Semka o Janie Olszewskim: do roli polityka nie palił się, ale miał świadomość, że jeśli nie on to przyjdą gorsi.
Olszewskiego poznałem spotykając się z prawnikami, którzy pomagali “Solidarności” w drugiej połowie lat 80. Już wtedy miał status postaci pomnikowej opozycji. Taki status miało bardzo wielu ludzi – od Adama Michnika po Melchiora Wańkowicza. – wspomina Piotr Semka z “Do Rzeczy” w rozmowie z centrum-portal.pl
Felietonista “Do Rzeczy” przyznał, że bardzo cenił Olszewskiego za obronę opozycjonistów. “Był bardzo szanowany jako oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców księdza Jerzego Popiełuszko. Wtedy nie uważałem go za polityka” – powiedział.
Był bardzo szanowany jako oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców księdza Jerzego Popiełuszko. Wtedy nie uważałem go za polityka.
Zdaniem Semki Olszewski zaangażował się politycznie po transformacji ustrojowej. Dziennikarz wyznał, że działalnością Olszewskiego bardziej intensywnie przyjrzał się w 1991 roku.”Dopiero po roku 1989 zauważyłem, że ma też ambicje polityczne. Był ważną postacią komitetów obywatelskich “Solidarności”, a potem został premierem. Muszę przyznać, że wtedy trochę bliżej mu się przyjrzałem.”
Publicysta wspomina, że gabinet Olszewskiego był medialnie osaczany, co – zdaniem Semki – można ostrożnie, ale jednak porównać do medialnych ataków na Lecha Kaczyńskiego z okresu jego prezydentury. “Jego rząd był atakowany na każdym medialnym froncie. Moje grono dziennikarskie było jednym z niewielu, które cenił za to, że go nie atakujemy. To była trochę taka próbka tego przemysłu nienawiści w stosunku do Lecha Kaczyńskiego. “
Jego rząd był atakowany na każdym medialnym froncie. Moje grono dziennikarskie było jednym z niewielu, które cenił za to, że go nie atakujemy. To była trochę taka próbka tego przemysłu nienawiści w stosunku do Lecha Kaczyńskiego.
Semka poproszony o opinię na temat całokształtu działalności oraz skuteczności politycznej Olszewskiego ocenił, że byłemu premierowi nie zależało na zrobieniu dużej kariery politycznej. Zdaniem Piotra Semki – Jan Olszewski nigdy też nie był politykiem gabinetowym. “Był człowiekiem, który do roli polityka nie palił się, ale miał świadomość, że jeśli nie on to przyjdą gorsi. W związku z tym bardzo często było tak, że on wchodził do polityki. Wszystko to powodowało dwie rzeczy. Po pierwsze: bardziej czuł się prawnikiem. Po drugie: umiał zrozumieć wagę lustracji i zrozumieć procedury odwoływania się od werdyktów.”
Był człowiekiem, który do roli polityka nie palił się, ale miał świadomość, że jeśli nie on to przyjdą gorsi. Bardzo często było tak, że on wchodził do polityki – to powodowało dwie rzeczy: bardziej czuł się prawnikiem oraz umiał zrozumieć wagę lustracji i zrozumieć procedury odwoływania się od werdyktów.
Publicysta uważa, że Jan Olszewski nie był politykiem gabinetowym, co było bezpardonowo wykorzystywane nie tyle przez jego oponentów, co przez zadeklarowanych wrogów politycznych. “Natomiast jako na polityka, który gra hakami i robi politykę w cieniu gabinetów to do tego się nie nadawał. Wykorzystywali to boleśnie Ci, którzy mieli znacznie brutalniejszą taktykę polityczną.”
Na polityka, który gra hakami i robi politykę w cieniu gabinetów to do tego się nie nadawał. Wykorzystywali to boleśnie Ci, którzy mieli znacznie brutalniejszą taktykę polityczną.
Felietonista zapytany o ocenę rządu Olszewskiego stwierdził, że był on wypadkową złego rozdrobnienia politycznego w sejmie, związanego ze złą ordynacją wyborczą. “Ten gabinet był sumą patologicznej sytuacji, która z kolei była wynikiem bardzo niedobrej ordynacji, przez którą do parlamentu weszło bardzo dużo małych ugrupowań, w związku z czym trzeba było tworzyć koalicję z 5-6 podmiotów. To było na rękę Wałęsie, który chciał żeby wszyscy, oprócz niego, byli słabi.”
Semka przypomniał też genezę konfliktu na linii Wałęsa- Olszewski. “Wałęsa miał taką teorię <premierów-zderzaków>, którzy mieli być szybko odwoływani i mieli być podlegli kancelarii prezydenta. Olszewski na to nie poszedł, w związku z czym zapłacił cenę. Najpierw prezydent nie cierpiał go jako osoby, która nie chciała przed schylać karku. Potem Wałęsa zaczął się bać Olszewskiego, bo nie potrafił rozliczyć się ze swoją przeszłością tajnego współpracownika “Bolka”.
Wałęsa miał taką teorię <premierów-zderzaków>, którzy mieli być szybko odwoływani i mieli być podlegli kancelarii prezydenta. Olszewski na to nie poszedł, w związku z czym zapłacił cenę. Najpierw prezydent nie cierpiał go jako osoby, która nie chciała przed schylać karku. Potem Wałęsa zaczął się bać Olszewskiego, bo nie potrafił rozliczyć się ze swoją przeszłością.
Na pytanie o to czy jakieś słowa Olszewskiego zapadły mu w pamięci, Semka przyznał, że było to przemówienie tuż przed odwołaniem go z funkcji premiera. “Nie będę tutaj specjalnie oryginalny. Najbardziej zapadło mi w pamięci jego wystąpienie podczas odwoływania go z funkcji szefa rządu, kiedy zadał pytanie <w czyim imieniu odwoływany jest ten rząd?>. Olszewski określił ten akt polityczny jako ratowanie jakichś interesów. Zadał też dwa – kluczowe pytania: <czyja będzie Polska?> oraz <czy posłowie po odwołaniu tego rządu będą w stanie spojrzeć Polakom prosto w oczy?>.
Najbardziej zapadło mi w pamięci jego wystąpienie podczas odwoływania go z funkcji szefa rządu (…) Zadał dwa – kluczowe pytania: <czyja będzie Polska?> oraz <czy posłowie po odwołaniu tego rządu będą w stanie spojrzeć Polakom prosto w oczy?>
Z Piotrem Semką, publicystą tygodnika “Do Rzeczy”, rozmawiał Marek Bielecki