Stary-nowy szef Rady Europejskiej
Niedawny wybór Donalda Tuska na drugą kadencję Przewodniczącego Rady Europejskiej spotkał się zarówno z krytyką rządzącej partii PiS jak i dumą ze zwycięstwa opozycyjnej partii PO. 27:1. To wynik głosowania, które miało zadecydować o przyszłości Donalda Tuska. Gdy Premier Beata Szydło wracała z Brukseli do Polski to powitano ją… oklaskami i kwiatami. Ciężko uznać to za sukces. Z jednej strony przeciwstawienie się największym w UE można uznać za walkę o interesy. Z drugiej to jednak nie poprawi raczej politycznej pozycji Polski w Europie. Dodatkowo może skłócić polskie sojusze z Węgrami i rządem Orbana, które były brane, jako przykład przez Jarosława Kaczyńskiego. Wystawienie kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego, który chcąc-nie chcąc stał się narzędziem walki politycznej, raczej ośmieszyło Polskę w Europie.
Pod lupę należy wziąć postać Donalda Tuska. Mimo wszystko jest to rasowy polityk. Za 3 lata ma zostać kandydatem Platformy Obywatelskiej w wyborach prezydenckich i ma spore szanse by zagrozić Andrzejowi Dudzie. Jednak jego „prezydentura” w Radzie Europejskiej ograniczała się do nienarażania się przywódcom głównych państw w UE. Dochodzi do tego otwarta krytyka rządów Prawa i Sprawiedliwości w Polsce.
Z całego tego zamieszania wynika to, iż wśród polskich polityków nadal dominuje walka polityczna. Z jednej strony krytyka wobec Tuska i nie poparcie jego kandydatury przez PiS. Z drugiej krytyka Tuska wobec polskiego rządu. Na pewno odbija się to na naszej pozycji dyplomatycznej. Szkoda, że polscy politycy nie potrafią myśleć ponad podziałami, a partyjne wojenki dominują nad zjednoczeniem się w interesie państwa.