KATASTROFA SMOLEŃSKA zdaniem K. Morawieckiego: Traktuję katastrofę smoleńską jako ostatnie „echo Katynia
W ramach „WIELOGŁOSU CENTRUM” o katastrofie smoleńskiej, jej tragizmie i wpływie na przyszłość kraju rozmawiam z Kornelem Morawieckim – legendarnym przywódcą opozycyjnej Polski Walczącej, Marszałkiem Seniorem Sejmu.
Marek Bielecki: 10 kwietnia 2010 roku. Jak Pan wspomina ten dzień ?
Kornel Morawiecki: Wspominam go z tragizmem dużym – po tym, jak już było jasne, że wszyscy zginęli. Pisałem list, opisany tez w internecie, ale również „Rzeczpospolita” umieściła fragment tego tekstu. Starałem się tam odnieść do takich wielkich słów – „widać, że w takim nieszczęściu trzeba odejrzeć temu nieszczęściu, trzeba jakoś odpowiedzieć. Ja do dzisiaj traktuję katastrofę smoleńską jako takie +echo Katynia+. “. Takie ostatnie, bolesne echo tej rzeczywistości drugiej wojny światowej, która miała w sobie niesamowity ładunek wrogości i takiego całkowitego zniszczenia. Bo podczas okupacji dwaj nasi wrogowie: Niemcy hitlerowskie i sowiecka Rosja postanowili, że Polski nie będzie, że nas, Polaków nie będzie: to jest Katyń, to jest Oświęcim – to są straszne, niewyobrażalne straty ludzkie. Zniszczenia moralne, materialne. Smoleńsk to jest pewne echo tamtej tragedii… Polski prezydent, parlamentarzyści, grupy wybitnych reprezentantów naszego narodu. Grupa leciała na złożenie hołdu tym, którzy nosili tą Polskę nie tylko w sercu, ale na czapkach, na orzełkach i na symbolach. Czy to byli oficerowie, profesorowie czy to były absolutne elity polskie w Katyniu. Katyń to symboliczne miejsce, nazwa, która się wiąże z tym, że należało ich zgładzić, zamordować, żeby naród polski przestał istnieć, żeby stracił swoje miejsce, terytorium, język, swoją historię, kulturę, itd. Ten zamiar był dłużej realizowany przez Niemców. Dopiero ta sytuacja się ze strony Sowietów odwróciła, kiedy te dwie potęgi wzięły się „za łby” i zaczęli się ze sobą bić. I wtedy rzeczywiście jedni, Sowieci – przez to, że pokonali Niemców, wybawili nas od tego od losu niebytu. Przy czym ani mi, Polacy, ani nawet Rosjanie nie zdołali wybawić na przykład Żydów polskich. Bo tych Żydów polskich, którzy mieli swój język, i tak dalej – Niemcy wymordowali. Tej kultury [polskich Żydów – przyp. red.] nie ma w Polsce. I podobnie, miało nie być polskiej kultury, polskiego narodu. No i ta druga wojna światowa była strasznym tego źródłem i pomysłem – zbrodniczym, olbrzymim pomysłem, głównie niemieckim. Później Rosjanie z tego pomysłu zrezygnowali, bo byliśmy im też potrzebni do pokonania Niemców: około 200 tys. polskich żołnierzy w 900-tysięcznej armii szturmowało Berlin. To nie jest przypadkiem, że 2 maja mamy święto Flagi Polskiej, bo wtedy polscy żołnierze na Bramie Brandenburskiej zawiesili flagę polską, obok sowieckiej. Katastrofa smoleńska to jest ostatnie podzwonne II wojny światowej. Tak że to jest widzi Pan, to wszystko ma w sobie dalekosiężne przyczyny. I to, że nasz prezydent, nasza delegacja tragicznie zginęła podczas wizyty, która miała oddać hołd tym zabitym ma w sobie element bólu, ale i pewnej nadziei. Wszystkim nam zależało oddać ten hołd. To była szczytna misja, na którą oni lecieli.
(O 10 kwietnia 2010 roku): Wspominam go z tragizmem dużym – po tym, jak już było jasne, że wszyscy zginęli. Pisałem list, opisany tez w internecie, ale również „Rzeczpospolita” umieściła fragment tego tekstu. Starałem się tam odnieść do takich wielkich słów – „widać, że w takim nieszczęściu trzeba odejrzeć temu nieszczęściu, trzeba jakoś odpowiedzieć. Ja do dzisiaj traktuję katastrofę smoleńską jako takie +echo Katynia+. “
M.B: Jak Pan uważa – co doprowadziło do katastrofy smoleńskiej?
K.M: Głównie uważam, że to były błędy polskie i rosyjskie. Błędy, bezpośrednie błędy pilotów, błędy obsługi lotniska w Smoleńsku. No i tragiczne warunki pogodowe, też pewna chęć sprostania zadaniu, która była po stronie wszystkich. Jak bym miał głębiej Panu odpowiedzieć to bym powiedział tak: do katastrofy smoleńskiej doprowadziła ogromna chęć sprostania zobowiązaniu, jakim była 70. rocznica tragedii katyńskiej. Ona była jednym z elementów, które osłabiły czujność – zarówno pilotów, jak i prezydentowi, który zaprosił najwyższych przywódców. Wszyscy chcieli w sposób godny oddać hołd ofiarom. Rosjanie też nie chcieli czy nie odważyli się tego samolotu skierować na inne lotnisko, bo uważali że wtedy Polacy będą mieli do nich pretensje, że zakłócili te obchody, które są naszą taką świętością. Myślę, że tu się złożyło wiele czynników – takich przypadkowych, ale też poczucie głębokiej misji, które niestety doprowadziło do tego, że razem ze słabością organizacyjną, ze złym przygotowaniem lotu. Rosjanie chcieli mieć takiego pilota. Oni mówili, że dadzą nam nawigatora.. Myśmy się nie zgodzili, nie wzięliśmy, bo brakowało nam pieniędzy czy z jakiegoś innego powodu. Takie dosyć elementarne błędy strona polska popełniła w tych całych przygotowaniach i całym tym locie. A Rosjanie ostrzegli, co prawda, że nie ma warunków do lądowania, że mgła, i tak dalej, ale nie zamknęli lotniska, bo traktowali to jako wojskowy samolot. Właśnie do tego doszło kilka czynników, m.in. atmosferycznych – to wszystko się złożyło i spowodowało To wszystko to są niejasności, których teraz już się nie rozstrzygnie.. Ważniejsze jest to, że teraz jesteśmy rozgrywani wewnętrznie przez samych siebie i zwłaszcza – zewnętrznie. Teraz to Rosjanie rozumieją, że należy nas dzielić – jedni uważali, że to katastrofa, inni że zamach. To nas, Polaków dramatycznie osłabia. To jest nasz problem, to jest nasz błąd.
Myślę, że tu się złożyło wiele czynników – takich przypadkowych, ale też poczucie głębokiej misji, które niestety doprowadziło do tego, że razem ze słabością organizacyjną, ze złym przygotowaniem lotu. Rosjanie chcieli mieć takiego pilota. Oni mówili, że dadzą nam nawigatora.. Myśmy się nie zgodzili, nie wzięliśmy, bo brakowało nam pieniędzy czy z jakiegoś innego powodu. Takie dosyć elementarne błędy strona polska popełniła w tych całych przygotowaniach i całym tym locie. A Rosjanie ostrzegli, co prawda, że nie ma warunków do lądowania, że mgła, i tak dalej, ale nie zamknęli lotniska, bo traktowali to jako wojskowy samolot.
M.B: W polskim społeczeństwie zostało upowszechnione powiedzenie, że Polska za rządów PO – PSL istniała tylko w teorii. Oczywiście, pierwotnie chodziło o sposób działania służb, jednak stwierdzenie to na tyle wryło się w świadomość społeczną, że warto poddać je ocenie. Co Pan Marszałek o tym sądzi?
K.M: To stwierdzenie pojawiło się za sprawą ministrów Platformy na taśmach w aferze podsłuchowej. Oczywiście wówczas Polska istniała w dużo większym stopniu niż państwo za komuny, ale to jest cały czas słabe państwo. Oczywiście. Tu się zgadzam – to jest słabe państwo. Słabe z różnych względów: z tego, że nie zachowaliśmy mitu „Solidarności”, żeśmy się rozczłonkowali, żeśmy pozwolili sobie na indywidualizm, na egoizm, na prywatę. To wszystko to są obciążenia i konsekwencje tej transformacji, ale także pewnej ideologii, którą przyjęliśmy. Co do słabości państwa – oczywiście z Panem się zgadzam. Takie słabości widać było podczas lotu smoleńskiego – nie wolno było brać wszystkich tak ważnych osobistości, wszystkich dowódców od jednego samolotu. Nie wolno było tego robić! Nie wolno było namawiać pilotów Jak-a do próby lądowania, bo to skończyło się tragicznie. Uważam, że do lotów z prezydentem trzeba dawać bardziej doświadczonych pilotów niż Pan kapitan Protasiuk. Te wszystkie zaniedbania proceduralne są elementami śledztwa. To śledztwo jest niezakończone. Cieszę się, że Pan Macierewicz to kontynuuje, ale martwi mnie to, że kontynuuje te prace z zupełnie osobnym zespołem ekspertów, że nie wziął tego grona ekspertów Pana Millera do pomocy, bo wtedy wszyscy Polacy byśmy uwierzyli tej diagnozie. A tak no to jest obawa, że znowu będziemy podzieleni. Ten podział, który dotyczy katastrofy smoleńskiej jest największą korzyścią dla naszych nieprzyjaciół – dla Rosjan, być może też dla innych państw. To bardzo nas osłabia.
(O sformułowaniu “państwo teoretyczne): To stwierdzenie pojawiło się za sprawą ministrów Platformy na taśmach w aferze podsłuchowej. Oczywiście wówczas Polska istniała w dużo większym stopniu niż państwo za komuny, ale to jest cały czas słabe państwo. Oczywiście. Tu się zgadzam – to jest słabe państwo. Słabe z różnych względów: z tego, że nie zachowaliśmy mitu „Solidarności”, żeśmy się rozczłonkowali, żeśmy pozwolili sobie na indywidualizm, na egoizm, na prywatę. To wszystko to są obciążenia i konsekwencje tej transformacji, ale także pewnej ideologii, którą przyjęliśmy.
M.B: Czy Pan Marszałek uważa, że od czasu przejęcia władzy przez PiS Polska wzmocniła swoją rangę, pozycję na arenie międzynarodowej?
K.M: Cieszę się z tej zmiany, która nadeszła, bo to było osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej. Niewiele można było zaliczyć „na plus” tamtemu rządowi, choć były też elementy, które ja uważam za słuszne.
M.B: Jakie na przykład?
K.M: Przynajmniej częściowa próba zneutralizowania tej złodziejskiej siły OFE. Wmówiono społeczeństwu, że to są nasze pieniądze, a to były pieniądze, na które zadłużaliśmy państwo. Rzeczywiście nasze pieniądze, ale na które się sami zadłużaliśmy. Pieniądze dla bogatych, w znacznej mierze – dla koncernów zagranicznych i zagranicznych instytucji finansowych. I to była wielka pomyłka. Częściowe osłabienie tego obciążenia OFE, które mieliśmy przez kilkanaście lat uważam za zasługę rządu Pana premiera Donalda Tuska. Niewiele więcej mógłbym zaliczyć „na plus” temu rządowi. Nawet sam sposób rządzenia Polską – taki opierający się o prywatę, o to że praktycznie żadna afera nie została rozliczona to jest kompletnym skandalem. Zaczęło się od afery hazardowej, poprzez Amber Gold.. można tak wymieniać
M.B: Jakie osoby Pan najcieplej wspomina spośród ofiar katastrofy smoleńskiej?
K.M: Z punktu widzenia państwa polskiego – symboliczna osoba Pana prezydenta. To jest pierwsza osoba w państwie. Ciepło wspominam Pana prezesa Kurtykę. Nie chcę wymieniać osoby, które znałem, bo to nie o to chodzi – Pana Wassermanna, Pana Putrę, wielu … Niezależenie od wszystkiego strata tych osób jest realnym ubytkiem dla państwa. Ale stracić prezydenta w takiej katastrofie… To jest po prostu symboliczne, to jest pewne uderzenie w poczucie bezpieczeństwa.
Z punktu widzenia państwa polskiego – symboliczna osoba Pana prezydenta. To jest pierwsza osoba w państwie. Ciepło wspominam Pana prezesa Kurtykę
M.B: Czy według Pana polska elita istnieje? A jeśli istnieje to kto ją stanowi?
K.M: Polska elita istnieje, służy polskiemu narodowi. Niestety ten problem, o którym rozmawiamy jest zasadniczy – to jest problem taki niepodległości. Nie wystarczy, żeby narodem nie rządzili obcy, ale jeżeli Ci, którzy rządzą i jego rodacy nie rządzą w interesie całości, tylko rządzą w interesie swoim to ten naród jest tak w połowie niepodległy. W czasie zaborów byliśmy rządzenie przez obcych, ale elity polskie oddane były narodowi – poświęcały się w powstaniach, pracy organicznej, w twórczości kulturalnej wielkiej, które te elity tworzyły – można powiedzieć, że budowały naszą tożsamość narodową, a teraz widzę, że te elity bardziej budują swój własny interes. I to mnie martwi, ale myślę, że się będzie pomału zmieniać. Na to liczę, że zmiana w Polsce, którą Pani premier zapowiada jako „dobrą zmianę” to będzie na tym polegać, że elity zajmą się sprawą całości, ogółu, a nie tylko swoim interesem.
(O polskiej elicie): Polska elita istnieje, służy polskiemu narodowi. Niestety ten problem, o którym rozmawiamy jest zasadniczy – to jest problem taki niepodległości. Nie wystarczy, żeby narodem nie rządzili obcy, ale jeżeli Ci, którzy rządzą i jego rodacy nie rządzą w interesie całości, tylko rządzą w interesie swoim to ten naród jest tak w połowie niepodległy.
M.B: Czy byłby Pan w stanie wskazać przykłady takich osób, które dbają o dobro wspólne, a nie tylko o własny interes?
K.M: Ja myślę, że dużo jest takich osób. To nie jest tak, że ja chcę prywatnie wskazywać ludzi. Myślę, że pełno jest takich osób – cały rząd polski. Oczywiście uważam, że i Pani premier, i szefostwo PiS-u – najważniejsze osoby w państwie. Można powiedzieć, że im zależy na Polsce. Ale myślę, że kolegom z partii opozycyjnych też jakoś zależy… Może inaczej to rozumieją te sprawy.. Nie chcę nikogo wystawiać poza nawiasem.. Klimat jest taki, jak to powiedziała Pani komisarz Bieńkowska – że ten, kto będzie pracować z nią dostanie 6 tysięcy… To było zupełnie aroganckie, tak nie można traktować innych. To znaczyło, że Ci [zatrudnieni ludzie – przyp. red.] patrzą na swoje korzyści i zyski jako na rzecz najważniejszą. To jest smutne..