Jak stworzyć naród?
Z perspektywy naszego, polskiego narodu, szczycącego się ponad tysiącletnią historią, tworzenie narodu może wydawać się bardzo długim i żmudnym procesem. Ale czy rzeczywiście tak jest? I czy współcześnie tak oczywiste dla nas granice państwowo-etniczne choćby tylko w Europie, są naprawdę tak oczywiste?
W 1859 Aleksander Jan I Cuza został wybrany na władcę księstw wołoskiego i mołdawskiego, co zapoczątkowało unię personalną między tymi państwami i w rezultacie doprowadziło do powstania Rumunii. Nam współczesnym może wydawać się trochę dziwne, że jeszcze przez znaczny czas XIX wieku nie było czegoś takiego jak Rumuni i Rumunia. W szczególności w porównaniu do takich narodów jak Polacy, Rosjanie, Niemcy, Francuzi czy Serbowie, Rumuni zdają się zjawiskiem całkiem świeżym. Jest to też przykład tego, że wystarczy pozostawać przez wiek w jednym organizmie państwowym, albo być podzielonym na kilka różnych, żeby połączyć się w jeden naród albo podzielić na kilka oddzielnych.
Dlaczego w tym artykule piszę o Rumunii? Jest to dla mnie dosyć jaskrawy przykład tego, jakie procesy zachodzą na drodze do formowania narodu. Paradoksalnie, naród i państwo powstałe z połączenia Wołoszczyzny i Mołdawii funkcjonuje obecnie bez tej ostatniej, bo Mołdawia jest w tej chwili oddzielnym państwem. Były na początku lat 90. jakieś szanse na ponowną unię tych państw, ale lata mijają i to nie nastąpiło.
Paradoksem w paradoksie jest to, że obecna Mołdawia to nie do końca to samo, co tamta, która łączyła się z Wołoszczyzną. Pomijając, mimo wszystko istotny, fakt, że obecne mołdawskie społeczeństwo wykształciło się pod silnym wpływem Rosji i Związku Sowieckiego. Szczególnie mocno to widać w autonomicznym regionie Gagauzji i de facto odrębnym państwie – Naddniestrzu. Obecna Mołdawia zajmuje w dużej mierze terytorium dawnej Besarabii, która do Rumunii została przyłączona dopiero w 1918 roku. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie było to w zasadzie przyłączenie jakiegoś nowego regionu do państwa powstałego z połączenia żywiołów wołoskiego i mołdawskiego, ale de facto odzyskanie terytorium, które stracili na rzecz Rosji na nieco ponad wiek, jeszcze przed unią – w 1812 roku. Trochę tak, jakby dziś Polska odzyskała Grodzieńszczyznę.
Z perspektywy Polski, która szczyci się ponad tysiącletnią historią, mogłoby nam się wydawać, że 100 albo 200 lat to nie jest okres, w którym można byłoby w istotny sposób przemodelować dane społeczeństwo czy naród. Tymczasem nawet na naszym własnym przykładzie widać, jak duże zmiany zaszły w Polsce i nas – Polakach, przez ostatnie wieki. Wystarczy porównać naszą mentalność czy język z tym, co reprezentują przedstawiciele Polaków np. z USA, Kazachstanu czy Brazylii, którzy na obczyźnie pozostają lub pozostawali 60, 100, czy 200 lat.
Barwne reportaże z “polskiej wioski w Brazylii” pokazują, że wielu współczesnych “Polaków z Polski” miałoby problem z dogadaniem się z tamtejszymi Polakami zarówno pod względem językowym, jak i mentalnościowym. Oni zachowali w swoim sercu i swoich zwyczajach Polskę, której już nie ma. Polskę, którą opuszczali przed wieloma laty ich przodkowie.
Oddzielną kwestią jest to, jak fascynującym zjawiskiem jest język. Kiedy czytam jakieś dzieła polskie z XIII, XIV czy XV wieku to mam niekiedy wrażenie, że tamten język bardziej jest podobny do współczesnego czeskiego, niż polskiego. Innym efektem tego, że z racji na moje zafascynowanie historią mam jakąś styczność z wersjami języka polskiego z różnych wieków jest to, że nie raz łapię się na tym, że w innych językach słowiańskich odnajduję słowa, które dawniej były w użyciu u nas, a dziś traktujemy je jako obce, albo w najlepszym wypadku przejaw regionalizmu czy niewykształcenia.
Niekiedy, na kanwie naszej rosnącej polaryzacji politycznej, pojawiają się, nieco żartobliwe pomysły, by podzielić Polskę na “Polskę PiS” i “Polskę Koalicji Obywatelskiej”. Czy taki zabieg mógłby doprowadzić do tego, że za jakiś czas mielibyśmy do czynienia za chwilę z dwoma odrębnymi narodami? Niewykluczone. Można jeszcze przywołać przykład narodu, który w XX wieku został podzielony, a następnie ponownie połączony – Niemcy. Jak pokazują ostatnie wyniki wyborów, Niemcy wschodni przejawiają radykalnie odmienne poglądy polityczne i pewnie także mentalność, niż ci zachodni. Co więcej – naród niemiecki współcześnie nie został wcale tak zupełnie sklejony. Jeszcze w XIX wieku walkę o pozycję lidera na drodze do zjednoczenia Niemiec toczyły ze sobą Prusy i Austria. Dziś nie słychać raczej pomysłów, żeby Austria została częścią wspólnego państwa niemieckiego. Ostatni raz, gdy taki pomysł był wdrażany w życie, było to za rządów Hitlera.
Wydaje mi się czasem, że my, Polacy, nawet funkcjonując w jednym organizmie państwowym coraz bardziej rozdzielamy się na dwie lub więcej wspólnot. Nie jestem w stanie przewidzieć, dokąd mogą nas zaprowadzić takie procesy. Jednak, jak pokazuje historia, możliwości jest wiele.
Paweł Kubala