POLACY NIEZASTĄPIENI – SMOLEŃSK
O 7:30 , w dniu 10 kwietnia 2010 r. , siedziałam na fotelu u charakteryzatorki w TVP , poprawiała moją niedospaną urodę, bardzo przejęta dopytywała o szczegóły transmisji z Lasu Katyńskiego, opowiedziałam jej, jakie to problemy finansowe i realizacyjne musiała pokonać ekipa dziennikarska, młody zespół, jak to obcinano im fundusze na tę kosztowną produkcję, jak zwykle, gdy chodziło o prawicową narrację, autorów, bohaterów przedsięwzięcia TVP. PO rządziła niepodzielnie, a fundusze dawno przyznane na tę transmisję, zarząd TVP podzielił na dwie części, jedna na wizytę w Katyniu premiera Tuska i Putina, druga część, to co zostało, na wizytę prezydencką…
W studio zasiedliśmy we czwórkę, prowadzący red. Krzysztof Ziemiec, prof. Andrzej Paczkowski [IPN], ks. Tadeusz Isakiewicz-Zalewski, ja [TVP, IPN]. Połączenie z Katyniem, wóz transmisyjny, kamery panoramują teren, las, zgromadzeni goście, którzy przyjechali wcześniej pociągiem, przygotowany ołtarz, jedyna dekoracja – pionowy baner z kopią kultowego obrazu Matki Bożej Katyńskiej powiewa na wietrze, smętnie, szaro, brak ozdób, dekoracji, po prostu siermiężnie.
Baner zrobiony w ostatniej chwili, dałam w prezencie dla TVP na tę okoliczność swoje zdjęcie, w dużej rozdzielczości, kopię obrazu, bez tego nic by tam w scenografii w ogóle nie było. Patrzę na ten baner…tak, dumna, że jest tam kawałek mnie. W 1995 roku przeprowadziłam pierwszą transmisję satelitarną z Katynia. Ogromne przedsięwzięcie, 12 samochodów i autobus ludzi, tyle techniki było potrzeba, a teraz, patrzę, jeden wóz i tyle kamer, takie cuda sprawia rozwój elektroniki… Zaczynamy na żywo ze studia komentować, mówi profesor, o ukrywanej tyle lat, ponad pół wieku, prawdzie o mordzie w Katyniu, Miednoje, Charkowie…ksiądz mówi o wartości prawdy, jako podstawie…ja szybko dorzucam o działalności ks. prałata Peszkowskiego, niezłomnego orędownika ekshumacji i budowy cmentarzy, mówię, gdy kamera pokazuje baner. Nagle…twarz prowadzącego zmienia się nie do poznania, Ziemiec blady, ręce mu się trzęsą…mówi, że przylot Prezydenta się opóźnia, że coś się stało…na monitorach w studio pojawiają się obrazy z podglądu innych stacji, jakiś dym…chaos…jakiś fragment samolotu…konsternacja wśród gości przed ołtarzem, odbierają telefony…ktoś płacze… Ksiądz w studio mówi: „módlmy się za ich dusze, wieczny odpoczynek…“, ja na to protestuję: „przecież nie wiemy, ile osób zginęło ! tak nie można, póki nie będzie oficjalnych danych! Módlmy się o ocalenie!“ – Koniec transmisji. Koniec studia. Cisza, głucha. Korytarz koło studia zamarł, cisza, nikt się nie porusza. Szaro w oczach, nie wiem dokąd iść, nigdzie nie chcę iść…przesuwają się twarze w moich myślach: Prezydent…Kurtyka…Stasiak…generał Gągor, Błasik…wielu znajomych…
Nagle pustkw moim sercua, jak wielki dół grzebalny. ZNOWU MOJA POLSKA LEŻY W KATYNIU ! Moje przekonanie: zostali zabici. Prawdziwi mężowie stanu, ledwo ich się dochowaliśmy, przecież po odzyskaniu rzekomej wolności od 1989 roku musielśmy czekać lata, by się wyłonili nowi przywódcy, nowa elita, politycy niezależni od sowietów, szatańskiej bolszewii, nie korumpowalni, patrioci, profesjonalni, a w sercu katolicy prawdziwi. I znowu, te ledwo odrodzone elity, dające nam siłę i nadzieję na dobrą, uczciwą Polskę, leżą tam, w piachu Lasu Smoleńskiego, tak przed laty nasiąkniętym krwią polskich oficerów. Buntuję się w myślach, nie, to się samo nie mogło stać ! zabito ich, znowu w Katyniu, tak, aby całej Polsce i światu dać jednoznaczny komunikat: z bolszewią nie wygracie! Abyśmy się bali bolszewii! Abyśmy zamarli ze strachu. Abyśmy się nie buntowali przeciwko tym, którzy już, teraz w tej chwili, gdy ja siedzę oszołomiona na tym wielkim korytarzu pełnym zamarłych w szoku ludzi, pracowników TVP, to ci „oni“, jakby zawczasu naznaczeni, rzucają się na ciepłe jeszcze fotele prezydenckie, prezesowkie, ministerialne…włamują się do prywatnych schowków, biurek, szaf pancernych Prezydenta…a jeszcze nie wiemy, kto zginął, czy Prezydent też ?!
W przestrachu, Polacy nie buntowali się, zaufani Putina dzielili władzę, wpływy, Polskę, jak naszą skórę, bolało, ale nie było odwagi na sprzeciw.
Poczułam, że znowu straciłam „naszą Polskę“, jak wtedy, gdy ogłoszono stan wojenny, 13 grudnia 1981, gdy chciano zabić naród, zabito „Solidarność“, elity wygnano z Polski, były tak nieliczne, słabe, łatwo było. Jednak odbudowaliśmy się, mozolnie, niemal 30 lat odbudowywanie od podstaw, w podziemiu, potem w bagnie polityki zagrabionej przez „czerwonych“ i postkomunistyczne służby, a jednak odnowiliśmy elity w polityce, w finansach, w wojsku… I znowu – Katyń.
Pamiętam zapach szczątków oficerów wydobywanych podczas ekshumacji w Katyniu, policjantów – w Miednoje…pamiętam kolor piastku granatowy od barwnika policyjnych mundurów, kręciłam tam filmy podczas ekshumacji. A teraz znowu, MOI POLACY, MĘŻOWIE STANU, PRAWDZIWI POLACY wsiąkają w tę nieludzką ziemię.
Ze studia szłam długo, bezwiednie dotarłam do metra, w nim głucha cisza, nikt nie mówi, nie śmieje się, doszłam do domu. Poczucie wielkiego osamotnienia. Kto nas teraz obroni, kto mnie obroni? I nagle telefon, od przyjaciela-generała, pilota o wielkim doświadczeniu wojskowym, latał na Tupolewach wieki: „Ania, pamiętaj, tego samolotu TAK ROZBIĆ SIĘ NIE DA! Pamiętaj, nie mylisz się !“ i natychmiast odłożył słuchawkę. 10 kwietnia 2010 r.
Felieton opublikowany w „Centrum“ w 2016 r.
ROK PÓŻNIEJ DOPISUJĘ:
Tragedia Smoleńska wciąż w nas trwa, nie przeminęły pytania, kardynalne pytania, o przyczyny, o to, jak to mogło się stać ? kto zaplanował, kto zaniedbał, dlaczego naród polski, 40-milionowy, nie ma wciąż prawa do życia w pełnej prawdzie, gdy przez ponad pół wieku traktowały nas jako swoją zdobyć, ofiarę wojny – mocarstwa, i to totalitarne komunistyczne, i te zachodnie, niegdyś podające się za sojuszników, bo jako zdobycz podzielono nas na mocy ustanowień powojennych w Jałcie.
Są rządy, politycy, którzy nadal nas tak chcą traktować, jako naród trzymany w półprawdach, pogrążony w walkach dezinformacyjnych, jako ogłupiany rynek zbytu i taniej siły roboczej, w więzach kredytów branych masowo na podstawowe potrzeby.
Nam prawda może zaszkodzić, prawda – to poznanie, oświecenie, to iskra do stawiania oporu, nie godzenia się na krzywdy. Każdy by chciał znać prawdę o zabójstwach komunistycznych, o morderstwach popełnianych na duchownych w okresie PRL – niby śledztwa trwają…niby dociekają specjaliści, prokuratorzy…z Tragedią Smoleńską jest identycznie. Prawda to podstawa godności. Bez niej nie podniesiemy się nigdy…
Wrócę do tekstu wypowiedzi, jakiej udzieliłam koledze-dziennikarzowi, wieczorem ok. 23ej, na jego skromny portal, Tamtego Dnia Narodowej Tragedii, 10 Kwietnia 2010 r. Oto ona, wciąż aktualna…
Anna Pietraszek: “Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile”
O tym, że lista pasażerów była znana wszystkim od dawna; że polskie służby miały obowiązek nie dopuścić do lotu prezydenta, polityków i generałów jednym samolotem; o tym, że prezydent miał kilka dni temu postanowienie wyjazdu do Katynia pociągiem z wdowami i sierotami katyńskimi… – o tym wszystkim w rozmowie z Robertem Witem Wyrostkiewiczem mówi red. Anna Pietraszek, doradca zarządu Telewizji Polskiej w wywiadzie dla Portalu NaszaPolska.PL.
Jak to możliwie, że miała Pani listę pasażerów kilka dni przed tragicznym odlotem prezydenckiego Tupolewa?
Dostałam tę listę od młodych dziennikarzy, którzy prosili mnie o radę z kim przeprowadzić ewentualnie wywiady. Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile. Potem siedziałam w domu, to było w poniedziałek, i zastanawiałam się jak to możliwe, że ja mam pełną listę generałów, kapelanów, polityków, którzy lecą z prezydentem i że ta lista jest w obiegu. Wierzyć mi się nie chciało, że oni wszyscy są na tej jednej liście. Pomyślałam, że może będą rozdzieleni, że może to tylko lista obecności w Katyniu. Nie mogłam tego pojąć i niestety wziąć na serio. Generał Skrzypczak mówił niedawno w telewizji, że po wypadku Casy podkreślano wymóg bezpieczeństwa, że kiedy leci kilku dowódców to trzeba ich rozdzielać, a przecież z polskimi generałami leciał prezydent, nie tylko głowa państwa, ale zwierzchnik sił zbrojnych, osoba odpowiedzialna za całe bezpieczeństwo kraju! Trzeba teraz zwrócić uwagę na to jakim cudem znaleźli się w jednym samolocie generałowie, politycy i sam prezydent? Jakim cudem ta lista krążyła od tak po Internecie? Jakim cudem!? Czy nasz prezydent był tak kompletnie pozbawiony ochrony? Kto pracował nad tym, żeby on był tak nagi? Czy nikt nie myślał o ich ochronie?… Niemożliwe. To się samo nie stało.
Mówiła Pani niedawno o podróży prezydenta Kaczyńskiego do Katynia pociągiem. Razem z rodzinami katyńskimi. Taki wariant podróży potwierdził Pani również tragicznie zmarły w tej katastrofie minister Stasiak. Niestety w ostatniej chwili prezydent podjął decyzję lub ktoś go przekonał do lotu drogą powietrzną. Co Pani o tym sądzi?
Rozmawiałam niedawno z ministrem Stasiakiem. Rozmowa dotyczyła kwestii transmisji, które były planowane od dawna w Telewizji Polskiej. I to co powiem za chwilę mówię z pełną odpowiedzialnością jako doradca zarządu Telewizji Polskiej. Przez godzinę rozmawiałam z ministrem Stasiakiem. Przekazałam nie tylko swoje rady medialne, ale przede wszystkim doświadczenie. Robiłam bowiem pierwszą transmisję satelitarną z Katynia. Wymyśliłam ją i doprowadziłam do realizacji jako świeżo upieczona absolwentka Akademii Obrony Narodowej. Zresztą, gdybym nie skończyła akademii nigdy nie zrobiłabym tej transmisji i naraziła telewizję na wielkie niebezpieczeństwo. Teraz właśnie minister Stasiak pytał mnie o sprawy chronienia przekazu medialnego tam w Katyniu. Powiedziałam mu wszystko co mówiło mi moje doświadczenie; na co należy zwracać uwagę. Czego się strzec. I wtedy też odważnie zasugerowałam, żeby prezydent polejechał z wdowami katyńskimi pociągiem. Byłby to najbezpieczniejszy środek transportu. Po drugie, media mogłyby zobaczyć prezydenta, najważniejszego człowieka w państwie, który zauważył wdowy, sieroty katyńskie. Prezydenta, który byłby z nimi. Do tego pani Maria Kaczyńska, cudowny człowiek, który miał wspaniały kontakt z ludźmi starymi… Prezydent się zgodził. Dostałam informację, że prezydent podchwycił ten pomysł, że pojedzie z wdowami i sierotami katyńskimi pociągiem. Zaczęliśmy myśleć, żeby wysłać na bieżąco informacje z satelity z tej podróży prezydenta pociągiem do Katynia. Potem przyszła wiadomość, że tak go obsiedli, że jest decyzja, że poleci, a te wdowy pojadą same. Pomyślałam sobie, kolejny prezydent, który nie docenił wdów i dzieci katyńskich. Ktoś mu to odradził. Ktoś mu to odebrał… Ciekawe dlaczego?…
Jest Pani doktorantką Akademii Obrony Narodowej – Podyplomowego Studium Operacyjno-Strategicznego. Ukończyła Pani elitarne szkolenia NATO. Jak Pani ocenia fakt, że służby specjalne dopuściły do lotu jednym samolotem prezydenta, polityków, generalicji Wojska Polskiego i wielu najważniejszych osób w państwie?
Odpowiadam: to niemożliwe, żeby do takiej sytuacji dopuścić. Na rozum zwykłej absolwentki Akademii Obrony Narodowej, wiem, że to na logikę nie jest możliwe. Jeśli ktoś myślał nad przygotowaniem tego lotu, a zapewne myśleli różni ludzie, to ktoś myślał, żeby stało się tak jak się stało. Nie widzę innego wyjaśnienia. Komuś zależało, żeby tak się stało. Szef sztabu… dowódcy… niemożliwe. Ktoś nad tym myślał. Nie jesteśmy państwem głupków. Nie jesteśmy też wojskiem ciemniaków. Mamy służby specjalne i mamy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Mamy generałów z prawdziwego zdarzenia z nominacji natowskich. Nie jest możliwe, żeby taka głupota zawładnęła wszystkimi i żeby doszło do wysłania najważniejszych w państwie osób jednym samolotem.
Znała Pani wiele osób z listy pasażerów tragicznie zmarłych w wypadku samolotu Tupolew. Czy serce pomieścić może tyle strat na raz, w jednym momencie?
W sercu wszystko się może zmieścić. Tam jest cała miłość do Polski. Ale w głowie to mi się wszystko nie mieści (płacz). Żeby mieć takich wspaniałych ludzi i ich nie chronić… to kim my jesteśmy? To jaką my mamy policje, BOR, służby?
W chwili napływania informacji o tragedii była Pani w studio telewizyjnym, aby komentować zaplanowane wcześniej uroczystości w Katyniu. To było chyba najtrudniejsze studio telewizyjne w Pani życiu…
To była najprawdopodobniej moja najcięższa próba dziennikarska, żeby się opanować; żeby sprostać. Kiedy wchodziłam do studia układałam sobie w głowie ile trzeba mówić o księdzu Peszkowskim, kapelanie Rodzin Katyńskich. Chciałam, żeby o nim usłyszeli Polacy. Chciałam, żeby dotarło do ludzi, że apel pojednania i przebaczenia miał miejsce 15 lat temu, a nie podczas środowego spotkania Tuska i Putina. A o tej środzie premiera Tuska mogę powiedzieć, że to była czarna środa. Nie było ani jednego świadka Katynia. Nie wspomniano o księdzu Peszkowskim nawet słowem. A kiedy w czasie antenowym były wolne chwile i moje ekipy dobijały się, aby puścić materiał przygotowany o orędziu księdza Peszkowskiego do narodu polskiego wygłoszonym w kwietniu 1995 roku, do wszystkich polityków, do wszystkich dowódców, do całego narodu, to z telewizji przychodziła odpowiedź, że nie. A ciekawe dlaczego? Czyżby ksiądz Peszkowski miał odebrać splendory środowego wydarzenia? Dzisiaj chciałam o tym mówić w studio telewizyjnym.
Politycy, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwosci, generalicja WP, duchowni, prezes IPN, prezes PKO, naukowcy, dyplomaci… kwiat polskiego Narodu zginął w Katyniu – można powiedzieć – po raz drugi. Co dalej z Polską?
Popatrzmy chociaż tylko na Janusza Kurtykę, na pana prezesa IPN. Przecież to był młody człowiek, który połowę swojego życia dorastał do swej roli politycznej, wybitnej, wyjątkowej, trudnej. Te 20 lat młodości, to połowa jego życia. Odtworzyć takiego drugiego człowieka tego formatu, to kolejne 40 lat. I może znowu o to chodziło… Przecież teraz finalizują się śledztwa IPN. Finalizuje się sprawa zachowania istoty IPN, czy w ogóle istnienia Instytutu. Największe śledztwo IPN to śledztwo dotyczące zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki i zabójstw dziesiątek innych księży. Było przecież komando, które mordowało księży. Mieliśmy nadzieję, że to śledztwo zostanie skończone przed beatyfikacja księdza Jerzego. Ale nie ma prezesa Kurtyki… Czy to przypadek? 2 września 1999 roku wyszłam ze szpitala w Aninie, gdzie leżał ciężko chory ksiądz Peszkowski. Nie wiadomo było czy przeżyje. Znalazłam się w takim miejscu, gdzie fetowano sukcesy pana Komorowskiego. Miał swoje święto. I tam spotkałam oficera Urzędu Ochrony Państwa. Nie powiem czy mężczyznę czy kobietę. Ten oficer UOP wziął mnie na słowo i zapytał: “To jak ten Twój ksiądz? Żyje jeszcze?” Powiedziałam mu, że martwimy się bardzo czy przeżyje do rana. Usłyszałam wtedy coś strasznego. Oficer UOP powiedział: “Niech zdycha. Niech zdycha ten czarny, co nam tylko przeszkadza”. Nigdy tych słów nie zapomnę. Oficer UOP… 99 rok… Więc jaką my mamy wolną Polskę? Jaką my mamy wolną Polskę, kiedy teraz ich wszystkich już nie ma?
Dziękuję Pani za rozmowę
Rozmawiał Robert Wit Wyrostkiewicz
Posłowie z dn. 25 marca 2017r.
- za tę wypowiedź, która faktycznie obiegła wieleset portali na całym świecie, niemal w ciągu jednego dnia, już 12 kwietnia 2010 r. postanowiono zwolnić mnie z pracy, w TVP, i to dyscyplinarnie, project stanął na Zarządzie TVP, wszyscy byli “za”, jednak ktoś podsunął, że aby uniknąć afery, należy powiadomić KRRiTv, zapytać o zdanie przewodniczącego, wtedy był nim p. Witold Kołodziejski, ku zdumieniu wszystkich rzucił tylko: – Możecie zwalniać, wasze prawo, a chcecie mieć jeszcze więcej problemów ?! – Odstąpili od tego pomysłu, ale zafundowano mi taki mobbing, który sprawił, że zwolniłam się rok później, aby ratować resztki zdrowia,
- – w IPN BEP, gdzie także pracowałam, następnego dnia, tj. 13 kwietnia dyr.BEP Łukasz Kamiński wraz z dyr.administracyjną Agnieszką Rudzińską zwołali kierowników pionów i…przeszłam coś jak ubecką operatywkę, wykpiwanie, zastraszanie…najgorsze było to, że ci kierownicy, poważni naukowcy, chwilę temu jeszcze dobrzy moi koledzy, pospuszczali głowy, może ze wstydu, ale najpewniej ze strachu o swoje stołki …i żaden nie zareagował. Nie, nie wyrzucono mnie, zarzucono kłamstwa, narażanie “dobrego imienia IPN”, jakby działanie na szkodę tej szacownej instytucji, nie, nie wyrzucono mnie, ale i tu odtąd każdy dzień pracy był istną szarpaniną, osamotnieniem nagłym, ot, taka literacka “trędowata” skazana na ostracyzm…też odeszłam, aby ratować siebie. Koledzy – pewnie mieli kredyty, pewnie rozpoczęte habilitacje, pewnie pisali mądre książki o Żołnierzach Wyklętych i parszywych ubekach, nie mogli wykrztusić słowa w mojej obronie, jeden z nich pokrzykiwał, taki super-lizuch: “pani kłamie!!!”
- I takich Polaków trzeba obawiać się najbardziej, tak lękających się o dobro swoje, o korzyści swoje, że prawda dla nich to tylko towar, kupić-sprzedać, jakie to proste! Póki tacy Polacy są górą, prawda o Tragedii Smoleńskiej pozostanie nam nieznana.
Anna Pietraszek
Warszawa, 25.03.2017r.