KONDYCJA POLSKICH MEDIÓW wg Semki: Zasada oddzielenia informacji od komentarza bardzo szczytna. Jej nikt nie stosuje. Media z prawej i z lewej za bardzo się zideologizowały.
Gościem “WIELOGŁOSU CENTRUM” w dyskusji o kondycji polskich mediów jest Piotr Semka, publicysta „Do Rzeczy”.
Marek Bielecki: Jako dziennikarz „Tygodnika Gdańskiego” był Pan świadkiem transformacji ustrojowej. Czy zmiany, które wówczas zaszły zmieniły media na rzetelne i uczciwe?
Piotr Semka: Te dwie epoki różnią się od siebie. Pierwszy okres, „Tygodnik Gdański”, to jest założenie, że my będziemy tygodnikiem, który będzie istnieć w świecie, w którym komuniści będą mieć władzę. To się bardzo szybko zmieniało: „Tygodnik Gdański” powstał w maju, równocześnie z „Gazetą Wyborczą”. Zakładaliśmy, ze będziemy jedynym wolnym tygodnikiem na scenie medialnej, która będzie zdominowana przez komunistów. Ta sytuacja zmieniła się na początku 1990 r., kiedy rozpadła się PZPR, kiedy zaczęło być jasne, że powoli rynek się poszerza. I wtedy zacząłem obserwować nowe zjawisko: ekipa Mazowieckiego nie zrobiła tego, co zrobiła ekipa de Gaulle’a po zajęciu Francji kolaboracyjnej, tzn. trzeba było po prostu przydzielić poszczególne tytuły różnym środowiskom. W Polsce te różne gazety zamieniły się w spółdzielnie- starano się przydzielić tytuły osobom solidarnościowym. Np. w „Polityce” wybrano osobę, która unikała wszelkich awantur- Jana Bijaka. Ale ten okres trwał tylko parę lat i po nim scena publiczna podzieliła się na dwa obozy: zwolennicy 3 RP i Ci, którzy chcieli realnych zmian.
Co to był Układ Okrągłostołowy? Rozmaici durnie powtarzają, że Kaczyński był przy Okrągłym Stole. Kaczyński był przy Okrągłym Stole bo uznał, że jest taki okres, w którym trzeba z komunistami rozmawiać. Logika Okrągłego Stołu polegała na tym, że wrogiem jest prawica bo może zaprowadzić prawicową dyktaturę. W związku z tym Adam Michnik był alibi moralnym dla zatrzymania zmian i np., dla zakonserwowania sił komunistycznych. Ten układ nie mówił,że „my bronimy komunizmu, tylko że my bronimy demokracji przed prawicą, przed Wałęsą, itd.
Później trafiłem do telewizji. Tam już była ideologia- czyli, że wszyscy czerwoni okopywali się i nazywali się obrońcami demokracji, tak jak dzisiaj. Gdy przyszedłem do tv, teoretycznie, wygrał Wałęsa i powinny być tam nowe siły. Ale wtedy nastąpiło nowe zjawisko: Kongres Liberałów, na czele z Tuskiem, postanowił zaprzyjaźnić się z czerwonymi i przestał być zainteresowany jakimikolwiek zmianami. W obu przypadkach, „zakumplowanie się”,
części dawnych elit solidarnościowych z czerwonymi, którzy walczyli o przetrwanie. Oczywiście czerwoni nie występowali jako czerwoni, byli ludźmi rozsądku, tolerancji, pluralizmu. Postkomuniści szybko zorientowali się, że jeżeli podejmą część haseł lewicy laickiej, np. aborcję to nie pozostaną osamotnieni i nadadzą sobie wspaniały wizerunek obrońców demokracji.
M.B: Było zbyt mało zwolenników zmian w mediach publicznych? Czy może udało się dokonać jakiś zmian?
P.S: To wie Pan, było bardzo trudne. Wie Pan, taki scenariusz: nie ma żadnego konsensusu dt. zmian. Żeby przeprowadzić jakiekolwiek zmiany trzeba działać ostro. Jeżeli trzeba ostro robić to siłą rzeczy natychmiast staje się polaryzacja i jakby trudno mówić o jakimkolwiek wyważeniu i spokojnym przekazywaniu racji. To jest metoda Adama Michnika: doprowadzić do jak największego konfliktu bo wtedy ten konflikt powoduje polaryzację.
Dramat polegał na tym, ze dwie kolejne próby zmian: kampania Wałęsy i potem rząd Olszewskiego, odbywały się w środowisku, w którym doszło do sojuszu czerwonych ze zwolennikami Michnika.
Natomiast w 1993 roku doszło do fenomenu: komuniści tak bali się Wałęsy, ze wybrali Walendziaka jako mniejsze zło, co pozwoliło prawicy na większy udział w mediach.
M.B: Redaktor Reszczyński mówił, że po 89 roku sytuacja była dynamiczna, a nie z góry ukartowana
P.S: Tak, oczywiście. Natomiast Ci ludzie z „Solidarności”, którzy przychodzili, naiwnie myśleli, że wystarczy opanować 9 piętro, bo tam się mieści gabinet prezesa i wszystko będzie działało. Otóż nie działało. Trzeba było umieścić swoich ludzi na ważnych stanowiskach, np. słynny wydawca głównego wydania TVP. Ja sam nie wierzyłem w to, jak polecenia z samej góry potrafią być „kastrowane” przez poszczególnych dyrektorów i wydawców. To było mistrzostwo postkomuny w latach 1991-95.
M.B: Jak Pan ocenia funkcjonowanie obecnych mediów publicznych w Polsce? Czy dostrzega Pan jakieś podobieństwa z mediami na Zachodzie?
P.S: Nie. Na Zachodzie wprowadzono polityczną poprawność, która promuje praktycznie tylko głos liberalnej lewicy. I to we wszystkich krajach jest: w Niemczech- np. ruch przeciwko imigrantom PEGIDA jest przedstawiany tak jak w Polsce ruch smoleński.
M.B: Nie ma różnicy między tv państwową a prywatną?
P.S: Nie ma, jest nawet gorzej. W Niemczech można znaleźć naklejki typu „nie oglądam propagandy ZDF/ARD”. Dochodzi do coraz większego rozwarcia się nożyc między poprawnościową częścią społeczeństwa i poprawnościowymi mediami a tymi, którzy nie są ślepi i widzą, że w sprawie imigrantów oni są po prostu dezinformowani.
M.B: Czy jest Pan zwolennikiem kategorycznego oddzielenia informacji od komentarza?
P.S: Tej zasady się już nie stosuje. Oczywiście zasada bardzo szczytna, ale jej już nikt nie stosuje. Media i z prawej i z lewej za bardzo się już zideologizowały.
M.B: A TV Trwam?
P.S: Zgoda, ale ja mówię o dużych tendencjach. Lewica wyszła z pomysłem zamienienia gazety informacyjnej w gazetę noszącą ideę. Natomiast prawica się do tego trendu dostosowała.
M.B: Czy byłby Pan skłonny zmienić swoje zdanie w sprawie zasady oddzielenia informacji od komentarza gdyby tego domagali się np. widzowie tv publicznej?
P.S: Zasada ta nie jest jedynym cudownym rozwiązaniem, które uchroni przed jakimiś poważnymi problemami, ponieważ sam dobór informacji już jest istotny i ma podłoże ideologiczne. Powiem Panu tak, ten typ informowania jest typowy dla kultury anglosaskiej i to tez już raczej dotyczy przeszłości. Niech Pan zobaczy te relacje zagraniczne, które dotyczą Polski. Przedstawiają zazwyczaj jeden punkt widzenia, tzn. obozu Platformy, to jest demonizowanie i one działają na zasadzie pewnego kontrastu: jeżeli ludzie latami nie mieli żadnych informacji, że w Polsce się dzieje coś złego. Bo nie mieli informacji- ani o nagraniach u „Sowy”, ani o skazaniu blogera Matki Kurki i nagle włączają telewizję i nagle widzą Tomasza Lisa, który mówi, ze boi się wyjść z domu bo może go zwinąć tajna policja- to oni stwierdzają, że rzeczywiście był spokój w Polsce, nagle cos się dzieje- przecież wcześniej tego nie było. Mamy do czynienia z absolutną degeneracją mediów europejskich. Tak naprawdę skłaniają się one do tego, ze jeśli w danym kraju panuje ład liberalny i europejski to zasadniczo tym krajem się nie interesujemy, tylko mówimy
„o proszę, Polska jest wzrost gospodarczy”, „ooo ciekawa polityka zagraniczna”, „mądrzy liderzy”. A gdy nasi ulubieńcy przestają być u władzy, to nagle Ci, którzy przestają być u władzy wysyłają sygnały „widzicie, co się dzieje, konstytucyjny zamach”. Nagle zaczynają przyjeżdżać ekipy, które robią wywiady i którym Tomasz Lis opowiada, że jego życie to piekło. I teraz ludzie oglądają te materiały i zaczynają dochodzić do wniosku „aha, coś się dzieje- no wcześniej tego nie było”. W pewnym sensie media tak silnie związały się z ideologią europejską, że przestały być przekaźnikiem informacji, a są jedynie czynnikiem pewnych tendencji ideologicznych.
M.B: Ale mówimy głównie o mediach niemieckich, a jak to jest w pozostałych krajach?
P.S: anglosaskich to samo. Znaczy dopiero teraz zauważyliśmy co znaczy tzw. „długie trwanie w relacjach medialnych”. Długie trwanie czyli zasób informacji autorytetów, na które powołuje się dziennikarz czy to „Coriere de la Sera”. Najbardziej znane w tych działaniach są niemieckie bo nas najbardziej oburzają agresywne działania niemieckich mediów. Nie mam żadnych złudzeń:
i francuskie i włoskie, i angielskie przedstawiają też wizerunek sporu politycznego w Polsce wyłącznie wg… Niech Pan zauważy co jest bardzo charakterystyczne: jeżeli założenie, że Kaczyński jest nawet takim potworem, prawda, to mogłaby się pojawić u dziennikarzy chęć porozmawiania z tym potworem. A nie, nikt nie robi. Ale nawet gdyby zrobił to czy tak czy tak widz ma… No wie Pan, jeżeli ja bym prowadził kampanię, że Pan jest nie wiem, złodziejaszkiem, człowiekiem niezrównoważonym psychicznie i szaleńcem no to nawet gdybym ja z Panem zrobił wywiad i Pan by powiedział „nie jestem szaleńcem, nie jestem kleptomanem, nie jestem chuliganem- no to człowiek by miał tylko wspomnienie- „no tak, wszyscy mówią, że on jest wariat, a on mówi, że nie jest wariat”. Nic dziwnego, który wariat powie, że jest wariatem. I na naszych oczach dokonuje się niesłychana ideologia- to się odbywało tak, że nikt tego nie zauważał. Ostatnie 30 lat to tak daleko idąca ideologizacja mediów europejskich, amerykańskich też zresztą, no bo co „New York Times” też pisze to samo. Po prostu dziennikarze opierający się na swoich znajomych z „Gazety Wyborczej” piszą, że jest strasznie.
M.B: I oni są też korespondentami w zagranicznych mediach
P.S: No niekiedy tak, tak. Tylko ja mówię, że nie tylko bo potem ktoś wyciągnie tekst i powie „proszę bardzo tekst Pana jakiegoś Johna Whithocka, który wcale nie jest korespondentem „Wyborczej”. Więc bez przesady. Ale tak, takim przykładem jest tekst w „Die Zeit” dziennikarza „Wyborczej” Michała Kokota. Potem ukazał się tekst współpracownika „Wyborczej” Piotra Gulasa, który teraz jest stałym mieszkańcem Warszawy i autorem „Gazety Wyborczej”. Więc wie Pan, ta degeneracja poszła tak daleko, że nie wiadomo co jest jak gdyby tym punktem wzorcowym. Bo te normy zostały rozkręcone wszystkie. Polacy na własnej skórze przekonuje się jak schematyczne są media zachodnie w opisie ich sytuacji o Polsce.
M.B: Ale jednak istnieją na świecie silne media konserwatywne- w Anglii, Stanach, Francji…
P.S: Ale one nie mają zainteresowania wzięcia strony konserwatywnej czyli „jak jestem konserwatystą w USA to mam gdzieś to co się dzieje u konserwatystów w Polsce”. Ja też tak myślałem na początku lat ’90, że jeśli ktoś w Stanach popiera Reagana to będzie dobrze pisał o prawicy w Polsce. Prawica zazwyczaj jest mało zainteresowana światem.
M.B: Tylko pytanie dlaczego tak się dzieje?
P.S: Bo prawica zawsze skupia się na swojej ojczyźnie. To lewica chce zmieniać świat. Kolejnym fenomenem jest to, że są kraje, w których konserwatyści rządzą, ale media prawicowe są w mniejszości. Tak jest w Wielkiej Brytanii: konserwatyści rządzą, ale nie mają elit konserwatywnych. To jest różnica między Polską a Zachodem: w Polsce istnieje samoorganizacja społeczna po prawej stronie. Polska i Węgry są w miarę dobrym przykładem konserwatywnej kontrrewolucji.
M.B: Czy jest Pan zwolennikiem infotainmentu w serwisach informacyjnych?
P.S: Zwolennikiem nie jestem, natomiast mam gorzką świadomość, że zawsze taki segment będzie istnieć. W normalnych krajach infotainment jest albo marginalny, albo ma wewnętrzną świadomość samoograniczania.
M.B: Jaka powinna być linia narracyjna i dramaturgiczna w telewizyjnych serwisach informacyjnych?
P.S: Musi się opierać na ważności informacji. Ja, przygotowując informacje radiowe zdawałem sobie sprawę, że nasza informacja musi być prezentacją naszego najlepszego stanu wiedzy. Słuchacz czy widz nie może otrzymywać informacji, wobec której mamy dystans. Bardzo nie lubię tego, że np. pojawiła się informacja „Leszek Balcerowicz to największy złodziej i bandyta- mówi Andrzej Lepper na konferencji w Grudziądzu”. Oczywiście autor serwisu mówi, „przecież my zaznaczamy, że to nie nasza opinia”. Nie, ktoś kto słucha radia może nie dosłyszeć końcówki.
M.B: To jak powinno przedstawić się taką wypowiedź?
P.S: Andrzej Lepper, na spotkaniu w Grudziądzu, stwierdził, że „Balcerowicz to największy złodziej i bandyta”. Nie podał żadnych dowodów na potwierdzenie tej tezy. Jego wypowiedź to świadectwo braku korygacji emocjonalnego języka.
M.B: PiS ustami Jarosława Sellina i Krzysztofa Czabańskiego zapowiada wprowadzenie nowej ustawy medialnej. Media publiczne miałyby stać się instytucjami kultury, a nie jak dotąd spółkami prawa handlowego. Dodatkowo abonament miałby być pobierany albo z opłat za energię, albo z podatku PIT. Popiera Pan takie pomysły?
P.S: Nie jestem zwolennikiem, natomiast nie widzę innego normalnego sposobu wyjścia z tek sytuacji. Nie jestem zwolennikiem, ponieważ te zmiany spotkają się z bardzo mocną odpowiedzią establishmentu i skończy się najprawdopodobniej tym, że na stanowiska kierownicze będą kierowane osoby utożsamiane z PiS-em. Tu się powtórzy zasada „braku wcześniejszego kontekstu”- znaczy tu jest tak jak z tym, że gazety zachodnie piszą, że w Polsce jest zagrożony Trybunał, nie mówiąc że wiosną był skok na Trybunał. Jak wcześniej było absolutne przegięcie ideologiczne w kierunku Platformy, to teraz nikt nie będzie mówił o tym, co było wcześniej, tylko że były sobie wolne media i przyszedł straszny PiS i wstawił swoich ludzi.
M.B: Czy telewizja publiczna kiedykolwiek była rzetelna i niezależna?
P.S: Oczywiście, kiedy była w miarę niezależna, za rządów Walendziaka, to „Gazeta Wyborcza” krzyczała, że jest „prawicowy przekręt”. To jest logika polskich wydarzeń tzn. zawłaszcza się dla lewej strony tyle ile się da, a gdy chce się to zawłaszczenie odwołać to powstaje krzyk, że prawicowa dyktatura.
M.B: Dlaczego Polacy nie chcą płacić abonamentu?
P.S: Dlatego, że przez lata 90 nikt ich do tego nie zmuszał, a jak się kogoś nie zmusza do płacenia za coś, za co się dawno nie płaciło to inne działanie będzie wywoływać protesty.
M.B: Jaki system medialny Pan uważa za najlepszy?
P.S: Bardziej wolnorynkowy
M.B: Czy jest Pan zwolennikiem jakiejkolwiek interwencji w treści, które pojawiają się w mediach prywatnych?
P.S: Istnieje Krajowa Rada, która akceptuje pewne założenia. Te założenia są szczytne, ale często okazuje się, że akceptowane są również wszelkiego rodzaju przekroczenia w dziedzinie okrucieństwa czy w dziedzinie seksu. MTV wypuściła taki serial „Warshaw Shore”. Jestem przekonany, że w momencie uzyskiwania koncesji MTV zobowiązywała się do trzymania jakiegoś poziomu. W normalnym kraju Krajowa Rada by interweniowała. Tragedią w Polsce jest to, że od XVIII wieku nie ma egzekwowania prawa. Zawsze się usprawiedliwia omijanie prawa różnymi argumentami.
M.B: Jak Pan ocenia stan merytoryczny nadawców prywatnych w Polsce?
P.S: Są zaangażowani politycznie. Są zaangażowani w dwojaki sposób: pierwszy- jako aktywne działania, większość mediów w Polsce jest rozdarta między III RP, a IV RP. Nie jest to związane z popieraniem jakiejś konkretnej partii, ale popieraniem bloku. Ktoś, kto popiera SLD, zazwyczaj wspiera PO w zderzeniu z PiS-em. Można te media podzielić na te, które są aktywne ideologicznie jak np. TVN i takie, które raczej przechylają się do pewnych trendów- np. Polsat.
M.B: Czy jest Pan za repolonizacją mediów prywatnych?
P.S: Wywoła to bardzo silną odpowiedź ze strony Europy. Tzn. w Europie się takie rzeczy robi, ale się o tym nie mówi.
M.B: Przejmowanie nadawców prywatnych przez zagraniczne media miało miejsce w latach 90. Czy istniały prawne kroki by temu przeciwdziałać?
P.S: Było zgodne z ówczesną ideologią przyciągania do Polski jak najwięcej zachodniego kapitału w celu modernizacji Polski. Jak się kogoś o to zapyta, to padnie odpowiedź „Jak Pan śmie?! Niech Pan mi poda jeden przykład, że prowadzimy proniemiecką propagandę!”. Oczywiście, żadnej proniemieckiej propagandy nie ma, natomiast jest unikanie kwestii spornych polsko-niemieckich.
M.B: Czy była możliwość zablokowania przejmowania tego?
P.S: Nie było ośrodka politycznego na zablokowanie tego ! Kto miał to zrobić?
M.B: Rynek katolicki po transformacji ustrojowej w Polsce to ciekawe zagadnienie. Czy Pana zdaniem media katolickie odniosły sukces?
P.S: Tutaj nastąpiła wtórna jakaś atrofia Episkopatu po roku 89. Kiedy Pan się rodził to moja skromna osoba obserwowała jak Kościół roztrwania swoje szanse na stworzenie dziennika ogólnopolskiego. Prymas przez parę lat wodził grupę osób, które się chciały w to angażować, obiecując, że załatwi na to jakieś pieniądze. W końcu nie załatwił żadnych pieniędzy.
M.B: Media katolickie dzielą się na te radykalniejsze czyli np. Radio Maryja oraz umiarkowane- jak Radio Plus, sztandarowy projekt lat 90. Które są Panu bliższe?
P.S: Oj pytanie z tezą, Panie kolego. No dobrze…. Przypadek sieci Plus oczywiście też jest różny. To radio gdańskie jest wartościowe. Ale są też radia należące do sieci Plus, które tak naprawdę tylko korzystają z szyldu katolickiego, a nie przedstawiają żadnej wrażliwości. Oczywiście bliższe jest mi Radio Maryja i tzw. „twarda tożsamość”.
M.B: Jak Pan wspomina czasy ekipy Wiesława Walendziaka?
P.S: „Pampersi” są przykładem dobrego wykorzystania pewnego potencjału polskiej prawicy początku lat 90. Wszystko dobrze funkcjonowało do czasu symbiozy prawicy z Wałęsą i postkomunistami. Kiedy skończyła się ta równowaga to Walendziak, który miał być antidotum na Wałęsę, przestał być potrzebny.
M.B: Tak, ale to środowisko było aktywne mniej więcej do 2002 roku…
P.S: To środowisko wyzionęło ducha mniej więcej z końcem Telewizji Familijnej. TV Familijna miała być próbą kontynuacji tego, co było w TVP za czasów Walendziaka…
M.B: Pięć zmian, które wprowadziłby Pan gdyby był Pan szefem TVP i PR.
P.S: Możliwe to jest znalezienie dla TV Republika trwałych podstaw finansowych działania. Co do mediów publicznych… Uwolnić je od wojny politycznej, tak ostrej… to jest niemożliwe.
M.B: Dziękuję za rozmowę i proszę o pozdrowienia
P.S: Pozdrawiam wszystkich czytelników miesięcznika „Centrum”, wszystkich łask bożych- wiary, nadziei i miłości życzy Piotr Semka.