy klubu zabrakło konsekwencji i koncepcji na budowę zespołu mającego walczyć o awans do piłkarskiego raju.

Druga runda okazała się katastrofą. Legia podejmowała mistrza Słowacji i w tej rywalizacji byłą zdecydowanym faworytem.  Ponad piętnaście tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie Legionistów przeżyli horror, gdy ich zespół po wręcz fatalnym spotkaniu uległ Spartakowi Trenczyn 0:2. Wynik powinien być dużo wyższy i tylko niebiosa uchroniła Legię od wyższego wymiaru kary. Do rewanżu piłkarze Legii przystępowali zmotywowani, przekonani, że to oni po 90 minutach będą świętować awans. Dopiero w 64 minucie sygnał do walki dał Inaki Astiz. Mimo prowadzenia Legia nie wykorzystała swoich okazji, a Spartak Trenczyn wyeliminował mistrza Polski.

Druga runda okazała się katastrofą. Legia podejmowała mistrza Słowacji i w tej rywalizacji byłą zdecydowanym faworytem.  Ponad piętnaście tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie Legionistów przeżyli horror, gdy ich zespół po wręcz fatalnym spotkaniu uległ Spartakowi Trenczyn 0:2. Do rewanżu piłkarze Legii przystępowali zmotywowani, przekonani, że to oni po 90 minutach będą świętować awans. Dopiero w 64 minucie sygnał do walki dał Inaki Astiz. Mimo prowadzenia Legia nie wykorzystała swoich okazji.

Legia a Liga Europy

Sensacyjne odpadniecie w trzeciej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów spowodował, że Legia mogła jeszcze uratować sezon awansując do fazy grupowej Ligi Europy. Wystarczyło pokonać mistrza Luksemburga, amatorski klub FC Dudelange. Gdy eksperci i kibice zastanawiali się w ogóle jak wymawiać nazwę tejże drużyny na boisku w Warszawie doszło do największej katastrofy polskiej drużyny w ramach rywalizacji w europejskich pucharach. I tak amatorski klub ośmieszył mistrza Polski, górując pod każdym aspektem gry i wygrywając 2:1. Od posiadania piłki, po celne strzały i dokładność podań. I żadnym usprawiedliwieniem jest fakt, że od 46 minuty Legia grała w osłabieniu, po tym jak czerwona kartkę otrzymał Inaki Astiz.

Sensacyjne odpadniecie w trzeciej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów spowodował, że Legia mogła jeszcze uratować sezon awansując do fazy grupowej Ligi Europy. Wystarczyło pokonać  amatorski klub FC Dudelange. Gdy eksperci i kibice zastanawiali się w ogóle jak wymawiać nazwę tejże drużyny na boisku, w Warszawie doszło do największej katastrofy polskiej drużyny w ramach rywalizacji w europejskich pucharach. I tak amatorski klub ośmieszył mistrza Polski, górując pod każdym aspektem gry i wygrywając 2:1.

Ciśnienia nie wytrzymał Dariusz Mioduski – właściciel Legii, który próbując ratować tonący statek zmienił kapitana statku, zatrudniając byłego piłkarza reprezentacji Portugalii- Sa Pinto. Niestety Portugalczyk nie jest cudotwórcą i nie zdołał naprawić w kilka dni tego, co przez miesiące było zaniedbywane. Co gorsza dla Legii- rewanż okazał się jeszcze gorszy niż pierwsze spotkanie, bo od początku spotkania to gracze Dudelange przeważali, atakowali i ośmieszali przepłacanych grajków z Warszawy. I tak po 17 minutach prowadzili już 2:0, po czym co zrozumiałe cofnęli się , głęboko broniąc się przed Legią. Niestety nawet tak defensywne ustawienie nie przynosiło frontalnych ataków warszawskiego klubu. W 33 minucie Kante strzelił honorowego gola i nic się nie działo do 85 minuty. Wtedy to drugiego gola zdobył francuski piłkarz i ostatnie minuty były istnym oblężeniem na połowie Luksemburczykow. Niestety więcej goli nie wpadło i sensacyjnie Dudelange awansowało do kolejnej fazy. Jak się okazało tam, pokonali FC Cluj i jesienią będą reprezentowali swój kraj w Lidze Europy. Co gorsza po blamażu, całą winę za porażkę trener i piłkarze obarczyli sędziego.

Ciśnienia nie wytrzymał Dariusz Mioduski – właściciel Legii, który próbując ratować tonący statek zmienił kapitana statku, zatrudniając byłego piłkarza reprezentacji Portugalii- Sa Pinto. Niestety Portugalczyk nie jest cudotwórcą i nie zdołał naprawić w kilka dni tego, co przez miesiące było zaniedbywane. gracze Dudelange przeważali, atakowali i ośmieszali przepłacanych grajków z Warszawy. I tak po 17 minutach prowadzili już 2:0, po czym co zrozumiałe cofnęli się , głęboko broniąc się przed Legią. Niestety nawet tak defensywne ustawienie nie przynosiło frontalnych ataków warszawskiego klubu. W 33 minucie Kante strzelił honorowego gola i nic się nie działo do 85 minuty. Wtedy to drugiego gola zdobył francuski piłkarz i ostatnie minuty były istnym oblężeniem na połowie Luksemburczykow. Niestety więcej goli nie wpadło.

 

Piotr Chmielewski

Piotr Chmielewski

Czołem! Nazywam się Piotr Chmielewski. Jestem dziennikarzem. W "CENTRUM" zajmuję się tematyką sportową.


error: Zawartość jest chroniona!!