Gra o tron w angielskim wydaniu
LIGA MISTRZÓW
Tegoroczna Liga Mistrzów dostarczyła kibicom nie lada emocji. Wielu ekspertów uważa, że obecne rozgrywki należą do najlepszych w ostatnich latach. Czy na pewno do najlepszych z tym można polemizować, natomiast na pewno do najciekawszych. W mijającym tygodniu doszło do ostatecznych starć półfinałowych. Chyba tylko szaleńcy obstawiliby po pierwszych meczach taki finał, jaki zostanie rozegrany w Madrycie.

Liverpool Barcelona 4:0/0:3
Do pierwszego spotkania Liverpool przystępował bez swojego napastnika Roberto Firmino. Mieli jednak inne armaty – Mane i Salaha, jednak żaden z nich nie wykorzystał swoich szans na Camp Nou. Barcelona od pierwszej minuty próbowała dominować, ale ta sztuka nie była taka prosta, ponieważ Liverpool co chwilę stwarzał sobie okazję do zdobycia bramki. W 26 minucie fantastyczne dośrodkowanie Alby wykorzystał Suarez, wyprowadzając tym samym Barcelonę na prowadzenie. Kolejne minuty to ataki raz na jedną, raz na drugą bramkę. W 75 minucie koronkową akcję Barcy zmarnował Suarez, posyłając piłkę w poprzeczkę, na szczęście dopadł do niej Messi i posłał ją do pustej bramki. Liverpool wiedział, że aby liczyć się w rewanżu muszą zdobyć gola. W 82 minucie te nadzieję zgasły, gdy fenomenalnie z rzutu wolnego, z 35 metra piłkę nie do obrony posłał Messi. Liverpool grał, Barca strzelała.
Barcelona: ter Stegen – Roberto (90+3. Alena), Lenglet, Pique, Alba – Vidal, Rakitić, Busquets, Coutinho (59. Semedo) – Messi, Suarez (90+2. Dembele)
Trener: Ernesto Valverde

Liverpool: Allison – Gomez, Matip, van Dijk, Robertson – Milner (84. Origi), Fabinho, Keita (23. Henderson) – Wijnaldum (78. Firmino) – Salah, Mane
Trener: Jurgen Kloop

Liverpool grał, Barca strzelała.
Wynik 3:0. Chyba najbardziej zagorzali fani przed rewanżem zakładali awans Liverpoolu. Do starcia na Anfield gospodarze podchodzili bez aż trzech podstawowych zawodników. Zabrakło ich najlepszego gracza Mo Salaha, Firmino oraz Keity. Nie napawało to do optymizmu, jednak gra na Anfield, na tym teatrze marzeń to coś więcej niż mecz. Fani nieśli od pierwszego gwizdka swoich ulubieńców, co przekładało się na ich grę. Już w 7 minucie gola na 1:0 zdobył nieobecny w pierwszym spotkaniu (zagrał 6 minut) Divock Origi. Bramka natchnęła jeszcze bardziej The Reds i to oni prowadzili grę. Barcelona miała swoje okazję, jednak tego wieczoru w wybornej formie był Allison. W 54 minucie dokładne dośrodkowanie przejął Wijnaldum i strzelił na 2:0. Nie minęły dwie minuty, a Holender po raz drugi wpisał się na listę strzelców, wykorzystując znów gapiostwo graczy Barcy. Gdy wszyscy myślami byli już w dogrywce, Liverpool wywalczył rzut rożny. Piłkarze ustawiając się do tego stałego fragmentu gry, całkowicie zapomnieli o tym, że najbliżej piłki jest Arnold i to Anglik wykorzystał, posyłając futbolówkę obok skonsternowanych graczy Barcelony, którzy popełnili już tego wieczoru więcej błędów niż w całym sezonie. Formalności dopełnił Origi dając Liverpoolowi gola na wagę awansu. Barca jeszcze atakował, próbowała, jednak ten wieczór nie mógł już inaczej się skończyć. Cud na Anfield. Liverpool w finale!
Liverpool FC: Alisson Becker – Trent Alexander-Arnold, Joel Matip, Virgil van Dijk, Andy Robertson (46. Georginio Wijnaldum) – Jordan Henderson, Fabinho, James Milner – Xherdan Shaqiri (90. Daniel Sturridge), Sadio Mane, Divock Origi (85. Joe Gomez)
Trener: Jurgen Kloop
FC Barcelona: Marc-Andre ter Stegen – Sergi Roberto, Gerard Pique, Clement Lenglet, Jordi Alba – Arturo Vidal (75. Arthur), Sergio Busquets, Ivan Rakitić (80. Malcom) – Lionel Messi, Luis Suarez, Philippe Coutinho
Trener: Ernesto Valverde
Chyba najbardziej zagorzali fani przed rewanżem zakładali awans Liverpoolu. Zabrakło ich najlepszego gracza Mo Salaha, Firmino oraz Keity. Nie napawało to do optymizmu, jednak gra na Anfield, na tym teatrze marzeń to coś więcej niż mecz. Fani nieśli od pierwszego gwizdka swoich ulubieńców, co przekładało się na ich grę. Już w 7 minucie gola na 1:0 zdobył nieobecny w pierwszym spotkaniu (zagrał 6 minut) Divock Origi. W 54 minucie dokładne dośrodkowanie przejął Wijnaldum i strzelił na 2:0. Nie minęły dwie minuty, a Holender po raz drugi wpisał się na listę strzelców, wykorzystując znów gapiostwo graczy Barcy. Gdy wszyscy myślami byli już w dogrywce, Liverpool wywalczył rzut rożny. Piłkarze ustawiając się do tego stałego fragmentu gry, całkowicie zapomnieli o tym, że najbliżej piłki jest Arnold i to Anglik wykorzystał, posyłając futbolówkę obok skonsternowanych graczy Barcelony, którzy popełnili już tego wieczoru więcej błędów niż w całym sezonie. Formalności dopełnił Origi.
Ajax Tottenham 2:3/1:0
Takiego półfinału nikt się nie spodziewał, on nie miał prawa się odbyć. W ćwierćfinale Tottenham sensacyjnie wyeliminował City, a Ajax wielkie Juve. W tym dwumeczu co ciekawe więcej szans dawano Ajaxowi, który wyeliminował wcześniej Juventus czy Real Madryt. Holendrzy w pierwszym meczu w Londynie zagrali swoje, atakowali, grali ofensywny i otwarty futbol, bez zbędnej kalkulacji. W 15 minucie bramkę zdobył pomocnik van de Beek i to Ajax był bliżej upragnionego finału. Tottenham w przekroju całego meczy miał problemy ze stwarzaniem sytuacji podbramkowych i zasłużenie przegrał spotkanie. Ajax mógł zdobyć jeszcze co najmniej jednego gola, ale dobrą skutecznością między słupkami popisał się bramkarz gospodarzy Hugo Lloris.
Tottenham Hotspur: Hugo Lloris – Toby Alderweireld, Davinson Sanchez, Jan Vertonghen (39. Moussa Sissoko) – Kieran Trippier (80. Juan Foyth), Christian Eriksen, Vincent Wanyama, Danny Rose (80. Ben Davies) – Dele Alli, Lucas Moura – Fernando Llorente
Trener: Mauricio Pocchettino

Ajax Amsterdam: Andre Onana – Joel Veltman, Matthijs de Ligt, Daley Blind, Nicolas Tagliafico – Donny van de Beek, Lasse Schoene (65. Noussair Mazraoui), Frenkie de Jong – Hakim Ziyech (87. Klaas-Jan Huntelaar), Dusan Tadić, David Neres
Trener: Erik ten Hag
Holendrzy w pierwszym meczu w Londynie zagrali swoje, atakowali, grali ofensywny i otwarty futbol, bez zbędnej kalkulacji. W 15 minucie bramkę zdobył pomocnik van de Beek i to Ajax był bliżej upragnionego finału. Tottenham w przekroju całego meczy miał problemy ze stwarzaniem sytuacji podbramkowych i zasłużenie przegrał spotkanie.
Niestety dla fanów holenderskiej ekipy wszelkie zło spotkało ich ulubieńców w rewanżu. Rozpoczęli spotkanie fantastycznie, bo w 5 minucie gola zdobył ze stałego fragmentu gry De Light i nic nie wskazywało tego, że nad Amsterdam może przejść dosłownie huragan. W 35 minucie Marokańczyk Ziyech podwyższył wynik spotkania i po 45 minutach Ajax był o klasę lepszy i wystarczyło dogranie drugie trzy kwadranse. To, co stało się po przerwie nadawałoby się jako scenariusz do filmów Hitchcocka. Koguty w końcu doszły do głosu, a patrząc na ich grę można było piać z zachwytu. Nikt nie spodziewał się powtórki z wtorkowego wieczoru, gdzie cud wydarzył się w Liverpoolu. W 55 minucie fantastycznie kontratak wykończył Lucas Moura, który posłał futbolówkę obok bezradnego Onany i dał nadzieję Kogutom na myślenie o pozytywnym wyniku. Cztery minuty później obrona Ajaxu i bramkarz postanowił zagrać w bilard, gdzie futbolówka odbijała się od nóg, rąk bramkarza w ich polu karnym, po czym piłkę przejął Moura i posłał ją do siatki. Wyglądało to jak jakiś bug w grze FIFA 19. Po bramce na 2:2, Tottenham rzucił się na przeciwnika, ale Ajax umiejętnie odpierali ataki. Gdy w 96 minucie kibice gremialnie odliczali sekundy do zakończenia spotkania stał się cud. W podobnej sytuacji jak przy pierwszym golu podanie od Delle Alliego przejął Lucas Moura i znów posłał piłkę obok bezradnego bramkarza. Ten gol dał awans Tottenhamowi. Pellegrini ma szansę na pierwszy tytuł piastując funkcje trenera klubu z Londynu.
Ajax Amsterdam: Andre Onana – Noussair Mazraoui, Matthijs de Ligt, Daley Blind, Nicolas Tagliafico – Lasse Schoene (60. Joel Veltman), Donny van de Beek (90. Lisandro Magallan), Frenkie de Jong – Hakim Ziyech, Dusan Tadić, Kasper Dolberg (67. Daley Sinkgraven)
Trener: Erik ten Hag
Tottenham Hotspur: Hugo Lloris – Kieran Trippier (81. Erik Lamela), Toby Alderweireld, Jan Vertonghen, Danny Rose (82. Ben Davies) – Moussa Sissoko, Victor Wanyama (46. Fernando Llorente), Dele Alli – Christian Eriksen – Lucas Moura, Son Heung-min
Trener: Mauricio Pochettino
Dla fanów holenderskiej ekipy wszelkie zło spotkało ich ulubieńców w rewanżu. Rozpoczęli spotkanie fantastycznie, bo w 5 minucie gola zdobył ze stałego fragmentu gry De Light i nic nie wskazywało tego, że nad Amsterdam może przejść dosłownie huragan. W 35 minucie Marokańczyk Ziyech podwyższył wynik spotkania i po 45 minutach Ajax był o klasę lepszy i wystarczyło dogranie drugie trzy kwadranse. To, co stało się po przerwie nadawałoby się jako scenariusz do filmów Hitchcocka. Koguty w końcu doszły do głosu, a patrząc na ich grę można było piać z zachwytu. W 55 minucie fantastycznie kontratak wykończył Lucas Moura, który posłał futbolówkę obok bezradnego Onany i dał nadzieję Kogutom na myślenie o pozytywnym wyniku. Cztery minuty później obrona Ajaxu i bramkarz postanowił zagrać w bilard, gdzie futbolówka odbijała się od nóg, rąk bramkarza w ich polu karnym, po czym piłkę przejął Moura i posłał ją do siatki. Wyglądało to jak jakiś bug w grze FIFA 19. Gdy w 96 minucie kibice gremialnie odliczali sekundy do zakończenia spotkania stał się cud. W podobnej sytuacji jak przy pierwszym golu podanie od Delle Alliego przejął Lucas Moura i znów posłał piłkę obok bezradnego bramkarza.
LIGA EUROPY
Arsenal – Valencia 3:1/4:2
Tak jednostronnego dwumeczu niewielu kibiców mogło się spodziewać. Arsenal pewnie i zasłużenie awansował do finału, mimo że jako przeciwnika mieli nieźle spisującą się w tym sezonie Valencię. Hiszpanie kompletnie zawiedli w tej rywalizacji, bo nawet nie stoczyli wyrównanej walki z Anglikami. W pierwszym spotkaniu ulegli Arsenalowi 1:3, choć to Nietoperze wyszły na prowadzenie dzięki golowi Diakhabiego. Szybko, bo po siedmiu minutach wyrównał Lacazette, a po kolejnych siedmiu Francuz wpisał się po raz drugi na listę strzelców. Gola na 3:1 zdobył Aubameyang.
Arsenal FC: Čech – Mustafi, Koscielny (82’ Monreal), Sokratis – Maitlans-Niles, Xhaka, Guendouzi (58’ Torreira), Kolasinać – Özil (75’ Mchitarjan) – Aubameyang, Lacazette
Trener: Unai Emery

Valencia CF: Neto – Piccini, Garay, Gabriel Roncaglia, Gaya – Soler (71’ Wass), Parejo, Diakhaby, Guedes (71’ Gameiro) – Rodrigo (88’ Mina)
Trener: Marcelino

Creative Commons; autor: Miquel Gimenez Olive; data: 15.03.2015
Rewanż nie dostarczył wielu emocji, ponieważ Arsenal wybił Hiszpanom wszelkie nadzieje na awans bardzo szybko. Mimo, że Valencia prowadziła 1:0 (gol Gameiro), to goście byli lepsi i szybko strzelili dwie bramki( Auba i Lacazette). To kompletnie rozbiło gospodarzy, którzy z każdą mijającą minutą wyglądali coraz słabiej. Druga bramka Gameiro w 58 minucie nie wzbudziła większego entuzjazmu w gospodarzach, ponieważ do awansu i tak potrzebowali jeszcze trzech goli. Dziesięć minut po wyrównaniu Arsenal znów prowadził – tym razem bramka autorstwa Aubameyanga. Gabończyk zakończył mecz z hatrickiem. W 88 minucie podwyższył wynik na 4:2.
Valencia CF: Neto – Piccini (56’ Soler), Garay, Gabriel, Gaya – Wass, Parejo, Coquelin, Guedes (71’ Torres) – Gameiro, Rodrigo (71’ Mina)
Trener: Marcelino
Arsenal FC: Čech – Sokratis, Koscielny, Monreal – Maitland-Niles, Xhaka, Torreira (80’ Guendouzi), Kolasinać (71’ Mustafi) – Özil (62’ Mchitarjan) – Aubameyang, Lacazette
Trener: Unai Emery
Chelsea Eintracht 1:1/1:1 k.4:3
W tym dwumeczu faworytem byłą Chelsea, choć jak się okazało Eintracht okazał się nie przypadkowo i w pełni zasłużenie największą rewelacją tegorocznej Ligi Europy. W pierwszym spotkaniu we Frankfurcie gospodarze stworzyli sobie trzy dobre okazje w pierwszych minutach. Jedną z nich na gola zamienił niezawodny Luka Jović. Serb udowodnił, ze obecnie jest jednym z najlepszych napastników młodego pokolenia i kwestią tygodni są jego przenosiny do mocniejszego klubu. Goście próbowali wyrównać, jednak uderzenie Pedro minęło o kilka centymetrów słupek gospodarzy. Podopieczni Sarriego atakowali, a gola udało im się zdobyć przed przerwą. Kevina Trappa pokonał wcześniej wspomniany Pedro. Hiszpan wykorzystał zamieszanie w polu karnym. Obie ekipy prezentowały ofensywnym futbol i całe spotkanie mogło się podobać. Bramek w drugiej części nie ujrzeliśmy, a wiec z remisu bardziej mogli być zadowoleni przyjezdni.
Eintracht: Trapp – Abraham, Hasebe, Hinteregger, da Costa – Rode, Fernandes (73’ Paciencia), Falette – Gaćinović (92’ Willems), Jović, Kostić.
Trener: Adlof Hutter

Chelsea: Arrizabalaga – Azpilicueta, Luiz, Christensen, Emerson – Kante, Jorginho, Loftus-Cheek (82’ Kovacic) – Pedro, Giroud, Willian (61’ Hazard).
Trener: Maurizio Sarri
Mecz na Stamford Bridge to ewidentnie dreszczowiec dla kibiców piłki nożnej. Chelsea stworzyłą sobie więcej okazji w pierwszej połowie, jednak udało im się zdobyć tylko jedną bramkę. W 28 minucie podanie Hazarda wykorzystał Loftus – Cheek. Drugie 45 minut dużo lepiej rozpoczęli goście, a już pięć minut po wznowieniu Jović skierował futbolówkę do bramki rywali. Do końca meczu nie ujrzeliśmy już bramek, a więc do rozstrzygnięcia potrzebny były dodatkowe 30 minut. Dogrywkę lepiej rozpoczęli goście, którzy powinni dwukrotnie zdobyć gola, jednak zabrakło i szczęścia. Zwycięzcę musiały wyłonić karne. Po dwóch próbach to goście prowadzili 2:1, jednak ostatnie słowo należało do bramkarza Chelsea. Kepa obronił czwartą i piątą próbę, dzięki czemu jego zespół awansował do finału.
Chelsea: Arrizabalaga – Azpilicueta, Christensen (74’ Zappacosta), Luiz, Emerson – Loftus-Cheek (86’ Barkley), Jorginho, Kovacić – Willian (62’ Pedro), Giroud (96’ Higuain), Hazard.
Trener: Maurizio Sarri
Eintracht: Trapp – da Costa, Abraham, Hinteregger, Falette – Hasebe, Rode (70’ de Guzman), Rebić (90+3’ Haller), Gacinović (118’ Paciencia), Kostić – Jović.
Trener: Adolf Hutter
Piotr Chmielewski