SPORTKALENDARIUM SPORTOWE TYGODNIA
SPORT

„Kolorowy ptak” polskiego dziennikarstwa odszedł na zawsze

W sobotę, 25 marca 2017 r. wczesnym porankiem zmarł dziennikarz sportowy Paweł Zarzeczny. Zmarł wskutek zawału serca. Miał 56 lat.

Nie można pominąć tak wielkiego wydarzenia, nie poświęcając tej sytuacji całgo artykułu. Loty narciarskie w Planicy, zakończenie Pucharu Świata w skokach, wygrana z Czarnogórą, porażka Vive z Montpelier – to wszystko działo się w ostatnich dniach, jednak musi to zejść na drugi plan. Odeszła wielka persona dziennikarstwa sportowego.

Trudno znaleźć słowa, by wyrazić smutek po stracie tak wielkiej osoby w świecie polskiego dziennikarstwa. Trudno znaleźć drugiego takiego dziennikarza, które wzbudzał i wzbudza tyle skrajnych opinii. Przez wielu niedoceniany, niezrozumiały, zarozumiały oraz cyniczny. Inni doceniali w nim inteligencję, erudycję, łatwość wypowiadania się, a także to, czego brakuje obecnym żurnalistom- apolityczność. Niewątpliwie jest to ogromna strata nie tylko dla sportowej części dziennikarstwa. Śp. Paweł Zarzeczny prowadził także w ostatnim czasie program publicystyczny pt. „Bul Głowy” w Telewizji Republika. Zaczynał w „Piłce nożnej”, po czym został zastępcą redaktora naczelnego. Publikował swoje artykuły w „Nowy Świecie”, „Super Expressie”, „Fakcie”, „Gazecie Wyborczej” czy tygodnikach „Wprost”, „Uważam Rze” i „Polska The Times”. W latach 2001-2003 redaktor naczelny Przeglądu Sportowego. Zdymisjonowany po pamiętnej okładce czołgu, a na nim piłkarzy Groclinu przed meczem z Herthą z napisem „Na Berlin”. W ostatnich latach stale współpracował z portalem weszło, gdzie publikował swój felietony w ramach „Jak co poniedziałek Paweł Zarzeczny”. Kibice, osoby nieznające Pawła mogły poznać go bliżej dzięki jego wideoblogowi pt.”One Man Show”. I to dosłownie było show jednego aktora. Siedząc wygodnie na fotelu, przed blokiem na ławce, w ogródku, komentował sytuacje życia codziennego, zaciekawiał nieznanymi anegdotami z życia piłkarzy. W ręku zawsze miał gazety, które pierwotnie miały mu służyć jako materiał do pracy. Vlog miał być typową prasówką, a przerodził się w krótkie spotkani z jakże sympatycznym grubaskiem, które w bezpośredni sposób, bez konfabulacji opowiadał o świecie piłki, kobietach i wielu innych sprawach z życia codziennego. Widz mógł poczuć się w czasie oglądania jakby to do niego były kierowane słowa, bo materiał nie był przerabiany, oprawiany w szaty graficzne, jingle, bez wstawek sponsorskim, ot typowa „surówka” nagrana przez młodego chłopaka, ukazująca gderliwego, ale i trafiającego w punkt z puentami, pana po 50- tce.

Gdyby nie jego upór i decyzje, dziś fani ligi angielskiej nie słyszeliby w cotygodniowych spotkaniach na Canal + Sport charakterystycznego głosu Przemka Rudzkiego. To Zarzeczny dostrzegł talent w studencie Politechniki, zamieszkującym Wyspy Brytyjskie, zatrudniając młodego, nikomu nieznanego chłopaka do redakcji sportowej. Uparł się, że zrobi z Rudzkiego dziennikarza sportowego, mimo że sam zainteresowany nie wierzył w swoje umiejętności. Analogicznie sytuacja miała miejsce z Krzysztofem Stanowski, którego należy także nazwać „dzieckiem” Pawła. Ten w podzięce za wiarę danie szansy, do ostatnich dni współpracował z Pawłem Zarzecznym. Razem występowali w „Stanie Futbolu”, gdzie śp. Paweł delektował się crossantami, pochłaniając jednego za drugim. Był to swego rodzaju stały punkt programu.

Śp. Paweł Zarzeczny wzbudzał pewnie nie tylko we mnie skrajne emocje. Irytował szczególnie wtedy, gdy w sposób bezczelny wypowiadał się na temat podziału biletów na mecz z Niemcami, twierdząc, że i tak za mało przydzielono wejściówek dla vipów oraz rodzin. Chwilę później jednak zaskakiwał, wprowadzał słuchacza i rozmówce w osłupienie i podziw, gdy rzucał niczym asy z rękawa kolejne wersy „Szwejka”, cytując dzieła Tuwima, Schelera, Napoleona, Tischnera czy wielkich filozofów. Niewątpliwie inteligencji mogła mu zazdrościć większość. Skąd to się wzięło u śp. Pawła Zarzecznego? Wielki wpływ na to miało dzieciństwo, które było dla niego koszmarem. Ojciec zabił matkę na jego oczach, po czym się powiesił. Bity w domu dziecka u zakonnic, osamotniony, zaadoptowany przez ciocie i nadal bity przez jej męża. To właśnie w czasie pobytu u ciotki, śp. Paweł zafascynował się światem książek. Od zwykłych encyklopedii po filozofie.  Młody chłopak łaknął wiedzy, chłonąc kolejne kartki wielkich pisarzy. Co ciekawe- najbardziej znanych polskich pisarzy niezbyt ceni. Szczególnie Iwaszkiewicza. Niestety mimo wielkiej inteligencji i mądrości życiowej, zgubny okazał się alkohol. W połączeniu z otyłością i cukrzycą, nie wpływał dobrze na zdrowie niedawno zmarłego.„Zamiast zgrzewki wody, wybierał zgrzewkę piwa. Gdy musiał brać medykamenty, nie zrezygnował z alkoholu. W jednej siatce leki, w drugiej piwo”. To słowa jego ucznia, przyjaciela Krzysztofa Stanowskiego. Nikt nie ukrywa, że miał problem z tą używką. Co prawda nie była to przyczyna zgonu, jednak na pewno znacząco wpłynęła na jego zdrowie.

Przemysław Rudzki wspominając śp. Pawła Zarzecznego pisze: „Nie mogłem zrozumieć dlaczego zawsze to mnie krytykuje po napisaniu artykułu. W końcu go pytam- Paweł czemu się czepiasz każdego mojego tekstu”? na co P. Zarzeczny mu odpowiedział: „Tylko dlatego to robię, bo czytam twoje teksty i każdy z nich cenię. Nie zaczepiam tych, których nie cenię. Ich mam w…. ”.

Dzień przed śmiercią nagrał swój jubileuszowy pięćsetny odcinek „OMS”. W nim jakby przeczuwał nieuchronne, zastanawiał się nad tym, co będzie jak umrze, gdzie zostanie pochowany, co mu zagrają na pogrzebie. Już od jakiegoś czasu chodził o lasce, a jego stan z dnia na dzień pogarszał się. Krzysztof Stanowski  twierdzi, że za każdym razem, gdy się budził, było to małą niespodzianką. Przy jego trybie życia, drugiego już dawno skończyłby w zaświatach. Żył pełnią życia, czerpał z niego garściami, wkładając głowę tam, gdzie inni bali się włożyć rękę. Odszedł bez tygodni hospitalizacji, leżenia w łóżku, cierpienia i bez niedołężności.

Śp. Paweł Zarzeczny to postać barwna, ciekawa, od której wiele można było się nauczyć. Jego sposób bycia, wypowiadania się wielu mógł się nie podobać i przeszkadzać. Gdyby podporządkowywał się innym, pewnie do ostatnich dni sprawowałby funkcję naczelnego „PN” czy „PS”. Nigdy nie był to dla mnie wzór, do którego chciałem dążyć, ale w wielu sytuacjach mnie pozytywnie zaskakiwał, głównie wtedy gdy podawał z pieczołowitością nieznane fakty historyczne, dokładne daty nieznanych bitew, cytował klasyków lub chwaląc się wiedzą z konstrukcji maszyn i urządzeń. Cenię go i będę cenił za jego felietony z czasów przed współpracą z weszło oraz inteligencję. Obecnie nie ma w dziennikarstwie sportowym drugiego takie jak on. I długo nie będzie tak charakterystycznej postaci. Janusz Basałaj nazwał go „kolorowym ptakiem polskiego dziennikarstwa”. Trudno się ni zgodzić z tymi słowami. Na tle klucza ptaków to On był jednym z tych najbarwniejszych. Niech Ci ziemia będzie lekka Pawle Zarzeczny.

Piotr Chmielewski

Czołem! Nazywam się Piotr Chmielewski. Jestem dziennikarzem. W "CENTRUM" zajmuję się tematyką sportową.


error: Zawartość jest chroniona!!